Yanosik DVR – komunikator, wideorejestrator i prawie nawigacja

Strona główna Lab Smartfony i tablety

O autorze

Yanosik DVR to urządzenie mające połączyć trzy gadżety dla kierowców w jednym. Za niecałe 400 złotych można więc kupić nawigację, wideorejestrator i CB radio. Cena jest kusząca i chyba nikogo nie dziwi popularność urządzenia. Zwłaszcza że znalazł się na nim ceniony przez wielu kierowców Yanosik. Sprzęt sprzedawany jest z kartą SIM, więc zachowanie stałej łączności nie stanowi żadnego problemu.

To urządzenie jest w zasadzie dużym smartfonem z zainstalowanym przerobionym Androidem. Bazuje na modelu Nexo Mobi, i podobnie jak na pierwowzorze, zainstalowany na nim został Android 4.2.2. Wzornictwo luźno nawiązuje do projektów Samsunga, ale pod ekranem (a raczej z lewej strony, bo jego domyślną orientacją jest pozioma) znajdziemy trzy przyciski dotykowe. Włącznik i regulację głośności znajdziemy na dłuższym boku.

Obraz prezentowany jest na 6-calowym ekranie IPS o rozdzielczości 960×540 pikseli. Jako w samochodzie urządzenie będzie znajdować się w pewnej odległości od oczu kierowcy, rozdzielczość w zupełności wystarczy, a ekran tego rozmiaru jest bardzo satysfakcjonujący. W środku znajdziemy dwurdzeniowy procesor MediaTek MT8312 o częstotliwości taktowania 1,3 GHz, 1GB RAM-u i 8 GB pamięci wbudowanej, przy czym na nagrania dostępnych jest 5 GB. Akumulator ma pojemność 2600 mAh, ale przy założeniu, że urządzenie spędzi większość życia podłączone do samochodowej ładowarki, nie ma to większego znaczenia. W zestawie znajdziemy także przeciętnej jakości uchwyt (identyczny bywa dołączony do nawigacji innych producentów), ładowarkę samochodową z bezpiecznikiem (działa w instalacjach 12 i 24 V), kabel USB, kabel USB OTG i nieoznakowaną kartę SIM od Orange, dzięki której Yanosik DVR połączy się z Internetem. Wymiary urządzenia to 168×88×10,9 mm, waga to 240 g.

Sprzęt wygląda na kolejnego przedstawiciela licznej rodziny chińskich smartfonów, którym można dokleić dowolne logo. Ma nawet gniazdo na drugą kartę SIM, na kartę pamięci i gniazdo na słuchawki. Znajdziemy tu również moduł Bluetooth (specyfikacja Nexo Mobi obejmuje Bluetooth 4.0) i radio FM, ale z poziomu fabrycznego oprogramowania nie da się ich używać. Szkoda, bo Bluetooth można wykorzystać do połączenia z systemem głośników w nowszym samochodzie lub zewnętrznym GPS-em. Nie ma niestety żadnej diody informującej o ładowaniu, trzeba więc zdać się na czerwone światełko przy ładowarce samochodowej.

Po uruchomieniu przywita nas elegancki launcher z czterema opcjami, regulacją jasności ekranu i wskaźnikiem naładowania baterii. Stąd można przejść do instrukcji obsługi, kupić abonament, obejrzeć nagrania lub uruchomić Yanosika z nawigacją. wszelkie funkcje, jakie znamy ze smartfonów, zostały zablokowane. Przyciski pod ekranem działają tak, jak można było się tego spodziewać, czyli home przechodzi do ekranu domowego, wstecz przechodzi wstecz, a ten trzeci pełni funkcję wywołującego menu aplikacji. A skoro już o zbędnych elementach mowa... Aparat fotograficzny ma lampę błyskową, która nigdy nie jest używana, a z przodu znajdziemy zupełnie zbędną kamerkę 0,3 Mpix.

Aplikacja Yanosik wyda się znajoma starym użytkownikom. Znajdziemy tu identyczny ekran z dużymi przyciskami, jak w wersji z Google Play, a także tę samą mapę, identyczne piktogramy i ustawienia. Różnią się tym, że na smartfonach nie znajdziemy dedykowanych przycisków wideorejestratora.

Reklam jest równie dużo, co w wersji z Google Play. Podczas jazdy nocą po Poznaniu nawigacja powiadomi o tym, że tuż za rogiem znajduje się oddział banku, w którym mogę wziąć najlepszy możliwy kredyt.

