Windows Live Essentials: gorsze wrogiem dobrego (Część II)

Strona główna Aktualności
Windows Live Essentials: gorsze wrogiem dobrego (fot. Kamil Dudek)
Windows Live Essentials: gorsze wrogiem dobrego (fot. Kamil Dudek)

O autorze

Ostatni tekst na temat Windows Live Essentials przypomniał wielu z Was, że obym pakietem często wiążą się pozytywne wspomnienia. Kilku czytelników wspomniało na przykład o tym, że Movie Maker jest wciąż najłatwiejszym edytorem wideo dla początkujących. Program Live Mail również pozostaje u niektórych w użyciu, choć w jego przypadku to akurat niezalecane. A co z innymi programami?

Bezpieczeństwo Rodzinne

Pakiet Bezpieczeństwa Rodzinnego został zintegrowany z Windows 8 i stał się na nowo częścią systemu. Prędkość jego rozwoju znacząco spadła, a obecna skuteczność jest dyskusyjna. Zresztą, dzieciom nie trzeba już dziś ograniczać czasu pracy z komputerem, w o wiele większym stopniu problem ten przeniósł się na telefony.

Mesh

Wspomniany przez Czytelnikow program Live Mesh zniknął w mrokach dziejów, ponieważ okazał się zbyt skomplikowany. Program ten służył do synchronizowania plików między urządzeniami, zestawianego za pomocą specjalnej aplikacji. Równolegle jednak DropBox, dla podobnej usługi, zastosował metaforę folderu podpiętego do chmury: zamiast kreatorów i aplikacji, wystarczyło zapisać plik do folderu z ikoną chmurki, by dane były dostępne na wszystkich urządzeniach. Było to o wiele łatwiejsze w obsłudze od dedykowanego kreatora. Aplikację Mesh więc rozmontowano i zastąpiono programem OneDrive. Być może była za trudna, ale stanowiła unikatowe rozwiązanie, którego nigdzie już nie ma.

Connector

Program Outlook Connector stał się zbędny wraz z zaopatrzeniem Outlooka (po piętnastu latach!) w funkcję natywnego łączenia się z pocztą Hotmail/Windows Live Mail. Oddzielna wtyczka dla protokołu DeltaSync przestała być potrzebna. Sam protokół wkrótce później porzucono, a uwierzytelnianie zostało wzbogacone o dwuskładnikowe uwierzytelnianie, czego Connector nie obsługiwał.

Toolbar

Pasek zadań Windows Live Toolbar stracił rację bytu ze względu na spadek popularności Internet Explorera, bardziej restrykcyjne zabezpieczenia w kwestii ładowania dodatków, zmianę interfejsu przeglądarek, popularyzację panoramicznych ekranów oraz fakt, że dedykowane przyciski do poczty, wiadomości i konta były już czymś nadzwyczajnym. Strony te były zazwyczaj otwarte permanentnie na przypiętych kartach. Usługi online przestały wymagać oddzielnej promocji, Toolbar istniał jeszcze kilka miesięcy jako Bing Bar, a następnie zniknął.

Writer

Edytor blogów Writer to osobliwy pomysł. Celem aplikacji jest usunięcie konieczności korzystania z wbudowanego CMS-a w blogu. Każdy regularnie piszący twórca wie, że nie warto pisać rzeczy bezpośrednio w edytorze CMS, bo awaria JS, problemy z łącznością, niesforna wtyczka lub przypadkowe odświeżenie widoku mogą usunąć kilka godzin pracy. Writer pozwala przygotować cały dokument po stronie lokalnego edytora, a następnie wyeksportować go na bloga za pomocą odpowiedniego "sterownika".

Writer powstał na potrzeby Windows Live Spaces, które zostało zamknięte. Poza tym obsługuje komunikację z Wordpressem, SharePointem i Bloggerem (od Google). Oryginalna wersja programu stała się trudna w obsłudze po tym, jak dostawcy blogów wprowadzili wieloskładnikowe uwierzytelnianie. Microsoft oczekiwał, że dostawcy platform będą stosować dedykowane aplikacje, Writer zaczął więc "gnić".

W 2015 roku został jednak opublikowany jako open source(!) i prędko otrzymał obsługę nowego uwierzytelniania. Jednak API blogów nie stoi w miejscu, a Writer tak. Opiekunowie platform nie tworzą także sterowników dla Writera. Program nie uzyskał masy krytycznej potrzebnej do rozwoju i od trzech lat nie otrzymał nowej wersji.

Messenger

Śmierć Messengera to temat poruszany bardzo wiele razy. Żal się powtarzać. Acz, w największym skrócie, MSN został od rozmontowany i zastąpiony Skypem, a jego część "profesjonalna" to dziś Microsoft Teams. Po dosłownie latach zawirowań i jednoznacznie fatalnych decyzji, Skype i Teams zaczynają powoli wychodzić na prostą.

Powyższa migracja nie była jednak przejściem z zachowaniem funkcjonalności. Co takiego straciliśmy wraz z Messengerem? Oczywiście, większość osób odpowie: gry, szturchańce i ładne emotikony. Ale Messenger nie mógł przetrwać zmian w internetowym krajobrazie. Cierpiał na ten sam problem, co Vista: był bardzo PC-centryczny.

Ciężki "kombajn do spędzania czasu" nie pasował do nowych, smartfonowych scenariuszy użycia. Aplikacja usiłowała agregować portale społecznościowe i huby z wiadomościami, oferując integrację z Twitterem, Facebookiem i gazetami. Potrafiła także przerabiać internetowe publikacje na "tosty" do łatwego udostępniania, wykorzystując nieudokumentowany Social Object Extractor (SOXE). Usiłował być więc "Twitterem po stronie klienta". Big Tech tupnęło jednak nogą: nie wolno! Każdy ma używać dedykowanej aplikacji, która nie umie rozmawiać z konkurencją.

Co dalej?

Pozostały trzy programy, które dziś wciąż działają. Windows Live Mail, Galeria Fotografii oraz Movie Maker. Każdy z nich rzekomo ma następcę, są to jednak następcy niezwykle kiepscy. W ostatniej części – parę słów właśnie o nich (i o tym, dlaczego nie należy dziś używać Windows Live Mail).

© dobreprogramy
s