Wyciek danych z WHO i fundacji Gatesów – ciąg dalszy. Ustalono, kto udostępniał hasła

Strona główna Aktualności
Fundacja Gatesów była jedną z poszkodowanych w wycieku/Fot. GettyImages
Fundacja Gatesów była jedną z poszkodowanych w wycieku/Fot. GettyImages

O autorze

W ubiegłym tygodniu SITE Intelligence Group poinformowało o wycieku 25 tysięcy adresów e-mail wraz z hasłami. Należały do członków przeróżnych organizacji, w tym WHO, CDC czy Bill & Melinda Gates Foundation. Prawdopodobnie dane wyciekł jeszcze w 2016 roku.

Według pierwszych informacji podawanych przez SITE Intelligence Group, nie było wiadomo, jak doszło do wycieku. W środę pojawił się nowy raport, zawierający aktualizację co do źródła tej sprawy. Według organizacji śledzącej ekstremistyczne działania na całym świecie, adresy i hasła prawdopodobnie pochodzą z dawnego wycieku i były opublikowane w sieci już w 2016 roku.

25 tysięcy adresów e-mail i haseł należały do wielkich fundacji i instytucji. Według SITE, są zaledwie częścią większego wycieku danych. Takie "zestawy informacji" są często łączone ze sobą w większe archiwa i publikowane gdzieś w zakątkach dark webu. To utrudnia ustalenie kto za nimi stoi, oraz o jak aktualnych danych mowa.

Po ataku WHO potwierdziło, że 450 aktywnych loginów i haseł do kont ich pracowników trafiło do sieci. W takim razie nie zmieniali ich przez ponad cztery lata. Niemniej jednak włamywacze nie osiągnęli wiele. Skończyło się na serii włamań na konta, oraz e-mailach phishingowych rozsyłanych do pracowników WHO. Nie zaobserwowano zainfekowania systemu.

Kto stoi za opublikowaniem loginów i haseł WHO w sieci?

SITE Intelligence Group stwierdza (jak podaje Washington Post), że za opublikowaniem danych w sieci stał obywatel Stanów Zjednoczonych, lub nawet grupa. Jego głównym motywem było spopularyzowanie teorii spiskowej dotyczącej koronawirusa. Osoba rozsyłająca loginy i hasła po sieci sugerowała, że można dzięki nim "odkryć kłamstwa i tajemnice WHO".

Dane były rozsyłane za pośrednictwem wielu powiązanych ze sobą kont w mediach społecznościowych. Wyglądały bardzo podobnie do siebie i propagowały podobne treści i poglądy. Można było na nich znaleźć wpisy dezinformujące społeczeństwo, takie jak "pandemia koroanwirusa jest przesadzona, nie ma zagrożenia". 

© dobreprogramy
s