Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Udana migracja z Windowsa na Linuksa u osoby starszej

Cała historia zaczyna się po tym, gdy minęło kilka miesięcy od zakończenia wsparcia dla Windows XP. Zamęczony Windows XP na komputerze mojej cioci, pomału odmawia posłuszeństwa. Oprócz trwającego wieczność startu, pozwalającego na spokojne zagotowanie wody na herbatę, od czasu do czasu uprzykrza życie jakimś błędem.
Jako opiekun sprzętów różnego rodzaju, zostałem poproszony o pomoc w rozwiązaniu tego problemu. Stając przed faktem wyboru, pomiędzy próbą naprawy, bądź reinstalacji systemu Windows XP, zaczynam zastanawiać się czy nie byłoby warto przejść na inne rozwiązanie, nadal posiadające wsparcie. Mógłbym reinstalować Windows XP i zapomnieć o sprawie, lecz wiedziałem, że oprócz porzucenia wsparcia przez M$, aplikacje firm trzecich, również będą je porzucać.
Specyfikacja komputera, również nieco utrudniała sprawę i prezentowała się wówczas następująco:
Pentium IV 2,8GHz
1,5GB Pamięci Ram
80GB HDD
Zintegrowana Karta Graficzna i Dźwiękowa
Największą blokadą była ilość pamięci ram, która powodowała że instalacja Windows 7 mogłaby okazać się samobójstwem. Nie rozważałem nawet instalacji Visty, chyba nie trzeba tłumaczyć dlaczego.
Pomyślałem sobie "a gdyby tak spróbować z Linuksem?" wybierając dowolną rozwijaną dystrybucję, wsparcie będzie zapewnione cały czas, a jedynie co będzie należało robić, to po prostu ją aktualizować.
Podzieliłem się tym pomysłem z moją 60 paroletnią ciocią, i największym zaskoczeniem było to, że powiedziała do mnie "możemy spróbować". Oczywiście przedstawiłem na początek kilka argumentów, takich jak chociażby ciągłość w otrzymywaniu aktualizacji oprogramowania, oraz to że system ten będzie o wiele szybciej działał.
Mogłem więc przejść do wyboru dystrybucji, oraz środowiska graficznego, które zostaną zainstalowane.

Wybór Dystrybucji i Środowiska Graficznego

Swoją przygodę z Linuksem zaczynałem od Ubuntu, i z tego powodu pomyślałem, że choć nie jest to do końca idealny wybór, to jednak mając z nim wcześniej trochę do czynienia stwierdziłem że padnie właśnie na nie.
Następną sprawą pozostawał wybór środowiska graficznego. Ubuntu jak praktycznie każda popularniejsza dystrybucja i nie tylko, ma dużo środowisk graficznych do wyboru.
Od Unity proponowanego w standardzie, przez ciężkie lecz ładniejsze KDE, po lekkie LXDE i XFCE. Oczywiste było to, że Unity i czy KDE zamordują tego staruszka.
Pozostawały więc środowiska lżejsze, które będą używać mniejsze ilości zasobów na starcie.
Rozważałem LXDE, XFCE i Mate. Choć pierwsze dwie, były i są lżejsze to mimo wszystko postanowiłem zaproponować Mate. Nie wiem czy to u mnie kwestia, pozytywnych wspomnień związanych z czasami gdy, Unity jeszcze nie istniało, i korzystałem wówczas z Gnome 2, którego forkiem jest właśnie Mate, czy może to kwestia tego, że jego układ interfejsu różnił się na tyle mocno od tego znanego z Win XP, co uznałem wbrew pozorom za plus.
Ktoś z Was mógłby się spodziewać, że będę szukał czegoś bardziej podobnego, o ile nie identycznego, bo przecież można przekształcić Linuksa w taki sposób, aby wyglądał jak Windows. Tylko po co miałbym oszukiwać, skoro prędzej czy później wyszłoby na jaw to, że to tylko imitacja :)
Zaproponowałem Mate i otrzymałem zielone światło, w ten sposób mogą przejść do instalacji. Nie ma sensu bym rozwodził się na temat procesu instalacji, jedynie wspomnę, że zainstalowane zostało Ubuntu Mate 14.04 w wersji 32Bit.

