Zasypane piaskiem zapomnienia – Edfu, cz. I

Zamiast prologu

Ostatnio spotkał mnie komplement ze strony pewnego Anonima. Ten, bez jakiegokolwiek związku z treścią bloga, pod którym się wpisał (a był to blog o pewnej grze komputerowej i nie mój), napisał m.in. tak: „@Signomi… …Pojedzie na wycieczkę, narobi fotek i zalewa blog, propagandą nudną jak… szkoda pisać :(”. Widać gość nie mógł się powtrzymać, aby mi sprawić radość, bo nie tracił nawet czasu na zalogowanie. Teraz nie wiem, komu mam dziękować. Ale przynajmniej otwarcie napisał, że mu się mój blog nie podoba, bo nudny. Lecz dzięki niemu obecnie wiem, że mój blog, mimo, że jest dla niego nudny, wart był jednak jego odwiedzin. Czyli, że nuda też potrafi przyciągać. No cóż, może jeszcze Kolega Anonim zainteresuje się historią kultur i sam będzie jeździł na wycieczki, jako, że przecież podróże kształcą. Więc dla zachęty będę tu nadal uprawiać tę swoją „nudną propagandę”.

No, to ruszam z moją egipską „nudą”…

Otóż, po opuszczeniu Teb, czyli tych wszystkich miejsc, jak Luksor, Karnak, Medinet Habu, Kolosy Memnona, Deir El Bahari i Dolina Królów, które przez pierwsze dwa dni znajdowały się na trasie naszej egipskiej wyprawy zarówno na wschodnim, jak i zachodnim brzegu Nilu - wyruszyliśmy wieczorem jeszcze tego samego dnia w rejs, w górę Nilu, w kierunku Asuanu. Następnego dnia zaplanowany był poranny postój w Edfu, a naszym celem była wspaniała świątynia Horusa. Dla pasjonatów starożytnej architektury Egiptu jest to miejsce absolutnie wyjątkowe. Dla ciekawych świata też. Ale po kolei…

W okresie Starego Państwa Edfu (egip. Behdet) chroniło południowe granice Egiptu. Było ważnym ośrodkiem rolnictwa i handlu. Świątynia Horusa została wzniesiona na miejscu dawnej świątyni z okresu Młodego Państwa. Jej założycielami i budowniczymi byli faraonowie z dynastii ptolomejskiej. Początek budowy miał miejsce za panowania Ptolomeusza III (237r. p.n.e.), a ukończenie za panowania Ptolomeusza XII (ok. 60r. p.n.e.). Jest drugą świątynią w Egipcie pod względem wielkości, po świątyni w Karnaku. Jej ogromne pylony mają 35 m wysokości i 137 m długości, co każe zaliczyć je do największych. Dziedziniec znajdujący się za pylonami, otoczony kolumnadą, prowadzi do sali hypostylowej i sanktuarium.

W roku 1860 świątynię odkopano z piasków pustyni za sprawą francuskiego archeologa Augusta Mariette’a. Swój obecny wspaniały stan świątynia najprawdopodobniej zawdzięcza właśnie temu, że przez wieki niemal zniknęła zasypana przez pustynię i nikt jej ani nie burzył, ani nie rozkradał. To pierwsza z odwiedzonych przeze mnie egipskich świątyń, do której nie pasuje słowo: ruina. W porównaniu do świątyń w Luksorze, Karnaku, Medinet Habu, czy Kom Ombo - zachowała się niemal idealnie, prawie nietknięta zębem czasu, wyjąwszy nieliczne, małe uszkodzenia. Uruchamiając wyobraźnię można by rzec, że świetny stan budowli pozwala niemal na powtórne wprowadzenie się do niej jej pierwszych „lokatorów”. I być może jedynie zdziwiliby się oni, że przez minione dwa tysiąclecia tylko nieco zszarzała.

Dla celów niniejszego opowiadania wyodrębniłem z mojego sporego zbioru nieco więcej zdjęć niż zazwyczaj. Ale uznałem, że świątynia doprawdy warta jest szerszej prezentacji i dlatego, aby nie przeciążać bloga, opowiadanie podzieliłem na dwie części.

Stojąc przed frontem świątyni widzieliśmy ogromne pylony, z których głównie lewy miał znaczące ubytki w części szczytowej, a prawy tylko minimalnie, a brama i jej zwieńczenie były nadal takie, jak je zbudowano, z wyjątkiem śladów erozji. Wielkie reliefy na pylonach ukazują Ptolomeusza XII w walce z wrogami Egiptu - w obecności Horusa, opiekuna monarchii egipskiej i egipskiej bogini nieba, Hathor.

Reliefy nad bramą noszą widoczne ślady usuwania. Nie jedyny to przypadek w egipskich świątyniach, że po śmierci faraona ktoś starał się wymazać pamięć o nim. Skuwanie imion zmarłego faraona, dokonywane było zazwyczaj w akcie zemsty przez następców i miało powodować nie tylko wymazanie osoby z pamięci ludzkiej, ale wg egipskich wierzeń miało duszy zmarłego odebrać egzystencję w zaświatach. Ale czytałem gdzieś, że część uszkodzeń w świątyni miała pochodzić z wczesnego okresu chrześcijańskiego, gdy Koptowie zwalczali „złą” religię, czego przykłady były w Karnaku. Jednak drobiazgowe skuwanie i niektórych tylko postaci, przypomina raczej działanie wybiórczo podejmowane przeciw określonemu władcy, przez któregoś z następców.

