Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Lightroom vs Aperture — przepaść filozoficzna

Używam Lightroom od 3 lat. Postanowiłam spróbować w momencie, kiedy iPhoto przestał być pomocą a zaczął być barierą. Aperture zainstalowałam na próbę tydzień temu, akurat kiedy trzeba było przebierać zdjęcia z HotZlotu. W swoim wpisie pozwolę sobie pominąć Picasę, która oglądając cały mój dysk w poszukiwaniu zdjęć i filmów zawłaszcza sobie zdecydowanie więcej procesora, niż bym sobie tego życzyła.

Oczywiście w obu programach doskonale można „wywoływać” zdjęcia. W zestawie narzędzi i filtrów nie ma co się spodziewać rewolucji, chyba że za rewolucję uznamy możliwość pracy z maskami w Lightroom. Gdyby chodziło mi jedynie o wygodę edycji zdjęć, wybrałabym Aperture bez zastanowienia. Bardzo mi odpowiada możliwość tworzenia wersji zdjęcia, zbierania wersji w „stos” i wykrywanie twarzy (które działa zaskakująco dobrze). Ponieważ Aperture korzysta z Core Image, łagodnie obchodzi się z moim sprzętem. Nie można tego powiedzieć o przestrzeni dyskowej, ponieważ biblioteka Aperture zawiera oryginalny plik i podgląd do każdej jego wersji, co od zawsze uważałam za bezsensowne rozwiązanie. Wolę pracować bezpośrednio na folderach i plikach, mieć możliwość przeglądania bez uruchamiania programu i bez zaglądania do wnętrza pakietu (dokładnie tak, jak pracuję z Lightroom). Wolę również mieć możliwość ustawienia jakości eksportowanych obrazów; ktoś z Apple, jak zwykle, wybrał 5 „najpotrzebniejszych” opcji i wywalił całą resztę.

Po tym tygodniu wydaje mi się, że Lightroom i Aperture nie powinno się porównywać. Mimo, że są to programy z tej samej kategorii (ciemnia cyfrowa), Apple i Adobe dzieli przepaść filozoficzna. Aperture to takie większe iPhoto – więcej suwaków i więcej opcji, dla ludzi, którzy trochę lepiej wiedzą co robią, ale żeby sobie przypadkiem nie popsuli zdjęcia, zakres filtrów jest ograniczony. Z drugiej strony: Lightroom jest kolejnym produktem Adobe, którego możliwości wykorzystuję może w jednej trzeciej, i który dodatkowo zmusza do obróbki w kilku określonych krokach, jakby firma Adobe miała przygotowaną dla mnie Jedynie Słuszną Taśmę Produkcyjną. Czekam na pojawienie się czegoś pomiędzy tymi dwoma programami; żeby przeczekać, wracam do Lightroom.  

Komentarze