Oprogramowanie i obsługa urządzeń

Najtrudniejszą kwestią przy migracji, z Windowsa na Linuksa, wydaje się być problem dostępności określonego oprogramowania i obsługi sprzętu. Nie chodzi tu sprawy podstawowe, takie jak przeglądarka www, czy też zdjęć.
Najważniejszą sprawa była wówczas prawidłowa obsługa drukarki HP Deskjet F2180, dająca możliwości wykonywania operacji drukowania i skanowania. Ważną sprawą był też pakiet biurowy.
Ciocia byłą przyzwyczajona do starego, lecz w zupełności wystarczającego Office 2003.
Obsługa drukarki dla Linuksa, nie stanowiła żadnego problemu, została prawidłowo wykryta, oraz testowy wydruk był jak najbardziej poprawny.
Pozostawał problem oprogramowania. Do zadania skanowania z pomocą przyszedł program "Proste Skanowanie" który spełniał swoje zadanie celująco.
W przypadku oprogramowania biurowego mogłem posilić się Libre Office, lecz postanowiłem że sprawdzę jak sprawuje się Office 2003 na Wine. Program ten uruchomił się oraz udało mi się doinstalować do niego pakiet zgodności, z formatem .docx znanym od początków Office 2007. Przeprowadziłem podstawowe testy działania programu i wszystko zadziałało prawidłowo, dlatego mogłem stwierdzić że wstępnie proces migracji został zakończony pomyślnie.
Przeprowadziłem wstępne szkolenie z zakresu podstawowej obsługi systemu. Od uruchamiania aplikacji, przez obsługę drukarki, aż do aktualizowania systemu. Dużym plusem dla mnie było to, że ciocia wszystko dokładnie notowała, na wypadek, gdyby czegoś zapomniała. Na wszelki wypadek, gdyby wystąpiła sytuacja, której nie mogłem w momencie szkolenia wyjaśnić, czyli tzw. zdarzeń losowych jak chociażby komunikaty błędów, nauczyłem robić zrzuty ekranu i zapisywać do określonego folderu, abym przy najbliższej okazji mógł sprawdzić i wyjaśnić o co dokładnie chodzi.

r   e   k   l   a   m   a

To było zbyt piękne aby mogło być prawdziwe, czyli drobne problemy atakujące z opóźnieniem

Moje małe doświadczenie, związane z korzystaniem z Linuksa, jako systemu do zastosowań domowych, podpowiadało mi że prędzej czy później wystąpią pierwsze problemy.
Nie były one nigdy poważne, lecz czasami potrafiły uprzykrzać życie.
Jednym z pierwszych problemów okazała się drukarka, a raczej zadania drukowania, która pomimo umieszczenia w kolejce zadania drukowania, nie drukowała dokumentu, a oczekiwała w nieskończoność pomimo restartów urządzenia. Najprostszym rozwiązaniem problemu okazało się uprzednie wysłanie polecenie drukowania, po czym dopiero uruchomienie drukarki.
Innym razem podczas aktualizowania systemu, program do aktualizacji wyświetlił komunikat o tym, że nie może ich pobrać. Polecenie apt-get update załatwiło sprawę, i następnie pakiety zostały prawidłowo zaktualizowane. Czasami też pojawiały się charakterystyczne dla Ubuntu komunikaty o wystąpieniu "nieoczekiwanego błędu" które rozwiązałem, może w nie najlepszy sposób, lecz po prostu wyłączając ich wyświetlanie.
W między czasie okazało się, że Chrome zaprzestaje wsparcia dla architektury 32Bit na Linuksie. Nie stanowiło to poważniejszego problemu, ponieważ chwilę wcześniej nastąpiła wymiana komputera na Fujitsu Esprimo e5731 o specyfikacji:
Intel Core 2 Duo 2.93GHz
4GB Ram DDR3
Dysk 250GB
Zintegrowana Karta Graficzna i Dźwiękowa
Do którego najzwyczajniej przełożyłem dysk twardy z Ubuntu i ten wystartował bez problemu.
Obsłużenie Ubuntu Mate w wersji 64Bit nie stanowiło dla niego żadnego problemu.
Zasadniczo korzystając ze zmiany komputera, mógłbym zmienić Ubuntu na Windows 7, który był dostarczany z tym komputerem, lecz nie chciałem robić zamieszania, po tym gdy zdążyła się ona przyzwyczaić do Ubuntu, z którego pomimo początkowych problemów jest zadowolona.
Reinstalowałem więc Ubuntu, ponieważ z oczywistych powodów nie można wykonać zmiany wersji z 32Bit na 64Bit bez reinstalacji, i rozwiązałem ten problem. Wszelkie poprzednie poprawki również zaaplikowałem tak aby nie musieć więcej do nich powracać.

Podsumowanie

Mijają trzy lata od momentu kiedy zmigrowałem swoją ciocię na Linuksa. Pomimo początkowych problemów jest ona zadowolona, i nie potrzebuje powrotu do rozwiązania M$. Zastanawiacie się dlaczego nie wspomniałem wcześniej o tym, do jakich innych zastosowań wykorzystuje komputer. Są one na tyle podstawowe, że postanowiłem je wymienić dopiero na końcu. Przegląda strony internetowe, ogląda filmiki na Youtube, oraz seriale na VOD. Przegląda zdjęcia, które samodzielnie zgrywa ze swojego Telefonu, oraz sprawdza pocztę email. Pół roku temu udało mi się ją przekonać do kupna dysku SSD o pojemności 120GB, który w zupełności jej wystarcza, a system po przeniesieniu na niego dostał porządnego kopa. Zdaję sobie sprawę z tego, że nie każdy musi mieć tyle szczęścia ile miałem właśnie Ja. Migrowałem osobę otwartą na nowe rozwiązania, i nie bojącą się podejmować nowe wyzwania. Jeżeli staniecie przed takim samym problemem, myślę że warto podjąć takiej zmiany.
Wiadomo, że podstawą jest to, do czego komputer jest wykorzystywany, i czy nie będą miały miejsca konflikty sprzętowe, oraz brak dostępu do określonego oprogramowania, lecz przy odrobinie szczęścia to może się udać. 

linux oprogramowanie inne

Komentarze