Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Trackery cz. I - Wstęp i historia trackerów

Chciałabym wam dziś przybliżyć jedne z najpopularniejszych programów muzycznych lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych ubiegłego stulecia w amatorskiej, profesjonalnej i scenicznej muzyce komputerowej. Dlaczego? Bo istnieje cała masa pięknej muzyki, które najprawdopodobniej nigdy nie słyszeliście a powstała ona właśnie na trackerach.


Awesome - Ancient Stories kompozycja z FastTrackera.

r   e   k   l   a   m   a

Dziś trackery oczywiście dalej istnieją w wielu formach i odmianach, warto wspomnieć szczególnie o Renoise - profesjonalnym DAWie (Digital Audio Workstation - Cyfrowa Stacja Robocza) używanym przez wielu znanych muzyków. Mowa naturalnie o tak zwanych trackerach.


Easily Embarrassed - Marble Shower - Renoise (wśród instrumentów VST znajduje się też QuadraSID, emulator układu dźwiękowego z C64 - SIDa, a właściwie 4 takich układów)

Uważa się, że pierwszym programem typu tracker był Ultimate Soundtracker; napisany przez Karstena Obarskiego w 1987 na komputery Amiga.


The Ultimate Soundtracker [1987]

Owszem, jeśli weźmiemy pod uwagę obecną formę zapisu i prezentacji danych. Tak naprawdę było wiele programów, które znacznie wcześniej oferowało podobną formę prezentacji nut. Były to programy tworzone i współtworzone przez prekursorów muzyki komputerowej - Bena Daglisha czy Martina Galwaya, muzyki komputerowej w ogóle, nie tylko na komputery, ale znacznie popularniejsze w latach 80tych automaty do gier i sam przemysł gier wideo oraz różne platformy sprzętowe. Programy te wyglądały mniej więcej tak:


[Soundmonitor C64 - (Chris Hülsbeck) [1986]

Miały one mało wspólnego z tym co znamy teraz. Były to przeważnie programy z kolumnami bajtów w formie heksadecymalnej, zupełnie nieczytelne dla nikogo poza bardzo wąskim gronem twórców i kilku użytkowników.

Przyzwyczailiśmy się do prezentacji muzyki w formie zapisu nutowego. Próba przeniesienia go na komputery wówczas jeszcze 8 bitowe była ślepą uliczką. Zapis nutowy jest świetny dla żywych muzyków, za to zupełnie nie nadaje się do tworzenia muzyki komputerowej. Brak mu wielu niuansów, które po prostu stały się konieczne przy generowaniu dźwięków z komputera.

Nie tylko to było przeszkodą. Sama precyzyjniejsza prezentacja danych wymagała użycia trybu graficznego oraz znacznych ilości pamięci nie tylko do operowania danymi ale także do zapisu. A pamięci RAM i wielkości nośników kiedyś były bardzo ograniczone. Poza tym zapis nutowy zbyt wiele pozostawia wykonawcy. W muzyce komputerowej nie ma miejsca na dowolne interpretacje.
Z czasem zapis muzyki stawał się coraz bardziej czytelny i zrozumiały. I prosty, przede wszystkim dla zwykłego człowieka.

To wczesna wersja trackera na C64, komendą DUR ustalało się długość nut, ale z czasem można było ustalać tempo, albo ticki trakerowe. Niestety ciężko było obliczyć parzystość gdy zmieniały się instrumenty (komenda SND.xx się nie liczyła jako pozycja).

Minęło trochę czasu zanim pojawił się program, który zdobył popularność, a był nim Protracker wydany w 1990 roku.

Czym wyróżniał się Protracker? Otóż dysponował możliwością odtwarzania wyłącznie sampli (próbek dźwięków). Gdy odtwarzało się sampla z różną szybkością można było uzyskać różną wysokość nut. Oczywiście jakość najniższych i najwyższych nut pozostawiała wiele do życzenia. Muzykom to niezbyt przeszkadzało


Lotus


Cannon Fodder


Hired Guns


The Breathless

Amiga oferowa 4 ścieżki po dwa na każdy kanał stereo, dlatego też muzyka troszkę "gryzła w uszy". Ówczesne sample były dość kiepskiej jakości w 8 bitowej rozdzielczości dźwięku. Miały 64 poziomy głośności (heksadecymalnie $40) i można było stosować na nich wiele efektów typu vibratto (płynne, niewielkie wahania częstotliwości, głównie wykorzystywane w instrumentach prowadzących), portamento (płynne przejście jednego dźwięku w drugi), slidy w górę i w dół (jak wyżej ale z różnym poziomem przejść wykorzystywane też przy z portamento).
Zapis trackerowy oferował również synchronizację dźwięku do efektów na przykład w produkcji scenowej.


Spaceballs - tu widać synchronizację

Z czasem klonów i odmian protrackera przybywało. Warto wspomnieć o trzech programach:


Octamed. Oferował on tryb 8 tracków (po 4 na kanał stereo) z pewnymi ograniczeniami, nie brzmiał zbyt dobrze, ale miał spore możliwości edycyjne i proste syntetyki.


MusicLine Editor - on również oferował 8 trackową polifonię, wymagał jednak sporej mocy procesora. Tryb 8 tracków brzmiał gorzej (gorsza jakość dźwięku) i ciszej. Oprócz tego oferował jedne z najlepiej brzmiących syntetyków na Amigę w czasach gdy powstał i długo po nim. Co prawda wygląda on troszkę nietypowo, zamiast płacht nut mamy listę patternów, które można było transponować, powtarzać i zapętlać. Oprócz tego można było wykorzystać na raz aż 5 efektów dla jednej nuty. Dla porównania ProTracker i podobne miały jeden efekt na nutę.


DigiBooster


i DigiBooster Pro. Rodzima produkcja wykorzystująca w swojej odsłonie PRO - AHI (bibliotekę miksującą dźwięk w Amidze), dzięki czemu można było na nim wykorzystać nawet 128 ścieżek. DigiBooster jest uważany za jeden z najlepszych trackerów jakie powstały. Ostatnia stabilna wersja umożliwia wykorzystywanie efektów DSP oraz posiada prosty emulator syntezatora basowego wzorowanego na Rolandzie TB303. DigiBooster Pro dostępny jest tylko na systemy amigowe. Istnieje jednak podobny program - Protrekkr - http://www.youtube.com/watch?v=rXXsZfvvgiI

Na PC i Atari trackery przeszły podobną drogę rozwoju. Najpopularniejszymi były ScreamTracker, FastTracker i ImpulseTracker. Ja chciałabym wam przybliżyć najpopularniejszy obecnie program tego typu - MilkyTracker, dostępny chyba na wszystkie możliwe platformy sprzętowe.


MilkyTracker

Prostota jego użytkowania jest na tyle uniwersalna że pozwoli wam opanować niemal każdy rodzaj trackera od tych, które prezentowałam w cyklu Programy, których nie znacie, aż po Renoise. Zapraszam do przeczytania następnego odcinka.

 

oprogramowanie porady hobby

Komentarze