Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Recenzja FiiO E10 - coś dla melomanów

O firmie

FiiO, to uznany producent wzmacniaczy (oraz przenośnych wzmacniaczy), ma też w swojej ofercie nieliczne DAC'e – przetworniki cyfrowo-analogowe – do których zalicza się bohater niniejszej recenzji

Opakowanie, dodatki

Dac'zka dostajemy, w stosunkowo małym, metalowym opakowaniu bez żadnych znaczków, z nasuniętym nań kartonowym „coverem”, na którym umieszczona umieszczono nazwę firmy, informację, że mamy od czynienia z „USB DAC Headphone Amplifier”, model produktu, kod kreskowy, i... w zasadzie poza adresem strony internetowej producenta, informacjami o mocy produktu, pasmach dźwięku, sample rate'em, wymiarami i wagę (napisanymi niezbyt dużym druczkiem, na tyle urządzenia.

Oczywiście dotyczy to tylko zakupu bezpośrednio w sklepie, gdy zakupimy urzadzenie poprzez internet, zapewne będzie jakoś zabezpieczone. W moim przypadku, był to karton, duuużo folii bombelkowej, no i karta gwarancyjna, od sklepu, u mnie oficjalnego dystrybutora marki FiiO w Polsce – sklepu Audiomagic.pl

r   e   k   l   a   m   a

A co w środku stalowego pudełka? Gdy je otwieramy, już wiemy, czemu nie było styropianu – otóż nasz przetwornik siedzi sobie wygodnie w miłym w dotyku, acz sztywnym materiale. Zaraz, chwila – czy tylko to było w pudełku? Nie, wystarczy wyjąć materiał, a tajemnica jego sztywności zostaje rozwiana – został on od spodu wzmocniony plastikiem. Pod materiałem, znajduje się, z pozoru skromne – aczkolwiek w zupełności wystarczające wyposażenie. Jest kabel usb-mini usb, do zasilania i połączenia z komputerem wzmacniacza, są samoprzylepne gumowe nóżki. Osiem sztuk, czyli ilość aż nadto wystarczająca, bo w praktyce używa się czterech nóżek. Nakleiłem cztery z nich od spodu urządzenia, resztę zostawiłem.

Teraz, wyjaśnię, czemu napisałem „z pozoru skromna ilość dodatkow”. Otóż... to wszystkie potrzebne dodatki, nie ma chyba niczego, co mógłby producent dodać. Rzeczy typu kable, przejściówki z dużego jack'a na mini-jack'a, to nie zmartwienie poducenta. Każdy używa tych przejściówek tych kabli, które mu najbardziej dźwiękowo, jakościowo, materiałowo, odpowiadają. Chyba nikt by nie chciał stracić gwarancji, z powodu oplecienia jakiegoś kabla, dodawanego do zestawu. Więc, moim zdaniem, dobór dodatków jest wręcz idealny.

Wygląd zewnętrzny

Gdy otworzyłem wieko pudełka, wygląd tego niewielkiego (79mmx49.1mmx21mm) urzadzenia, bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Na większości zdjęć w internecie, urzadzenie wygląda jak plastikowe, a w rzeczywistości, jest wykonane, z... anodowanego* na czarno szczotkowanego aluminium! W tej chwili urzadzenie zyskało u mnie wielkiego plusa.
Na górze urządzenia, widnieje napis „FiiO USB DAC HEADPHONE AMPLIFIER E10”.
Na dole są stosowne informacje o dopuszczeniach do sprzedaży itp. itd.
Dla ścisłości – nie całe urzadzenie, jest z alu wykonane (i chwała producentowi za to). Tylko jego góra, front, tył i dół. Po bokach, jest plastik. Czemu to zaleta? Otóż, każdy, kto z wysokiej jakości szczotkowanym alu miał do czynienia, wie, że ten materiał lubi wszelakie odciski palców.
A gdyby urzadzenie było w całości wykonane z aluminium, miało by to nastepujące wady:
doprowadzało by swoim brudzeniem się ludzi do szaleństwa było by trudne w przenoszeniu (mogło by się wyślizgnąć) podniosło by cenę urządzenia, o około... 300zł – to nie żarty, to koszty gięcie szczotkowanego aluminium (aluminium, a szczotkowane aluminium, to dwa różne materiały, nie porównujcie tego), i anodowanie takiego.

Widać więc, że ten wyprofilowany plastik (żeby nie wyślizgiwał się z rąk), jest zdecydowaną zaletą urządzenia. Jeśli chodzi o wszelakie złącza i przełączniki, to – z przodu znajduje się potencjonometr i wyjście dla słuchawek (na torze jest wzmacniacz), oraz przełącznik „BASS” (on/of) – nie wyłacza on całkowicie bass'ów, nie jest to też żadna sztuczka software'owa, o ile się nie mylęto po prostu podmiana jakiegoś elementy toru, na cieplejszy/zimniejszy. Znajdzie się też potencjonometr.
Natomiast z tyłu, są – USB IN (jedyne wejście na wzmacniaczu), coaxial out i line out. Na dole jest też przełącznik gain'u (low/high), w skrócie mówiąc – mocy urzadzenia.

