reklama

Universal Music Group znów atakuje: ciemne chmury nad Groovesharkiem

Strona główna Aktualności

O autorze

Na dziobie okrętu. Stawia znaczące nad znaczonym, lubi czapki z daszkiem, teorię gier, tłumaczenia maszynowe i karabiny maszynowe.

Grooveshark od 2007 roku jest jednym z najpopularniejszych serwisów oferujących strumieniowanie muzyki. W przeciwieństwie do Spotify czy Deezera, nie robi tego jednak za zgodą i korzyścią muzyków i wytwórni. Nad usługą zbierają się jednak ciemne chmury – Groovesharkowi grozi nawet ostateczne zamknięcie.

Prawny aspekt działalności Groovesharka nie ma oczywiście zbyt wiele wspólnego z poszanowaniem praw autorskich. W związku z tym serwis wielokrotnie borykał się z poważnymi tarapatami. Przez 8 lat funkcjonowania serwisu, jego twórców wielokrotnie pozywano, a klienta Groovesharka wycofywano ze sklepów z aplikacjami.

Tym razem sprawa wygląda poważniej – nowojorski sąd uznał bowiem, że naruszenia praw autorskich przez twórców serwisu były świadome i zamierzone. W związku z tym nałożona na nich kara może wynosić nawet 736 mln dolarów. Powodem sprawy jest Universal Music Group

Jeżeli taki wyrok zapadnie, może on oznaczać koniec serwisu, który aktualnie udostępnia ponad 150 tysięcy plików. Może, ale nie musi. Serwis mimo niekorzystnych dla siebie wyroków, wychodził już cało z sądowych potyczek z największymi korporacjami przemysłu muzycznego, jak np. EMI. Warto także wspomnieć, że Grooveshark to nie tylko setki tysięcy pirackich plików muzycznych. Serwis współpracuje z kilkoma niezależnymi wytwórniami, jak na przykład Sun Records, dla której nagrywał m.in. Elvis Presley, Johnny Cash czy Roy Orbison.

Kara w wysokości 736 mln dolarów oczywiście nijak się ma do liczby 150 tysięcy udostępnianych utworów. Rozprawa będzie dotyczyć tylko niecałych 5 tysięcy plików. Jeżeli wyrok okaże się niepomyślny dla Groovesharka, firma będzie musiała zapłacić nawet 150 tysięcy dolarów za każdy plik.

© dobreprogramy

Komentarze

reklama