Xbox Scarlett? Zapomnij, Microsoft póki co szermuje drobiem

Strona główna Aktualności
Phil Spencer, szef marki Xbox, na X019, fot. YouTube
Phil Spencer, szef marki Xbox, na X019, fot. YouTube

O autorze

Jedno zdanie. Tyle wypowiedziano łącznie na temat kolejnego Xboksa na trwającej blisko półtorej godziny konferencji X019. Dzięki temu wiemy, że trafi do sklepów w okresie świątecznym 2020 roku. Do tego czasu czeka nas wysyp indyków i spoglądanie na białe ząbki Phila Spencera.

Powiem wprost: oglądanie X019 to coś, za co powinienem ubiegać się o dodatek za pracę w szkodliwych warunkach. To tak, jakby zmusić kogoś do obejrzenia wszystkich filmów z Karolakiem. Jeden po drugim. Marni aktorzy, jeszcze gorsze show i solidna dawka niesmaku. Bo przecież obiecywano najbardziej obfitą imprezę w historii Xboksa One.

Tymczasem Microsoft nie zaprezentował ani jednego konkretnego tytułu. No chyba, że ktoś za takowy uzna Age of Empires IV, które wygląda jak przybysz z przeszłości, albo przygodówkę Tell Me Why o transseksualnym mężczyźnie. którą certyfikuje pewne stowarzyszenie LGBTQ. Nie, nie krytykuję takich środowisk. Sama gra prezentuje się po prostu niezbyt przekonująco. Pachnie klonem Life is Strange. Zresztą, pochodzi od tych samych twórców – Dontnod Entertainment.

Patrząc z punktu widzenia zapalonego gracza, nie przekonuje też Project xCloud. Owszem, wygląda na platformę przemyślaną, ale pod maską jest to de facto Xbox One działający w chmurze – ze znanymi doskonale grami i bonusem w postaci opóźnień przy transmisji obrazu z serwera. Grupę docelową stanowią tutaj gracze niedzielni, a nie hobbyści. Trudno o ekscytację.

Konsoli nie ma, jest za to klon Mario Kart

Jasne, w Redmond mają w nosie bieżącą generację, bo szykują się do premiery kolejnej, powiecie. I ja się z tym absolutnie zgadzam. Problem w tym, że Microsoft nawet nie spróbował tej przyszłości zaanonsować. Podczas gdy Sony sukcesywnie ujawnia kolejne informacje na temat PlayStation 5, chwaląc się chociażby urywkami specyfikacji, konkurencja milczy jak grób.

Fani PlayStation nakręcają się na nowe funkcje i lepszy sprzęt. Wielu z nich już wie, że nową konsolę Sony kupi. Obóz Microsoftu może natomiast co najwyżej nakręcić się na Kart Rider Drift. Bezczelną zrzynkę z Mario Kart, gdzie – jak podano – kluczową zaletę stanowi możliwość personalizacji kierowcy. Nie no, Microsofcie, super sprawa. Mnie na przykład zawsze irytowała różowa sukienka księżniczki Peach, a waszej księżniczce będę mógł założyć gustowne leginsy.

Wciąć na wstrzymanie, wyczekać rywala

Skłamałbym jednak mówiąc, że działań Microsoftu nie rozumiem. To oczywiste, że przedstawiciele firmy nie chcą powtórki z Xboksa One, gdzie za falstart konsoli pokutują do dzisiaj. Jak pamiętacie, MS do końca był przekonany, że Sony zaoferuje w PS4 maksymalnie 4 GB RAM, dwukrotnie mniej niż Xbox One. Dlatego nie bał się słabszej pod względem obliczeniowym karty graficznej. Do tego zaryzykował próbując ograniczyć rynek wtórny gier.

Japończycy cierpliwie wyczekali konkurenta, po czym bezlitośnie wypunktowali mu błędy. Teraz to Microsoft chce być tym drugim. I trudno się temu dziwić. Ale w ten sposób zainteresowania swą nową konsolą na pewno nie zbuduje. Zwłaszcza startując z pozycji numer dwa. Niestety, to oznacza, że wszystkich fanów marki Xbox czeka naprawdę nudny rok.

© dobreprogramy