Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Wstęp - opowieść starego subiekta I

No cóż, oczywiście znowu zapomniałem zawieźć pisemnej prośby o rozwiązanie umowy z jednym z osiedlowych dostawców internetowych. Internet w sumie... a nie, to nie był internet, w ogóle... nie, dziś nie będę zaprzątał już i tak zapracowanej głowy Pana administratoro-operatoro-instalatoro-sprzedawcy ze sklepu, może jutro.

Tymczasem wibruje telefon, nie wiem kto, ani po co. Ah, to dawny znajomy. Problem z pracownią komputerową? Fantastycznie - odpowiadam minusując demotywatory. A więc coś się spsuło, a co konkretnie? Aha, nie wie Pani co, hmm, no dobrze, podjadę zaraz. Byłem zdziwiony, moje zaraz trwało tylko 30 min. Jestem na miejscu. Wchodzę po schodach wdychając chlorowy zapach płynu do mycia podłóg. Przede mną drzwi i wielki napis, że komputery sprezentowała wspaniała organizacją ze złotymi gwiazdkami.

Już spod drzwi widzę jak z wielką gracją wciska przyciski zasilania stacji. Nic, pytam co się dzieje. Nie mogę się zalogować (zaakcentował to słowo tak, że aż się przestraszyłem) na żaden komputer. Nawet był tak miły, że pokazał mi na 3 stacjach jak to wygląda. Wyglądało to podobnie, ale jego pewność i poczucie wielkiego admina rosła, kiedy pokazywał to samo na 2 komputerze, a następnie na 3 (by uwiarygodnić, trzecim komputerem nie był ten obok dwóch pozostałych).

r   e   k   l   a   m   a

Pytam więc podstępnie, już nie zwracając uwagi na to, że próbuje zalogować się na czwartej stacji, czemu nie włączył maszyny stojącej w kącie. Nastąpił moment konsternacji, kiedy odpowiedział z wielkim podnieceniem i "fachowością", że to serwer, jego nie trzeba. Nastąpił moment kolejnej konsternacji. Pomyślałem... albo nie będę mówił, co pomyślałem, dałem mu kluczyki do samochodu i poprosiłem, żeby przyniósł mojego laptopa. Poszedł, dziwne, że nie zauważył, że mój laptop leży na krześle obok. Ja tymczasem włączyłem serw...znaczy komputer, którego nie trzeba. Kiedy przyszedł, stwierdził ostentacyjnie, ze laptopa nie ma. Zaczął gadkę o płycie rumuńskiego zespołu disco, która leżała na siedzeniu w samochodzie.

Kiedy serwer uruchomił się poprosiłem, żeby się zalogował na innych stacjach. Śmiejąc się stwierdził, że to nic nie da, bo już próbował. Tym razem się udało, powiedziałem, że może źle wpisywał dane do logowania poprzednimi razami. No nic, był z siebie dumny jak ja ostatnio, kiedy udało mi się zatankować benzyny za równe 50zł.

Myślałem, że to koniec i pojadę spokojnie do domu nabić kolejne punkty w Tony Hawk'u. Ale człowiek ten podbiegł do komputera, który nazywał nauczycielski i zaczął się logować. Stwierdził, że nie może zainstalować jakiegoś oprogramowania do tablicy interaktywnej czy czegoś tam. Nagle z błogiego rozważania wyrwał go telefon. Kiedy go nie było ustawiłem na jednej z przeglądarek stacji uczniów stronę startową z tematyką, że tak powiem - "delikatnie" nie związaną ze szkołą i dobrym wychowaniem. Ba, nawet moja inteligencja pozwoliła mi zablokować zmianę strony głównej na serwerze. Ok, dosyć zabawy, przecież biedakowi trzeba pomóc. Po tym jak przyszedł z powrotem do sali przynosząc stertę płyt, a nawet jakieś dyskietki. Stwierdził, że muszę pomóc mu to zainstalować, pomijam, że na dyskietce były sterowniki do myszki, a jedna z płyt to instrukcja od drukarki.

W tym momencie skorzystałem z opcji fake'owych połączeń w mojej komórce. Chwila wytchnienia... Widzę przez szparę jak facet szuka stacji dyskietek, bo według niego rolka myszki nie działa tak jak powinna. Wracając z rzekomej rozmowy poczułem dziwny smród, chyba nie spodziewał się, że wrócę tak szybko i to co miało nie zdążyło wywietrzeć. Zrobiło się nieswojo, widać, ze był zdesperowany brakiem stacji dyskietek. Ja również poczułem dziwne uczucie, powiedziałem mu, żeby się nie martwił. Mam w domu stację dyskietek, to przegram mu te sterowniki na płytę! Radość nie znała granic. Więc z przyszytym uśmiechem zabrałem się z tego pomieszczenia i wrzucając dyskietkę do przydrożnego śmietnika odjechałem do domu.

Na drugi dzień zwróciłem uwagę, że "stanowisko nauczycielskie" zostało zamienione z jednym z uczniowskich... 

Komentarze