Reliefy na pylonach są jednak, jak się zdaje, nietknięte.

Po obu stronach przy bramie stoją posągi Horusa, przedstawianego tu pod postacią sokoła. Czasem wizerunkiem Horusa bywał człowiek z głową sokoła (na wielkich reliefach pylonów w Edfu).

Wchodzimy w bramę i od razu uderza nas widok reliefów i hieroglifów, w niemal idealnym stanie, pokrywających ściany i sklepienie. Idealnych, z wyjątkiem miejsc, gdzie ponownie dała o sobie znać mocna niechęć do zmarłego faraona. Jeszcze przed świątynią nasza pilotka dała wszystkim wolny czas na samodzielne zwiedzanie, nie musiałem się więc już „urywać” grupie.

Stoimy na progu wewnętrznego dziedzińca. Przed nami główna część świątyni. Spoglądam to w prawo, to w lewo i nadziwić się nie mogę, że poza niewielkimi wyszczerbieniami gzymsów, czy parapetów - wszystko jest całe.

Kolumnady obejmujące dziedziniec trzema skrzydłami, zamknięte są od góry kamiennymi sklepieniami na całej długości.

Miejsce działa na moją wyobraźnię. Gdy na moment dziedziniec pustoszeje, spojrzenie wzdłuż kolumnady przywołuje w myślach wyobrażenie procesji kapłanów egipskich z ogolonymi głowami, w białych szatach kroczących majestatycznie do sanktuarium (biel w strojach i malarstwie była traktowana w starożytnym Egipcie, jako symbol świętości, ale też, jako świt, jako uwolnienie od mocy demonów). Ale ponowny widok grupki turystów zakłóca tę wizję, więc znowu jestem w XXI wieku.

Podziwiam wspaniałe kształty kapiteli. Usiłuję znaleźć dwa identyczne. Nic z tego. Każdy jest inny. To prawdziwe dzieła sztuki.

Ściany głównego budynku są pięknie ozdobione reliefami. Jest jednak wiele drobnych uszkodzeń. Czyżby to te miejsca uszkodzone przez Koptów, o których czytałem? Tradycyjnym sposobem zdobienia ścian, oprócz kucia w kamieniu, było wykonanie reliefów lub hieroglifów na cienkiej warstwie tynku i następne malowanie ich. Ale nawet, jeśli obiekt nie był celowo niszczony, to nie można wykluczyć, że po dwóch tysiącach lat drobne fragmenty zdobionych tynków odpadły same skutkiem erozji. Ale mimo to staroegipskie technologie budowlane w relacji do dzisiejszych wydają się niema niezniszczalne, bo przecież wiemy, jak czasem żałośnie wyglądały u nas nieremontowane elewacje starych budynków np. z XIX, czy początku XX wieku. Widoczne na wielu zdjęciach z Edfu, ale i innych miejsc, współczesne konserwatorskie wypełnienia ubytków reliefów i hieroglifów, są siłą rzeczy bez treści, bo przecież nikt obecnie nie wie, co tam pierwotnie było, jako że były to kroniki wykonywane tylko w jednym „egzemplarzu”.

Przy wejściu witają nas dwa posągi Horusa. Prawy był uszkodzony. I znów pytanie - przez kogo, bo chyba nie przez piasek?

Sala hypostylowa. Odkąd Jean-Francois Champollion odczytał hieroglify, te wszystkie napisy pomogły odsłonić mroki przeszłości.

Słynny Kamień z Rosetty, odnaleziony w roku 1799 w porcie Rosett przez Francuzów (podczas kampanii egipskiej Napoleona), był stellą świątynną zawierającą dekret kapłanów w Memfis, z roku 196 p.n.e., dla uczczenia faraona Ptolomeusza V. Tekst był sporządzony w dwóch językach: w greckim oraz w koptyjskim. Część koptyjska zapisana była pismem demotycznym oraz hieroglificznym. Domyślano się, że wszystkie trzy wersje mogą zawierać tę samą treść. Starożytny tekst grecki, odczytany przez filologów bez trudu, stał się podstawą do odczytania reszty. Do „rozgryzienia” zagadki hieroglifów Champollion użył swoich nieprzeciętnych zdolności lingwistycznych oraz dedukcji pasującej do w kryptologii. Mroki przeszłości egipskiej zostały rozproszone.

Ciąg dalszy w: Zasypane piaskiem zapomnienia – Edfu, cz. II


Z mojej egipskiej serii ukazały się dotychczas na blogu:

Egipt – gdy marzenie stało się rzeczywistością

Karnak – egipski sen trwa…

Medinet Habu – trzydzieści pięć wieków

Nad Luksorem

Świątynia Tysiąca Lat - Hatszepsut