Dźwięk – odsłuch

Odsłuch, dokonwany był m.in. albumach:
Nevermind (Nirvana)
In Utero (j.w)
Paranoid (Black Sabbath)
Heaven And Hell (też Sabbath'u)
Chinese Democracy (Guns n'Roses)
Apetite for Destruction (Gn'R)
Use Your Illusion (zarówno I jak i II, Gunsi)
Master of Puppets (Metallica)
Carolus Rex (Sabaton)
Słuchałem też na nim (wszystkich) piosenek zespołów, takich jak Guild of Passion, Street Lethal (ogólnie indie hard rock z hitlantis.com)
No i niektórych piosenek Alice in Chains, czasem trochę klasyki (głównie nowoczesna i covery rock'owych i metalowych piosenek).
Jak widać, głównie hard rock, trochę power metalu, trash metalu i klasyki.
Jak wypadł w tej kwestii E10?
Bardzo dobrze.
Urządzenie potrafi zejść bardzo nisko, kiedy tego trzeba. Może nie ma wszechobecnego bass'u (na co jestem wyczulony), ale bass szybko rozpływa się w powietrzu, nie zalewa innych pasm. Wyższe pasma dołu, są raczej bohaterem drugoplanowym.
Jeśli chodzi o średnicę, to zarówno dół, jak i góra wybijają się na tle tonów niskich i najwyższych tonów. Co jest w moim mniemaniu ogromną zaletą, dobrze słychać gitary elektryczne (bass'owa, jest tam, gdzie jej miejsce, na drugim planie, razem z niskimi pasmami) i wokal. A akustyki to po prostu bajka. Dół tonów wysokich, też się dosyć mocno wybija i dobrze, bo lepiej słychać wokal i gitary. Natomiast góra, pojawia się głównie wtedy, kiedy inne pasma sobie odpoczywają, normalnie jest raczej z tyłu.
Czyli E10 jest leciutko ciepłe, to nie coś dla bassheadów (chyba, że w połączeniu z wyjątkowo ciepłymi słuchawkami), bo oni lubią się dusić tonami niskimi, a tu zdecydowanie jest powietrze.
Scena jest dosyć szeroka, więc w grach urządzenie też się sprawia bardzo dobrze.

Podsumowanie.

Bohater tej recenzji, to według mnie, urządzenie warte każdego wydanego grosza.
Zaskakuje stosunkiem dźwięku do ceny, o świetnym wykonaniu też nie można zapomnieć.
Niektórzy będą narzekać „Nie można podłączyć mikrofonu” - a słoni nie można rozmnażać z małpami (aczkolwiek nie próbowałem). Takim osobom, polecam przesylabowanie określenia „Przetwornik cyfrowo-analogowy” i próbę zrozumienia znaczenia tych słów.
Pozostałym, polecam to urządzenie, w jego cenie, lepszych nie ma, a nawet droższe często mu nie dorównują. Urządzenie jest dostepne w paru sklepach, jednak nie nazwałbym tego „słabą dostepnością” - po prostu Polska, to kraj pod tym względem zacofany, ale ważne, że jest w co najmniej dwóch bardzo dobrych sklepach (audiomagic.pl i morele.net) w niskiej cenie.
Zasłużona ocena 9,8.

Zalety:

- Jakość pudełka
- Cena
- Jakośc wykonania urzadzenia
- Dodatki
- Małe rozmiary, niska waga
- Wygląd

Minusy:

- trudno znaleźć
*nie dam sobie uciąć głowy, że to anodowanie, a nie oksydowanie

Tekst jest w całości mojego autorstwa i zabrania się jakiegokolwiek jego kopiowania bez zgody autora, zarówno w całości, jak i fragmentach

PS. Postaram się dodać zdjęcia, ale wszystko zależy od pogody i tego, czy (przed chwilą była pierwsza, a teraz magicznie jest piąta nad ranem) uda mi się wstać wtedy, kiedy ona będzie ;)
PS2. Da się jakoś wrzucić zdjęcia z zewnętrznego hostingu?

Bo bez urazy, ale ten z dp zbyt sprawny nie jest, a chwilowo mam prędkości wysyłania wahające się od zawrotnych 0.16kb/s do 19kb/s (pretensje o zaniżanie prędkości, kierować do mojego operatora, trzy dni temu powinienem mieć nowy pakiet.
EDIT:
Ogarnąłem czcionkę. 

sprzęt porady inne

Komentarze