reklama

Twórca Oculus Rift o przyszłości — interakcje międzyludzkie sprowadzą się do spotkań w cyberprzestrzeni

Strona główna Aktualności

O autorze

Miłośnik gier komputerowych, konsolowych i nowych technologii, zwłaszcza owoców azjatyckiej myśli technicznej. Recenzent, czasem doradca oraz fotograf, zawsze otwarty na innych ludzi. Filolog.

Tak jak byłem do tej pory pozytywnie nastawiony do gogli VR, tak po przejęciu Oculusa Rift przez Facebooka powoli w mojej głowie zaczął wiercić się niepokój, jeszcze bardziej podsycany ostatnimi wypowiedziami Palmera Luckeya, twórcy produktu. Według niego coś, co na chwilę obecną promowane jest jako urządzenie do gier i ewentualnie filmów, w niedługim czasie stanie się fenomenem społecznym. Ludzie zamiast wydawać duże pieniądze na wycieczki i spotykać się ze znajomymi w świecie rzeczywistym skupią się na kontaktach w cyberprzestrzeni. Kwestia opracowania rozwiązań oszukujących zmysł dotyku. Wtedy naprawdę nie trzeba będzie prawie wychodzić z domu. Bo też niby po co?

Palmer wierzy, że w przeciągu jakichś dwóch dekad okulary VR zastąpią standardowe wyświetlacze komputerowe czy telewizory, a później również tak naprawdę tradycyjne interakcje międzyludzkie. To dla niego normalny logiczny proces. W końcu wirtualna rzeczywistość będzie tak realistyczna nie tylko graficznie (po to potrzebne są właśnie odpowiednie interfejsy dotykowe), że nie odróżnimy komputerowo wygenerowanej i namacalnej fikcji od rzeczywistości. Łatwiej i wygodniej będzie włożyć na głowę gogle, niż organizować wyjazdy służbowe lub spotkania ze znajomymi gdzieś na mieście.

Ludzie w większości pozamykają się pewnie zwyczajnie w domach, ale Luckey nie ma z tym większego problemu. Fizycznie będą odizolowani od innych, lecz psychicznie staną się sobie bliżsi. W tym względzie technologia VR złączy społeczności, a nie je podzieli. Kiedy cyberprzestrzeń wejdzie na odpowiedni poziom, czyniący z niej najprawdziwszą iluzję rzeczywistości, nawet wspólne oglądanie piłki nożnej albo filmu wraz z rodziną będzie się dało zastąpić odpowiednio wygenerowaną sytuacją. Na to jednak poczekamy.

Nie trzeba przywoływać licznych filmów science-fiction, które obrazowałyby, co mogłoby pójść nie tak z VR (wspomnę tylko Człowieka Demolkę czy Surogatów, a nawet Matriksa oczywiście), wystarczy ruszyć głową. To, co z technologicznego punktu widzenia rozpaliło umysły ludzi na tyle, by wsparli Oculusa z własnej kieszeni, kiedyś może być po prostu chyba nasza zgubą i tu nie ma się raczej z czego cieszyć. Otyli komputerowcy znający sport tylko z FIFA 33D, o smukłych ciałach w wirtualnej przestrzeni, dla których jedynym źródłem podniety jest cyber seks z jakimś fajnym awatarem spotkanym w kafejce w sumie dosłownie internetowej. Napędzany szybkimi łączami świat bez granic, lecz także bez dzieci. Moim zdaniem to przerażająca, a nie emocjonująca przyszłość.

© dobreprogramy
reklama

Komentarze

reklama
Polecamy w WP TechnologieWP TechnologieNie wiemy, co jemy - państwowe badania to kropla w morzu. Projekt FoodRentgen chce to zmienić