reklama

UKE ostrzega przed naciągaczami — uważaj kiedy oddzwaniasz

Strona główna Aktualności

O autorze

Kobieta o wielu talentach, użytkowniczka OS X kochająca fotografię, kuchnię wschodnią, ciężką muzykę i poprawną polszczyznę.

Czeka nas kolejna plaga oszustw kierowanych do abonentów sieci komórkowych. Tym razem obejdzie się bez wirusów rozsyłanych SMS-ami, bo naciągacze liczą na to, że nieświadomy użytkownik po prostu do nich oddzwoni.

Wiele osób, zwłaszcza korzystających z telefonu komórkowego w pracy, ma w zwyczaju oddzwonić, jeśli zauważy zarejestrowane przez telefon nieodebrane połączenie. Wiele osób robi to całkowicie odruchowo, bez patrzenia na numer i wnikliwej analizy choćby prefiksu kraju. Podczas gdy wydaje się nam, że dzwonimy do Warszawy (kierunkowy 22) lub Płocka (24) może to być połączenie z numeru należącego do naciągacza, pochodzące z Republiki Konga (+243) lub Wybrzeża Kości Słoniowej (+225).

Przestępcy dzwonią wieczorem lub w nocy na numery losowo wybrane i liczą na to, że rano ktoś oddzwoni. Aby dodatkowo przedłużyć połączenie i „nabić” większą opłatę, rozmówcy-ofierze do słuchawki odgrywany jest dźwięk rozłączenia. Jeśli więc po usłyszeniu go nie zakończymy połączenia samodzielnie, a tylko odłożymy telefon, możemy spodziewać się całkiem pokaźnego rachunku.

UKE nie podaje, jak częste są takie zjawiska, ale sygnały dochodzą zarówno od abonentów, jak i od operatorów, nie są to więc pojedyncze przypadku. Jak zwykle w takich sytuacjach, UKE zaleca skorzystanie ze swojej głowy i upewnienie się, że numer, na który oddzwaniamy lub też odsyłamy SMS jest „bezpieczny” — czyli z Polski i nie należy do puli przeznaczonej do świadczenia usług o podwyższonej opłacie (0-700).

© dobreprogramy
reklama

Komentarze

reklama
Polecamy w WP TechnologieWP TechnologieNie wiemy, co jemy - państwowe badania to kropla w morzu. Projekt FoodRentgen chce to zmienić