Wspomnień czar (cz.1)

Od czegoś trzeba zacząć, a ponoć najlepiej zaczynać od początu, więc do działa... dzieła miałem napisać :D

Blogi dobrychprogramów obrodziły w bardzo sympatyczne cykle przypominające początki "komputeryzacji w domu i zagrodzie":

a ja klawiaturzę tu trochę inne spojrzenie na szeroko rozumianą informatykę, takie trochę z boku. Bardzo sobie cenię zawodowców, byle nie tych wywodzących się od "sprawia zawód", a zawodowym informatykiem nie jestem.

Czasy prehistoryczne - pierwsza połowa lat sześćdziesiątych - została w pamięci jako pochłanianie czasopism i ciężka rozterka pomiędzy motoryzacją ("Motor" i motor), a szumnie i na wyrost nazywając, elektroniką. Doskonałe pisma, że wymienię tu Horyzonty Techniki pod wodzą redaktora Rajmunda Sosińskiego, Młodego Technika, Radioamatora i Krótkofalowca,
wspaniale popularyzowały wiedzę techniczną wśród młodych ludzi. Gdy młody człowiek (to o mnie mowa, jakby powiedział imć Zagłoba herbu Wczele) nauczył się dobrze pisać, napisał list do HT. Nie zachowała się kopia - era ksero dopiero miała nadejść, kopię robiło się pisząc przez kalkę ołówkiem, a jakże! kopiowym, bo długopisy też były za horyzontem techniki - i zapewne w tym liście bzdura bzdurę poganiała, lecz odpowiedź dostał. Trudne do zapomnienia: ciepły, zachęcający list, podpisany przez samego redaktora naczelnego. Urosłem tak, że na suficie pozostał ślad przebijającej go głowy :D

Może miałem szczególny fart, lecz nie pamiętam, by "chcącego, choć zupełnie zielonego" mieszano z błotem, czyżby był to inny świat? W szkołach nie było etatów "pedagogów", słowa "nauczyciel" i "pedagog" były synonimami, i to działało!

W 1958 r. powstała fabryka półprzewodników TEWA produkująca "kupowalne" gdzieś od 1960 r. tranzystory germanowe - kosztowały koszmarnie dużo, ale to już inna bajka - zaś w 1959 r. w bydgoskiej fabryce ELTRA powstało pierwsze tranzystorowe radyjko Eltra MOT-59, protoplasta bardzo popularnego później Kolibra, kosztujące bodaj więcej, niż całkiem dobra pensja.

Wszystko, co napisałem wyżej, odbiło się na mnie na tyle mocno, że pod koniec podstawówki zrobiłem WŁASNE radyjko, i co najdziwniejsze, grało! Dzisiejsi "tfurcy kompów", wkładający gotowe moduły do gotowej obudowy nie mają zielonego pojęcia, ile trzeba umieć, by zrobić taki "prymityw". Obudowa? Trochę tektury i kredki, by było kolorowo, a tektura nie gryzła oczu. Antena ferrytowa? Toż to trzeba umieć przylutować licę. Miniaturowy głośnik? Tu zawodzi mnie pamięć, czy był to produkt TONSILu, czy też wkładka ze słuchawki telefonicznej. Detale techniczne tego, co było w środku dawno temu już wywietrzały z głowy, awansowałem na "cudowne dziecko" i basta! Innymi słowy: miłe złego początki...

Upłynęło kilka lat i dopadła mnie informatyka w postać konfetti i serpentyn :D Nie wierzycie? To przypomnijcie sobie termin "taśma perforowana", zwana też "taśmą dziurkowaną" :D Fajnie sie tym dekorowało pomieszczenia na ubaw!

To trochę eksperymentalny wpis, czy będzie "nasz ulubiony ciąg dalszy" zależy od Was.

Pozdrawiam cieplutko!