VLC (WIN) vs VLC (LIN) - Porno na Desktopie

Czytając moje poprzednie wpisy i oglądając szokujące dokumenty o przygodach z Linuksem na desktopie, mogliście pomyśleć, że poświęcam nie tylko swój czas, ale również ryzykuję zdrowiem i życiem. Tak, prąd, wysokie temperatury i możliwość zaprószenia ognia to Linuksowa codzienność. Część osób, przerażona tym, co spotyka kobiety i mężczyzn używających Linuksa, dziękuje za ostrzeżenie. Inni, zapewne mniej odporni psychicznie przerywają lekturę w połowie i oddają się modlitwie. Jeszcze inni, przelewając na mnie swoją frustrację, sypią epitetami rodem z rynsztokowych nizin. Możliwe, że brak akcyzy na denaturat i niskie ceny płynu do spryskiwaczy mają tu coś do rzeczy.

Kolejna grupa sugeruje, że dochodzi tu do jakichś czarów, medycyny alternatywnej, manipulacji i fotomontażu. Mówią, że to nie prawda, wyłupują swoje oczy, toczą pianę, tarzając się ze złości na podłogach miejskich szaletów i wypisują bzdety, które później stają się częścią śmiesznych memów.

Nieświadomie stosowane mechanizmy obronne powodują, że ludzie nie widzą oczywistych prawd. To już będzie jakieś sto lat temu, kiedy Zygmunt Freud zauważył, że „gdy postrzeganie rzeczywistości wywołuje przykrość, wtedy poświęca się prawdę”

Z należytą troską przypominam, że uporczywa negacja rzeczywistości może być objawem poważnych kłopotów ze zdrowiem! OK, starczy już tego przynudzania, zobaczmy, co nowego na ten weekend ma dla nas Linux.

Kubuntu 19.10

Premiera Kubuntu 19.10. już za nami. Wszystkie newsy, jakie widziałem, wspominają, że ISO zawiera sterowniki do kart NVIDIA, które mogą być zainstalowane podczas stawiania systemu. No cóż, pomimo tego, że wybrałem opcję instalacji bloatu i 3rd party, sterownik nie został zainstalowany. Widocznie ekipa Kubuntu postanowiła trochę popsuć to, co dostali od Ubuntu. Po zalogowaniu moje oczy zaatakował miniaturowy interfejs użytkownika, który z jakichś powodów nie został odpowiednio przeskalowany. OK, przecież mamy dopiero rok 2019 i nie budujemy jeszcze osiedli na Marsie.

Po wybraniu odpowiedniego skalowania okazało się, że muszę się wylogować, żeby zobaczyć efekty (KDE). Z jakiegoś Linuksowego powodu, pasek zadań nie uległ przeskalowaniu, więc musiałem go ręcznie wytarmosić. Zainstalowałem sterownik do karty graficznej i byłem prawie gotowy do testów. Prawie, bo za Chiny ludowe nie mogłem znaleźć linuksowego odpowiednika programu HWInfo. Coś, co pokazuje wszystkie parametry, łącznie z informacją o aktualnym stanie GPU w jednym schludnym oknie w czytelny i przejrzysty sposób. Przyzwyczajony do wiecznej rzeźby pod Linuksem, pokornie otworzyłem kilka okien terminala. OK, przecież mamy dopiero rok 2019 i nie...

VLC vs VLC

Nigdy nie byłem fanem syntetycznych testów, więc postanowiłem sprawdzić, jak zachowują się Kubuntu i Windows 10 podczas odtwarzania filmu, czyli czegoś, do czego często wykorzystujemy domowe komputery. Z oczywistych względów wybrałem VLC. W normalnych warunkach nie tknąłbym tego nawet patykiem, ale to jedyny sensowny odtwarzacz, jaki znam, który jest dostępny na Windows i Linuksa.

Na obydwu systemach uruchomiłem VLC w wersji 3.0.8, domyślne ustawienia, nie mieszane, Kubuntu tak doskonałe, jak tylko starczyło deweloperom odwagi, odtwarzana próbka ma następujące parametry:

  • Rozdzielczość : 3840 x 2160
  • Rozmiar pliku : 578 MB
  • Czas : 00:01:33
  • Format : TS
  • Kodek : HEVC
  • Bit rate : 51.6 Mb/s
  • FPS : 60 fps

Plik wideo można pobrać z tej strony.

