Unia Europejska chce czarnej listy, która ma pomóc w walce z piractwem

Strona główna Aktualności
image

O autorze

Unia Europejska, najwyraźniej zainspirowana amerykańską listą identyfikującą podmioty wspierające piractwo oraz kradzież własności intelektualnej, postanowiła stworzyć własną. Jej publikacja będzie poprzedzona konsultacjami, które zakończą się 31 marca. Do tego czasu pokrzywdzone strony mogą zgłaszać serwisy internetowe, które ich zdaniem łamią prawo. W przeciwieństwie do spisu z USA, europejska lista zezwala na wpisanie amerykańskich podmiotów.

Na początku miesiąca federalna instytucja handlowa US Trade Representative (USTR) opublikowała coroczną aktualizację własnej listy, na której znalazły się strony internetowe łamiące prawa autorskie. Najnowsza jej wersja zawiera m.in. The Pirate Bay, Rapidgator czy Gostream, ale także rosyjski portal społecznościowy VKontakte czy chińskie sklepy internetowe Alibaba oraz Taobao.com. Podmioty, które znalazły się na liście, zgłaszane były w trakcie konsultacji przede wszystkim przez zrzeszenia posiadaczy praw autorskich, jak na przykład Motion Picture Association of America (MPAA) czy Recording Industry Association of America (RIAA).

Europejska wersja będzie działać w podobny sposób. W komunikacie opublikowanym na stronie Komisji Europejskiej czytamy, że lista będzie identyfikować oraz opisywać najbardziej problematyczne rynki ze specjalnym uwzględnieniem rynku internetowego. W ten sposób chce zachęcić ich operatorów oraz właścicieli, jak i lokalne władze czy rządy do podjęcia niezbędnych kroków, które prowadzić będą do ograniczenia obecności łamiących prawa usług oraz towarów.

Zgodnie z szacunkami Unii Europejskiej handel podrabianymi oraz pirackimi towarami na świecie wyniósł 338 miliardów Euro, z czego aż 85 miliardów Euro przypada na kraje członkowskie. Zdaniem Unii ma to bardzo negatywny wpływ szczególnie na kreatywne branże, jak i te związane z innowacjami – hamowane są tam inwestycje oraz rozwój rynku zatrudnienia.

Jeżeli jednak Unia Europejska chce na poważnie walczyć z piractwem oraz podróbkami, nie powinna do końca wzorować się na amerykańskim przykładzie. Odpowiedzialna za listę federalna instytucja USTR zaznacza, że wymienione podmioty nie zostały umieszczone na podstawie ani prawnych dowodów, ani rządowej analizie adresów IP. Niestety, bardzo podobnie brzmiący zapis został opublikowany przez Unie Europejską, co daje ogromne możliwości w zakresie copyright trollingu.

Ponadto może to oznaczać, że będzie to zaledwie przegląd zażaleń składanych przez właścicieli praw autorskich a nie dogłębna analiza poparta rzetelnymi dowodami. Zresztą amerykańska lista wielokrotnie oskarżana była o stronniczość. Po jej ostatniej publikacji Allibaba w odpowiedzi na zarzuty USTR zadała – skądinąd słuszne – pytanie, dlaczego na czarnej liście nie znalazły się takie firmy jak Amazon czy eBay, których również dotyczy problem z obrotem podrobionymi towarami.

© dobreprogramy