Rejestrator wbudowany w aplikację Yanosika ma tu do dyspozycji kamerkę 5 Mpix, która w dzień sprawdza się bardzo dobrze, ale w nocy niestety niedomaga. Nie jest to jednak nic zaskakującego i nadal można uznać obraz z kamerki za lepszy, niż zapewni wiele tańszych wideorejestratorów. Będzie oczywiście momentami zbyt ciemny lub rozmazany, ale powinien być wystarczający. Rejestrator automatycznie zapisuje fragmenty trasy i nadpisuje starsze niż 4 godziny. Przedłużony, 5-minutowy film zostanie zapisany na urządzeniu na życzenie użytkownika, po dotknięciu odpowiedniego przycisku w aplikacji Yanosik, lub automatycznie, jeśli urządzenie zarejestruje nagłe hamowanie lub wstrząs.

Filmy nagrywane są w rozdzielczości 720p (1280×720 pikseli) w formacie MPEG4 AVC, przy czym obraz rejestrowany jest z nietypową prędkością 6,27 klatki na sekundę, przez co nie ogląda się ich zbyt przyjemnie, gdyż nagrania nie są płynne. Niestety ponieważ kolejne klatki często są rozmazane, w ewentualnym materiale dowodowym, zwłaszcza wieczornym, nieczytelne będą numery rejestracyjne współuczestników wypadku. Do kodowania filmów wykorzystany został kodek H.264 i generalnie nie ma problemów z odtwarzaniem ich na innych urządzeniach, kiedy już uda się je skopiować…

Po podłączeniu do komputera Yanosik DVR zamontuje się jako dysk zewnętrzny, ale nie oznacza to, że można od razu kopiować pliki – pierwsza próba zakończyła się fiaskiem i dopiero ponowne uruchomienie urządzenia pomogło (prawdopodobnie jeden z procesów blokował do nich dostęp). Co ciekawe, nie wszystkie nagrania będą widoczne na zamontowanym dysku, mimo że wciąż znajdują się na urządzeniu. Bez dostępu do menedżera plików kopiowanie zapisów to bardzo trudne zadanie.

Możliwości nawigacyjne tego urządzenia są niestety zależne od mapy, a wbudowana nie jest najlepsza. Nie da się łatwo zmienić map, mimo że urządzenie kontroluje Android. Na chwilę obecną jesteśmy więc skazani na uzupełniane przez dane z projektów UMP i OpenStreetMap dla Polski i Litwy (na te rynki kierowany jest Yanosik DVR), a także ubogie możliwości dobierania parametrów trasy. Zabrakło takich podstaw, jak wybór trasy krótkiej czy dodawanie punktu pośredniego. Ta nawigacja pozwala znaleźć tylko jeden adres, działa powoli i czasami stwarza problemy. Doskwiera też brak autouzupełniania.

Wybór trasy ogranicza się do możliwości omijania dróg płatnych i wyboru między szybką i rekomendowaną. Po przejechaniu tysiąca kilometrów nadal nie wiem czym się różnią i z pewnością nie są to najlepsze możliwe połączenia. Producent zapewnia, że trasa jest na bieżąco aktualizowana i wytyczana na nowo z uwzględnieniem warunków na drodze, ale przynajmniej we Wrocławiu (mieście spotkań… w korku ;-)) nawigacja nawet w godzinach szczytu prowadzi przez najbardziej zatłoczone punkty, mimo że „wie”, że lepiej tam nie jechać.

Każdy kierowca ma swój ulubiony widok nawigacji i z pewnością ten z Yanosika znajdzie amatorów. Moim ulubionym dodatkiem do widoku mapy jest informacja o najbliższej stacji benzynowej na wytyczonej trasie. Ikona kolejnego manewru jest moim zdaniem za mała i brakuje zegara pokazującego aktualną godzinę (zapewne są jeszcze samochody bez zegarka na kokpicie). Poza tym moim zdaniem manewry na mapie są mało czytelnie wyznaczone, ale w pewnym stopniu rekompensuje to ogromny obszar wyświetlania. W opcjach można włączyć także widoczność większego obszaru mapy przy większych prędkościach. Wskazówki głosowe są przerażająco sztuczne, ale wyraźne. Głośnik urządzenia ma dostatecznie dużą moc, by było je słychać nawet przy dużych prędkościach w leciwym SUV-ie.

Jakość odbiornika GPS nie odbiega od tego, co znajdziemy w lepszych smartfonach. Pozycję znajduje w kllka sekund i trzyma się drogi wcale nie gorzej niż dedykowana nawigacja z tej samej półki cenowej.

Yanosik DVR jest moim zdaniem urządzeniem przeznaczonym dla kierowców bardziej doświadczonych, którzy poradzą sobie, jeśli nawigacja nie doprowadzi ich pod same drzwi wyznaczonego adresu. Jeśli ktoś jest w stanie porzucić komfort niemyślenia o trasie, w zamian zyska nieograniczony dostęp do bieżących informacji o sytuacji na drodze, co często jest dużo ważniejsze od prowadzenia kierowcy za rączkę. W prezencie dostaniemy przyzwoity wideorejestrator.