ROMANTYCZNY WIECZÓR WE DWOJE — Wariant I

Tak to wygląda pod Windows, nowoczesnym systemie operacyjnym, skrojonym na miarę potrzeb normalnych zdrowych ludzi żyjących w XXI wieku:

  • Średnia temperatura CPU podczas odtwarzania: 42°C
  • Średnie obciążenie CPU przez VLC: 1%
  • Średnie obciążenie GPU przez VLC: 38%
  • Średnia prędkość obrotowa wiatraków: 0RPM
  • Średni pobór mocy w stanie spoczynku: 12W
  • Średni pobór mocy podczas odtwarzania: 43W

No tak, nie było tu żadnej niespodzianki. Polegając na systemie Windows, możecie nie martwić się przepisami BHP, stanem czujnika dymu i datą ważności gaśnicy. GPU bez problemu dekoduje materiał wideo, nie obciążając przy tym CPU. Temperatury na rdzeniach z gatunku tych śródziemnomorskich, wiatraki nie pracują. Nic nie szumi, nic nie śmierdzi.

Wyobraźcie sobie, że jest chłodny jesienny wieczór, razem z wybranką lub wybrankiem serca wskakujecie pod kocyk z wełny merynosów i oglądacie coś o miłości w 4K. Wieczór upływa wam błogo, a wino smakuje wybornie.

ROMANTYCZNY WIECZÓR WE DWOJE — Wariant II

Tak to wygląda pod Linuksem, rzekomo nowoczesnym systemie operacyjnym,
skrojonym na miarę potrzeb normalnych zdrowych ludzi żyjących w XXI wieku:

  • Średnia temperatura CPU podczas odtwarzania: ~70°C
  • Średnie obciążenie CPU przez VLC: ~60%
  • Średnie obciążenie GPU przez VLC: ~51%
  • Średnia prędkość obrotowa wiatraków: ~3900RPM
  • Średni pobór mocy w stanie spoczynku: ~35W
  • Średni pobór mocy podczas odtwarzania: ~75W

No tak, nie było tu żadnej niespodzianki. Polegając na Kubuntu, powinniście pamiętać, że izotop używany w waszych czujnikach dymu cały czas ulega rozpadowi! Sprawdźcie, czy data przydatności waszej gaśnicy nie upłynęła. Znacie te historie o nietrzeźwych, którzy usnęli z tlącym się papierosem pomiędzy palcami? Jeśli zdecydowaliście się na Linuksa, to radzę wam nie zasypiać i zasięgnąć opinii w lokalnym inspektoracie BHP. Pamiętajcie również o odzieży ochronnej!

Podczas odtwarzania dochodzi do obciążenia zarówno CPU, jak i GPU, temperatury drastycznie skaczą do góry, a wiatraki skutecznie psują nastrój szlifując obudowę od zewnętrznej strony.

Temperatury na rdzeniach z gatunku tych, które alarmują lokalne zastępy OSP, dźwięk wiatraków skutecznie przeszkadza w oglądaniu, a zapach rozgrzanej elektroniki unosi się po całym pokoju. Kiedy użytkownicy Windows rozkoszują się przyjemną atmosferą, wy i wasi konkubenci leżycie otuleni kocem gaśniczym, który każdy ciągnie w swoją stronę. Obawa przed utratą życia lub urody skutecznie psuje wam romantyczny wieczór.

UŻYWAJĄC LINUKSA, PŁACISZ WIĘCEJ ZA ENERGIĘ ELEKTRYCZNĄ I PRZYCZYNIASZ SIĘ DO DEGRADACJI ŚRODOWISKA NATURALNEGO.

Zwróciliście uwagę na podgląd miernika poboru mocy? Odłóżmy na bok wiatraki i skalowanie. Okazuje się, że używając Linuksa, zużywasz prawie dwa razy więcej energii elektrycznej, której głównym źródłem w Polsce jest węgiel.

Szok i niedowierzanie, że niektórzy chwalą się, że proponują ten system niewinnym teściowym, niczego nieświadomym dziadkom i rodzicom. Jakim trzeba być człowiekiem, żeby komuś wegetującemu na lichej emeryturze polecić system, który ukręca licznik i realnie podnosi rachunki za prąd? Na to pytanie niech każdy odpowie sobie sam. Powinni tego zakazać jak palenia gumiakami i lakierowaną boazerią w domowych piecach.

Zabawne, kiedy użytkownicy Linuksa krytykują Microsoft za automatyzację i przeniesienie części testów na VM, a w tym samym czasie najprawdopodobniej nikt nie testuje Linuksowych dystrybucji.

Jeśli ktoś nie mógł uwierzyć w wyniki poprzednich testów, przeprowadzonych przy okazji sprawdzania Ubuntu, to ma teraz podgląd na faktyczny pobór mocy. Jeśli ktoś dalej nie wierzy, to jest mi z tego powodu strasznie wszystko jedno. Cenę za kilowat i godzinę wyświetlaną przez miernik możecie zignorować.