„Zainstaluj sobie Linuxa, będziesz zadowolony” … ale jakoś nie jestem i niestety korzystam z Windowsa.

Wiem, domyślam się, że po raz kolejny wylewam żale bo coś mi nie wychodzi albo poruszam temat który można równie dobrze opisać na forum. Nie. Bo zginie w milionach wpisów innych użytkowników.

Czytam sobie forum, czytam sobie blogi (jedne ciekawsze, inne tragiczne) ale nigdzie nie potrafię znaleźć odpowiedzi na moje pytania, a mam ich wiele i nikt sensownie nie potrafi mi, kompletnie niepokornemu, wytłumaczyć co mam jak zrobić. Tutoriale na niektórych forach pisane są językiem niemalże technicznym tak jak np. wpis o konfiguracji systemu ‘po swojemu’ . Ale ja jestem biedny użytkownik i nie jestem w stanie opanować tego bełkotu linuxowego.

Wodospad wiedzy.

Lanie wody to poniekąd moda na forach a ta woda jest dla poweruserów a nie dla mnie. Niestety pisać poradników nie potrafię więc chociaż próbuję je czytać ale ilość wody mnie przeraża. Topię się w ilości informacji. Chciałbym czasem znaleźć coś co mnie zadowoli i zrobię coś sam ale nie jest to takie proste. Tak się zachęca ludzi do porzucenia Windowsa? No to nie dziwię się, że MS ma taki monopol skoro Linux ma tyle odmian. Pierdyliard wersji, rodzajów, bo to środowisko graficzne, bo to wersja 32 czy 64 bity, albo wersja na komputery takie czy siakie… Bałagan, wręcz burdel, nawet dla mnie.

Mało istotny szczegół.

Mam nowy komputer więc chciałem pobawić się Linuxem. Zawsze podobał mi się ten system ale pasji w korzystaniu u mnie nie było. Miałem pewnego czasu kolegę który pomagał mi z Mandrivą i Ubuntu, sam korzystał z Debiana, ale no nie szło mi tak jakbym chciał. Szybko rezygnowałem, bo czasu nie było albo matka miała pretensje, że siedzę po nocy przy komputerze, teraz to samo żona robi. A kiedy ja mam siąść do Linuxa jak nie mam kiedy w ciągu dnia? A jak siądę to zaraz jest „ledwo co wstałeś i już komputer albo „znowu siedzisz po nocach i rano wstać nie możesz”. I jak tu mam cokolwiek porobić jak brak czasu uwidacznia się tak bardzo? Stąd taki stopień zniechęcenia.

Prostota Windowsa vs możliwości Linuxa.

Windows ma jedną zasadniczą zaletę nad Linuxem. Jaką? „Instalujesz i masz”. Tego nie powie się o Linuxie. I nikt nie powie, że zainstalowany np. Debian czy Ubuntu jest gotowy do pracy. Zaraz trzeba bawić się konsolą, klepać te durne formułki…
To boli, bo chciałbym się nauczyć np. Debiana bo mi się on bardzo podoba (głównie wizualnie i ze względu na masę pakietów z których można stworzyć naprawdę dobry i stabilny system) ale ja tego nie ogarniam. Palcem do dziury nie mogę sobie trafić jak mam zamontować dysk, zainstalować jakiś program, nie wspominając o zaktualizowaniu systemu. Lewy jestem! A mi to trzeba jak baranowi do łba tłuc co mam zrobić. No chcę się nauczyć ale kiedy? Kto mi pomoże?

Wracając do kwestii możliwości i prostoty. Windows wygrał. Niestety ze względu na żonę i syna jestem zmuszony mieć prosty system bo go znają wszyscy od lat. Ja również, choć przez moje komputery przewijały się różne distra Linuxa (Mandriva, Ubuntu, Debian, OpenSuse) to nadal jestem linuxowym idiotą. LOOSER! Bo Windows to gry, to więcej softu, szybciej, prościej, wygodniej. A Linux? Terminal, pakiety, montowanie, odmontowanie, aktualizacje. Głównie konsola. Ale ja nie chcę konsoli, tzn., nie że nie chcę w ogóle, chcę prościej i szybciej. Zajadę się pisząc te kody, żyłka mi pęknie albo swoje mi się przegrzeją. Za dużo klepania jak dla mnie w Linuxie. To nie moja bajka. Chcę ale czas zabija chęci.

Podjąłem rękawicę… Próba 1 – VirtualBox.

Po co instalować na dysku skoro mam VirtualBoxa. WOOOOOOW! Co nie? Odkryłem Amerykę, wiem.
No to mam okazję na korzystanie z Windowsa i Debiana. Dlaczego Debian? Bo jak to mówią kobiety „Bo tak”. Chciałbym ogarnąć sobie ten system bo jak pisałem wcześniej, wydaje mi się najlepszym rozwiązaniem i ma dużo pakietów, poza tym wyszedł mi Debian w quizie „Jaki Linux dla Ciebie” ;p Skoro wyszło to trzeba spróbować. Ale robię to nie udolnie i jeszcze się tym chwalę. Pomyśli sobie ktoś „debil skończony, ma czas na bloga ale nie poczyta w necie co i jak zrobić”. Blog to inna para kaloszy a jego pisanie nie koliduje z czytaniem.

Ok, zrobiłem sobie to wirtualną maszynę i mam obraz Debiana z KDE.
Instalacja to prosta, w miarę, sprawa. Ale konfiguracja to jakaś paranoja. Włosów sobie nie wyrywam ale mam nerwicę jak nie wychodzą mi komendy w konsoli. Nie wiem jak to napisać, a jak napiszę to albo nie przyjmuje takiej komendy albo trzeba użyć roota. Ok, mam roota, ale zapomniałem co miałem klepnąć. Nie no, nie wychodzi mi. Dlaczego dla takich jak ja nie powstają jakieś proste poradniki a na Windowsa to jest ich masa, aż do porzygu, za przeproszeniem.

No chciałbym mieć tego Linuxa no i jak mam to teraz ogarnąć skoro nie ma w miarę fachowej pomocy? Chociażby połączenie na Skype, aby osoba ogarnięta pomogła wpisać masę tych durnych komend i system byłby do użytku…

Stanąłem w miejscu, kręcę się w wokoło własnej osi.

Niestety, ale poddaję się za szybko. Ale tak to jest jak porażka goni porażkę a czasu mało a chęci wiele. Linux w moim przypadku byłby wskazany bo często korzystam tylko z Internetu więc nie potrzebuję oprogramowania specjalistycznego dostępnego pod Windowsem, wystarczy przeglądarka, edytor tekstu, program pocztowy, menedżer plików, odtwarzacz muzyki i dostęp do partycji NTFS. Ale to ponad moje możliwości.
Widocznie jestem skazany na „okienka”. Czasem mam ochotę wyrzucić komputer przez okienko, Mam wrażenie, nie monopol MS jest zbyt silny a sam system staje się, tfu, jest na tyle mocnym graczem, że ludzie nie będą szukać alternatywy dla czegoś co działa od ręki.

Przegrałem.

Czas iść spać.


/shutdown