r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Zniszczył system i twierdzi, że pracodawca dał mu do tego uprawnienia

Strona główna AktualnościBIZNES

Niejaki Michael Thomas, administrator sieci w nowo powstałej firmie ClickMotive, zrezygnował z pracy na początku grudnia 2011 roku. Pół roku temu zakończył się jego proces, a teraz czeka go rozprawa apelacyjna. I nie byłoby w tym nic szczególnego, gdyby nie fakt, że prawnik mężczyzny postępuje w wyjątkowo bezczelny i – trzeba przyznać – pomysłowy sposób. Zacznijmy jednak od początku.

Thomas pozostawił na swoim biurku rezygnację, klucze do biura, służbowego laptopa i kilka innych rzeczy. Ale przede wszystkim narobił olbrzymich szkód. Usunął 615 stron zarchiwizowanych danych, skasował system przesyłający na pager informacje o problemach z siecią, usunął strony wiki, zlikwidował firmowy VPN, manipulował też serwerem pocztowym firmy. Zniszczył wreszcie listę dystrybucyjną firmy, za pomocą której kontaktowała się ona ze swoimi klientami – koncernami i salonami samochodowymi.

W czerwcu ubiegłego roku Thomas został skazany za naruszenie Computer Fraud and Abuse Act. Sąd wymierzył mu 4 miesiące więzienia, zaliczając na ich poczet czas spędzony w areszcie przed procesem, trzyletni nadzór kuratora oraz nakazał mu zapłacenie odszkodowania w wysokości 131 391 dolarów. Thomasa uznano winnym świadomego transmitowania programów, informacji, kodów lub poleceń za pomocą których celowo uszkodził system komputerowy pracodawcy, działania bez autoryzacji w celu wyrządzenia szkody oraz spowodowanie szkody przekraczającej kwotę 5000 USD.

r   e   k   l   a   m   a

Jego prawnik, znany obrońca hakerów Tor Ekeland, uznał jednak, że zarzut jest nietrafiony. Jego zdaniem fakt, że Thomas był administratorem w ClickMotive dawał mu wszelką autoryzację potrzebną m.in. do kasowania plików takich typów, jakie usunął z komputerów gdy odchodził. Dlatego też postanowiono złożyć odwołanie od wyroku. Będzie je rozstrzygał Sąd Apelacyjny dla Piątego Okręgu.

Obrona zgadza się, że Thomas celowo dokonał zniszczeń, ale twierdzi, że nie odbyło się to bez autoryzacji. Wśród obowiązków oskarżonego było m.in. usuwanie kopii zapasowych, manipulowanie przy serwerze pocztowym czy systemie przekazującym informacje o awariach sieci. Ponadto, jak twierdzi obrona, w regulaminie ClickMotive nie było mowy o tym, że Thomas nie może zrobić tego, co zrobił.

Michael Thomas miał nieograniczoną autoryzację zezwalającą mu na dostęp, zarządzanie i używanie systemu komputerowego ClickMotive. Miał też wolną rękę w korzystaniu z tych przywilejów – czytamy we wniosku apelacyjnym. Ekeland posuwa się nawet do tego, że twierdzi, iż wyrok sądu niższej instancji jest niebezpieczny dla każdego administratora systemu. Jeśli pokłócisz się z pracodawcą, a w czasie wykonywania swoich obowiązków coś usunąłeś, możesz zostać oskarżony o przestępstwo – mówi obrońca Thomasa.

Zrozumiałe, że pan Ekeland broni swojego klienta wszelkimi dostępnymi sposobami, jednak czy swoją argumentacją nie zirytuje sądu apelacyjnego? Bo przecież ten może zapytać Ekelanda, czy nie miałby pretensji do wynajętej przez siebie ekipy remontowej, gdyby ta zburzyła mu dom. A nie powinien się gniewać na robotników, w końcu wynajął ich po to, by wyburzyli jakąś ścianę i zerwali kafle z podłogi.

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.