Wybory 2020. Ile wydali w Google kandydaci na prezydenta? Dysproporcje są kolosalne

Strona główna Aktualności
fot. Getty Images
fot. Getty Images

O autorze

Kampania przed wyborami prezydenckimi 2020 to żywy dowód na to, jak ważnym nośnikiem informacji stał się internet. Komitety poszczególnych kandydatów wyraźnie nie szczędziły grosza na reklamę w sieci, a właściciel największej cyfrowej platformy reklamowej, Google, wzbogacił się o parę milionów złotych.

Skąd pochodzą te dane? Google, chcąc — jak twierdzi — zachować przejrzystość, publikuje szczegółowy raport o kampaniach politycznych i sumach na nie wydanych. Tak oto każdy internauta może dowiedzieć się, ile zostawili w Mountain View Duda, Trzaskowski i reszta.

Niekwestionowanym liderem okazuje się właśnie komitet wyborczy urzędującego obecnie prezydenta, Andrzeja Dudy. Na dzień 2 lipca 2020 r. przeznaczył na reklamy w systemie AdSense 454,3 tys. zł, tworząc ponad 4,9 tys. kampanii. Składają się na to zarówno banery na stronach i płatne pozycje w wyszukiwarce, jak i treści wideo na YouTubie.

Kandydat a jego macierzysta partia

Drugi w stawce, podobnie zresztą jak w I turze wyborów, jest Rafał Trzaskowski. Kandydat KO przeznaczył na reklamę w Google dokładnie 164 tys. zł. Sztab wybrał jednak zauważalnie inną taktykę niż w przypadku Dudy. Przygotował bowiem jedynie 26 kampanii, ale na każdą z nich, per sztuka, zadeklarował znacznie wyższą sumę pieniędzy. W ten sposób zadbał o większe nasycenie każdym kolejnym motywem.

W tym miejscu trzeba tylko zauważyć, że Trzaskowski dołączył do wyścigu o fotel prezydencki później od Dudy, który najpierw mierzył się z Małgorzatą Kidawą-Błońską. Tymczasem ta kandydatka nie miała w Google własnego konta, lecz korzystała ze wspólnych zasobów Koalicji Obywatelskiej PO .N iPL Zieloni. Komitet utworzył imponujące 22,8 tys. reklam za kwotę 477,4 tys. zł, ale duża część z nich nie była wprost związana z kampanią Kidawy-Błońskiej.

Najnowsze reklamy Koalicji wspierają z kolei Trzaskowskiego, więc ostateczna suma wydana na promocję prezydenta Warszawy jest zapewne wyższa. Przy czym na tej samej zasadzie kontem Prawa i Sprawiedliwości (suma wydatków: 1,026 mln zł) posiłkuje się Andrzej Duda.

Dwóch liderów i długo nikt

Widać wyraźną dysproporcję pomiędzy pierwszą dwójką, a pozostałymi kandydatami. I tak, Szymon Hołownia powierzył reklamę w Google firmie Fat Frog Productions, która wydała na kampanie z nim związane niecałe 58 tys. zł. Z usług prywatnej firmy skorzystał też Władysław Kosiniak-Kamysz. Jego 89 reklam kosztowało 51,1 tys. zł.

Bardzo oszczędny, w odniesieniu do uzyskanego wyniku wyborczego, okazuje się Krzysztof Bosak. Za 66 kampanii zapłacił 8,7 tys. zł. Dodatkowymi 25 reklamami w cenie łącznie 1,8 tys. Bosaka wsparł KW Konfederacja. Są to koszty porównywalne z Robertem Biedroniem, który na emisję 23 spotów wyłącznie z ramienia swojego komitetu przeznaczył 10,8 tys. zł. Profil należący do Sojuszu Lewicy Demokratycznej dorzucił 385 reklam za sumę 16,9 tys. zł, ale – podobnie jak w przypadku KO i Kidawy – część z nich to bardziej promocja ugrupowania niż kandydata.

Stawkę zamyka Paweł Tanajno i skromne 13 reklam za kwotę 5,6 tys. zł. Pozostali kandydaci, a więc Stanisław Żółtek, Waldemar Witkowski, Marek Jakubiak i Mirosław Piotrowski nie mają udokumentowanych działań w AdSense. Jeśli jakieś prowadzili, to ich skala musiała być na tyle mała, że Google tego nie odnotował jako treść polityczna.

Oczywiście gorączka wyborcza wciąż trwa i wydatki kandydatów szykujących się do II tury zapewne wzrosną. Im bliżej 12 lipca, tym zapewne obserwować będziemy więcej działań marketingowych tak ze strony Dudy, jak i Trzaskowskiego. Ale sumy już teraz robią wrażenie, przyznajcie.

© dobreprogramy
s