To wszystko można mieć już za 390 złotych. Nad czym tu się zastanawiać?

Można oczywiście zastanawiać się, jak zainstalować na tym sprzęcie inną nawigację. Okazało się to dość proste, co dodatkowo podnosi wartość urządzenia. Domyślny ekran startowy nie pozwala na nic innego poza uruchomieniem kilku wybranych przez producenta aplikacji, ale co z tego? W środku mamy przecież normalnego Androida, do którego łatwo możemy uzyskać dostęp z zewnątrz.

Potrzebny nam jest komputer z zainstalowanym SDK Androida. Najłatwiej zrobić to na Linuksie (odpadają problemy z przestarzałymi sterownikami USB), ale i na Windowsie damy radę. Jeśli nie mamy w systemie zainstalowanego środowiska deweloperskiego Javy (JDK), należy je wcześniej pobrać i zainstalować. Potem musimy pobrać Android SDK ze strony Google'a – wybieramy tam opcję Stand-alone SDK Tools i wersję dla swojego systemu. Uruchamiamy instalator, instalujemy pakiet tak samo jak każdą inną aplikację na Windowsie, a następnie uruchamiamy Android SDK Manager.

Jeśli okaże się, że komponenty SDK są nieaktualne, najpierw musimy zdobyć najnowsze wersje, a do tego musimy ustawić ścieżkę dostępu w zmiennych systemowych. W Windowsach 7 i 8 w Panelu Sterowania wybieramy Właściwości systemu, przechodzimy do Zaawansowanych ustawień systemu i karty Zaawansowane. W oknie Zmienne środowiskowe w obszarze Zmienne systemowe znajdujemy zmienną Path i edytujemy ją, dopisując na końcu:
C:\sdk-android\platform-tools;C:\sdk-android\tools.
Zapisujemy zmiany i dla pewności ponownie uruchamiamy system.

Teraz można już podłączyć yanosikowe urządzenie do komputera. Otwieramy konsolę systemową (cmd.exe) i sprawdzamy, czy komputer „widzi” podłączony sprzęt, wpisując polecenie adb devices. Jeśli otrzymamy w wyniku komunikat List of devices attached wraz z nazwą i numerem seryjnym naszego urządzenia, możemy przejść do kolejnego etapu.

Chcemy, by na androidowym urządzeniu znalazł się normalny launcher (np. Trebuchet z CyanogenModa) oraz jakaś nawigacja i system map – przykładowo Nokia HERE. Gdy już pozyskamy plik z launcherem, należy je wgrać go na naszego Yanosika. Robimy to poleceniem
adb push /sciezkadostepu/nazwapliku.apk /mnt/sdcard/Downloads
(pliki apk znajdą się w katalogu Downloads pamięci masowej urządzenia).

Teraz zdalnie uruchomimy menedżer plików na urządzeniu. Jest to możliwe, bowiem producent pozostawił tam domyślny menedżer CyanogenModa. Wydajemy polecenie adb shell, uzyskując w ten sposób zdalny dostęp do powłoki urządzenia. Komenda
pm list packages -f
pozwala na wyświetlenie listy wszystkich zainstalowanych programów. Menedżer plików uruchomimy komendą
am start com.cyanogenmod.filemanager

Reszta jest już banalna. Korzystając z menedżera plików na Yanosikowym smartfonie wybieramy plik apk launchera i uruchamiamy go. Otrzymamy komunikat, że instalowanie oprogramowania z zewnętrznych źródeł jest wyłączone – wraz z przyciskiem pozwalającym przejść do ustawień i zezwolić na ten typ operacji. Gdy to zrobimy i wrócimy do menedżera, powtarzamy instalację launchera. Instalator po zakończeniu pracy pozwoli na otwarcie aplikacji – robimy to, i ustawiamy Trebucheta jako domyślny launcher systemowy. Od tej pory yanosikowe urządzenie wygląda znacznie bardziej „androidowo”, po restarcie dostajemy za każdym razem normalny pulpit, z którego możemy uruchamiać dowolne inne aplikacje, w tym oficjalny launcher Yanosika.

Zdobycie ulubionego programu do nawigacji jest jeszcze prostsze. Na jednym z ekranów domowych znajdzie się aplikacja o nazwie Sklep, która zawiera także odnośnik do Google Play. Wystarczy zarejestrować tam swoje konto i zainstalować wybrane aplikacje. Przejście do ustawień systemowych zaś pozwoli nam skorzystać z modułu Bluetooth.

© dobreprogramy