WiFi może działać jako wykrywacz metalu, ale lepiej żeby nie był to standard bezpieczeństwa

Strona główna Aktualności
image

O autorze

WiFi może mieć wiele zastosowań, ale ostatnie eksperymenty naukowców pokazują, że wychodzą one daleko poza komunikację między urządzeniami elektronicznymi. Nowe badanie pokazuje, że WiFi można wykorzystać także jako sensor najbliższego otoczenia, i to z bardzo dobrymi wynikami.

Ogromną zaletą zastosowania WiFi na nowym obszarze jest to, że punkty dostępowe są praktycznie wszędzie. Fale przenikają nasze mieszkania, lokale i przestrzeń publiczną, a przy okazji są też modyfikowane przez otoczenie. Na tej podstawie naukowcy opracowali sposób na poznanie otoczenia. To badanie jest rozszerzeniem wcześniejszego eksperymentu z tworzeniem holograficznych obiektów, mapowanych z pomocą WiFi. Tym razem jednak, zamiast odczytywać kształt obiektu, badają czy jest obecny.

Podczas badań okazało się, że WiFi doskonale sprawdza się w wykrywaniu metali i płynów, a w szczególności wody. Fale są pochłaniane przez płyny bazujące na wodzie, przedmioty metalowe zaś te fale odbijają. Parametry zależą oczywiście od materiału i częstotliwości fal. Punkt dostępowy WiFi obsługuje zwykle kilkanaście albo kilkadziesiąt kanałów operujących na różnych częstotliwościach. Korzystając z różnic w fazie i amplitudzie każdego z zakresów fal odbitych lub pochłoniętych przez konkretny materiał. Mając dane ze starannej analizy fal emitowanych i odbitych, można uzyskać obraz otoczenia i monitorować zmiany jakie w nim zachodzą – na przykład wejście do pomieszczenia osoby z metalowym przedmiotem.

Koncepcja na pewno będzie działać w warunkach, kiedy odbiornik i nadajnik nie są daleko od siebie. W takim właśnie środowisku był przeprowadzany eksperyment. Badacze, detekcją fazy i amplitudy, byli w stanie wykryć obiekty schowane, na przykład w torbie. Podczas badania falami o różnej częstotliwości można łatwo oszacować odległość na podstawie czasu jaki zajęło fali przebycie między nadajnikiem i odbiornikiem, a spadek amplitudy poinformuje, jak chłonny był ten materiał.

Naukowcy w ten sposób wykrywali takie przedmioty jak butelki z napojami, noże czy paczki owinięte folią aluminiową. Wyniki były porównywane z innymi, nieszkodliwymi przedmiotami jak chociażby książki. Analiza statystyczna pozwoliła wyłonić pewne trendy, na podstawie których model decyzyjny może rozróżniać te ukryte przedmioty, nawet jeśli nie są na prostej linii między nadajnikiem i odbiornikiem.

Odmienną kwestią są dość kontrowersyjne propozycje badaczy na zastosowanie tej techniki wykrywania metalowych obiektów. Przytoczyli oni przykład kontroli na lotniskach, gdzie trzeba zaangażować sporo osób lub zainwestować w drogie urządzenia do prześwietlania bagażu. Inne miejsca, jak muzea, szkoły, urzędy i instytucje publiczne, są zdaniem badaczy niedostatecznie chronione i przez to narażone na wysokie ryzyko.

O ile monitorowanie otoczenia za pomocą wszechobecnego WiFi jest fenomenalnym pomysłem, zastosowanie go w dziedzinie bezpieczeństwa jest… wątpliwe. System ten nie ma żadnego sposobu na rozpoznawanie, czy wykryty przedmiot rzeczywiście jest niebezpieczny, jak wygląda i czy nie jest czasami czyjąś protezą biodra. W końcu ludzie noszą ze sobą mnóstwo metalu, który nie jest bronią i nie służy do krzywdzenia innych, jak na przykład: paski, biżuteria, klucze, okulary, a nawet metalowe smartfony. Trzeba też wspomnieć, że ludzkie ciało to w zasadzie worek na wodę, więc syntetyczny test wykrywania butelki wody w torbie może być wart niewiele.

© dobreprogramy