Xbox w oparach. Absurdu. Czyli jak jeden człowiek postawił całą branżę na nogi

Strona główna Aktualności
fot. Twitter (Arek Adamowicz)
fot. Twitter (Arek Adamowicz)

O autorze

Krótkie nagranie z dymiącą konsolą w roli głównej. Tyle wystarczyło, aby postawić całą branżę na baczność. Dziennikarze szaleją, Microsoft pisze chaotyczne posty, a znany youtuber ma okazję, by wbić szpilkę. Witam w krainie absurdu.

Zacznijmy jednak od początku. Dla tych, których cała balanga z jakiegoś powodu dotąd omijała. Otóż jest 11 listopada, czyli dzień po światowej premierze Xboksa Series X.

"Spotkała mnie niemiła niespodzianka zaraz po uruchomieniu nowego sprzętu. Interfejs był jedynie w menu, po minucie/dwóch użytkowania pojawił się zaledwie kłębek dymu" – pisze na Twitterze użytkownik Arek Adamowicz. Zamieszcza do tego wideo, na którym widać, jak z wylotu powietrza układu chłodzenia Xboksa wydobywa się chmura białego dymu.

Potem to samo wideo wklei jeszcze jako komentarz do innego postu opisującego podobny przypadek, ale lawina już i tak rusza.

Komentujący przekrzykują się, czy to próba trollingu czy nie. Dziennikarz Tom Warren z The Verge próbuje sytuację wyprostować, jednak nie otrzymuje od autora nagrania żadnych konkretnych wyjaśnień. Siłą rzeczy podejrzenie pada na żart, co owocuje głupawym poradnikiem hiszpańskiego Microsoftu, odradzającym wdmuchiwanie w konsolę dymu z e-papierosa.

Efekt domina eskaluje krótkie wideo z social media do rangi artykułu w Forbesie, a zadymiony Xbox staje się viralem, który systematycznie podchwytują kolejne media. Tymczasem Arek Adamowicz nabiera wody w usta. Jeśli odpowiada na zadawane mu pytania, to lakonicznie, skupiając się bardziej na swych emocjach niż zdarzeniu. Zatem, brak wiary w jego słowa nie dziwi.

Zaskakuje za to, gdy po 48 godz. chowania głowy w piasek bohater występuje publicznie. A konkretniej udziela wywiadu Klawiterowi, co ten z kolei wykorzystuje do szarży na media, których, jak stwierdza, nie interesowało zdanie drugiej strony.

Awantura o rzetelność

"To jest definicja rzetelnego dziennikarstwa" – rzuca youtuber z przekąsem. Odpowiadam: wcale nie bardziej rażąca niż robienie sobie reklamy na chaotycznym internaucie.

O ile jestem przeciwnikiem jakiejkolwiek nagonki na Arka Adamowicza, o tyle w świetle zaistniałych faktów trzeba powiedzieć jasno: zachował się bardzo nieodpowiedzialnie. W chwili, gdy coś budzi takie emocje jak aktualnie Xbox, komunikacja ewentualnych problemów musi być maksymalnie przejrzysta. Tutaj nie była, a pechowy użytkownik zdążył przedstawić dwie różne wersje wydarzeń. Nie ukrywajmy, to nie pomaga w budowie zaufania do źródła.

Według wersji z Twittera, dym z konsoli zaczął się wydobywać od razu po jej uruchomieniu, ale z wywiadu na YouTubie dowiadujemy się, że poszkodowany dwie godziny grał. Dowiemy się też o hałasie przypominającym odgłos wrzącego czajnika [dosł. gotującej się wody], co wskazuje na pęknięcie komory parowej i wyjaśnia zarazem, czemu urządzenie zabawiło się w konklawe.

Pęknięta komora parowa

Z dużą dozą prawdopodobieństwa można założyć, że odparowała ciecz z komory parowej. Po pierwsze – sprzęt był rozgrzany. Po drugie – świadczy o tym sam kierunek emisji obłoku. Zauważamy, idealnie zgodny z torem cyrkulacji powietrza w układzie chłodzenia Xboksa. Zresztą, z tego samego względu łudząco podobny efekt daje e-papieros bądź wytwornica dymu. Mówiąc kolokwialnie, wszystko zaczyna się spinać.

Wiedziałby o tym Tom Warren z The Verge czy Paul Tassi z Forbesa, jednak najpierw musieliby poznać wszystkie fakty. Nie poznali, ale nie dlatego, że nie drążyli tematu. Dokładnie tak, jak wielu innych dziennikarzy, którzy zostali odprawieni z kwitkiem.

Dla Arka Adamowicza sytuacja kończy się szczęśliwie. Microsoft potwierdza, że wymieni mu sprzęt na nową sztukę. Niemniej nie zmienia to konkluzji: wtykanie kija w mrowisko i natychmiastowe przejście do obrony nie jest najlepszym sposobem załatwiania spraw. Choć w ogólnym rozrachunku bardziej kuriozalna jest próba przekucia tego w autopromocję.

© dobreprogramy
s