Co potrafiła 35 lat temu Amiga? Pokazał to Andy Warhol, tworząc cyfrowe arcydzieła

Strona główna Aktualności
Andy Warhol w stylu 8-bit, stworzony z klocków LEGO, fot. Thierry Chesnot/Getty Images
Andy Warhol w stylu 8-bit, stworzony z klocków LEGO, fot. Thierry Chesnot/Getty Images

O autorze

Gdy mówimy o projektowaniu i kreowaniu grafiki, w roku 2020 nikogo nie zdziwi, że domyślnie tworzymy ją na komputerach. Tak jednak wcale nie było te 30 i więcej lat temu. Komputerowo tworzone dzieła były jeszcze wtedy w powijakach. Co nie znaczy, że nie powstawały w ogóle. A czasem brali się za nie artyści wybitnego kalibru. Takim był niewątpliwie Andy Warhol.

Jak się okazuje, zapraszanie celebrytów do promowania nowych technologii wcale nie jest pomysłem nowym. Na długo zanim choćby Bill Gates sięgnął po znanego aktora Dwayne'a "The Rocka" Johnsona do promocji pierwszej konsoli Xbox w roku 2001, firma Commodore już w 1985 zaangażowała Andy'ego Warhola.

Andy Warhol przetarł szlaki w grafice komputerowej

Artysta na specjalnym wydarzeniu związanym z premierą rewolucyjnego wtedy komputera Amiga 1000 uwiecznił aktorkę i wokalistkę Blondie, Debbie Harry, w cyfrowej przeróbce wykonanej przed publicznością. Komputer ten miał moc obliczeniową niemal trzystukrotnie mniejszą niż przeciętnej klasy smartfon z roku 2020, a jednak budziło to wtedy ogromne wrażenie.

Co ciekawe Warhol pracował na jeszcze niedokończonym programie graficznym, który co chwila odmawiał posłuszeństwa, a artysta tworzył portret Harry na żywo – teraz całość byłaby ćwiczona milion razy przed taką imprezą, albo nagrana wcześniej.

Warhol jako artysta awangardowy zawsze był utożsamiany z najnowszymi trendami i innowacyjnym myśleniem. Wtedy 35 lat temu nikt nie myślał na poważnie o komputerze jako narzędziu dla grafika. Teraz to chyba tylko amisze nie wiedzieliby, że teraz przede wszystkim na takim sprzęcie tworzą artyści.

Zauroczony niczym małe dziecko

Nie była to jednak tylko wydmuszka i marketingowy blef Warhola i firmy Commodore. Andy Warhol był już wcześniej tymi urządzeniami zaznajomiony i był świadomy ich potencjału. – Jeśli miałbym dobry komputer, to nadrabiałbym dzięki niemu niezrealizowane pomysły, gdybym o czymś zapomniał. Komputer byłby dla mnie niczym dobrze wykwalifikowany szef – pisał w 1975 r. Warhol w książce Filozofia Andy'ego Warhola od A do B i z powrotem.

W 1984, rok przed premierą komputera Commodore Amiga 1000 z jego udziałem, Warhol miał okazję spotkać się ze Steve'em Jobsem. Wtedy oczywiście należałoby powiedzieć, że to Jobs miał przyjemność poznać Warhola. Tak czy inaczej, było to przyjęcie urodzinowe syna Johna Lennona, Seana, a prezentem od guru Apple był komputer Macintosh.

Warhol zafascynował się tym narzędziem widząc, jak można tworzyć na nim grafikę. Jobs wytłumaczył Warholowi, jak działa myszka, a po paru chwilach artysta nie mógł wyjść z podziwu. – Patrzcie! Udało mi się narysować okrąg! – krzyczał z zachwytu.

Nieprzypadkowo więc, zafascynowany potencjałem sztuki wspomaganej cyfrowo, rok później promował rywali Apple, czyli Commodore i Amigę 1000. Komputer ten stanowił przełom w tamtych czasach, bo większość ówczesnego sprzętu wyświetlała jedynie czarno-białą paletę kolorów lub maksymalnie 4 kolory. Amiga 1000 potrafiła pokazać aż 4096 odcieni barw!

Jak już podkreślałem, Warhol naprawdę zauroczył się potencjałem Amigi i został ambasadorem tej marki. Artysta rzadko udzielał wywiadów, ale dla magazynu Amiga World zrobił wyjątek i zadeklarował tam, że ma zamiar wprowadzić ten komputer na stałe do swojego studia.

Co z jego dziełami?

W roku 1985 sporo uwagi przykuło wydarzenie zorganizowane przez firmę Commodore oraz udział Warhola wraz z Debbie Harry. Niewiele jednak mówiło się potem o dziełach, jakie stworzył na komputerze Amiga 1000 Andy Warhol, który zmarł dwa lata później. A pozostawił po sobie całkiem sporo dzieł – przynajmniej jak na standardy tamtych czasów – aż czterdzieści dyskietek. Wśród nich znalazły się między innymi cyfrowe wersje jego najbardziej sławnych obrazów.

Niestety, firma Commodore upadła w 1994 roku. Nikt nie zarchiwizował prac Warhola, a te pozostały na dyskietkach, które miały bardzo ograniczoną żywotność. Istniało ogromne ryzyko, że nie przetrwają. A to nie był jedyny problem.

Dane te musiały zostać odczytane na komputerze Amiga. Żaden nowoczesny program emulujący ten sprzęt nie mógł odczytać plików graficznych Warhola.

W roku 2011 Muzeum Andy'ego Warhola udostępniło zasoby Cory'emu Arcangelowi. Wraz z pomocą pracowników naukowych Uniwersytetu Carnegie Mellon (na samym szczycie amerykańskiego rankingu studiów informatycznych) aż trzy lata zajęło mu wydobycie 18 grafik słynnego artysty, w tym Puszki z zupą firmy Campbell, czy też swoją przeróbkę Narodzin Wenus Botticelliego.

Były one stworzone w programie ProPaint i zapisane w rozdzielczości 300 na 200 pikseli. Składały się więc z 60 000 małych punkcików. Dla porównania obecnie topowy smartfon Samsung Galaxy S20 wyświetla obraz złożony z 4,6 mln pikseli, a więc niemal 77 razy bardziej szczegółówy.

Mimo tego, że teraz mogą wydawać się nieco prymitywne, zdaniem Arcangela, cyfrowe dzieła Warhola pokazują "jak szybko artysta był w stanie odnaleźć się w nowym nośniku sztuki i wyrażać się w niej".

Nawet u schyłku życia Warhol potrafił dokonać czegoś przełomowego. Ta przytoczona tutaj anegdota pokazuje również, jak nawet w środku lat 80. ważne było dla producentów komputerów, by pokazać, że to urządzenia stworzone dla artystów – tak w końcu reklamuje się po dziś dzień Apple.

A wkrótce dzięki upowszechniającym się komputerom osobistym każdy mógł stać się grafikiem, a wielu z nich, nie mając nawet ułamku sławy Warhola, tworzyło dzieła jeszcze lepsze niż on...

© dobreprogramy
s