Dzień w którym przekonałem się do Outlooka

Nigdy nie sądziłem, że to faktycznie napiszę, ale okazuje się, że usługi od Microsoftu nie są takie straszne jak je malują. 

 
Gmaila używałem od początku początków, jak trzeba było mieć w ogóle zaproszenie, żeby założyć tam pocztę. Androida od wersji 1.6 i nawet z Google docs się polubiłem. Na moim głównym komputerze radośnie skacze Lubuntu a z Windowsa 10 korzystam jedynie na 10-cio calowym tablecie. Co prawda mam jeszcze jakieś konto do Outlooka z czasów krótkiej i burzliwej przygody z Lumią i Microsoft Virtual Academy, ale zostało już dawno zapomniane. 

Jednak ostatnio potrzebowałem na szybko założyć nowego maila. Trzy kliknięcia w Gmailu i już jest adres, login i hasło, wszystko co było mi potrzebne do zapisania się na webinaria w których chciałem brać udział. No prawie wszystko, bo maila jak chciałem tak nie założyłem. Zatrzymałem się na prośbie po podanie numeru telefonu.

Wait, ale ja nie chcę, zwłaszcza do maila. Podawanie nr. telefonu to durny trend i największa głupota jaką widziałem, zwłaszcza do maila którego mam zamiar używać do spamu. Taka opcja nie wchodziła w ogóle w grę. Google i to jego sępienie o dane kontaktowe coraz bardziej mi wchodziło na głowę. 

Czasu miałem mało i nie chciało mi szukać innego sposobu na założenie Gmaila, więc wybrałem najszybszą opcję, zakładam maila gdzie indziej. Mając do wyboru Yahoo lub Outlooka, wybrałem tego drugiego. Oczywiście tutaj też kłody pod nogi, mimo że nie wołali o telefon, to musiałem podać dodatkowego maila, do wysłania kodu potwierdzającego i innych głupot. No ok, przeszło, maila założyłem, na szkolenie się zapisałem i miałem z głowy. 

No ale skoro już tego Outlooka założyłem, to warto byłoby w nim pogrzebać. 

Pierwsze wrażenie - ta skrzynka jest ładna, naprawdę ładna. Od razu ta kanciastość, cienkie ramki i pastelowe kolory spodobały mi się o wiele bardziej niż wersja z Gmaila. 

Word Online jest o wiele przyjemniejszy do pracy niż Google Doc. No i nie mam problemu z formatowaniem, jeżeli zapiszę plik na pulpicie. Pisząc jakiś tekst w dokumentach Googla a potem otwierając w Wordzie w pracy, coś zawsze było nie tak. 

Miejsca w chmurze jest malutko, zaledwie 5 giga. Pamiętam, że kiedyś było więcej, a potem zaczęli kastrować. Tutaj niestety Google wygrywa i to miażdżąco. 

Cieszy mnie dostęp do Microsoft Virtual Academy, niektóre szkolenia są naprawdę fajne, szczególnie te z Pythona. Zwłaszcza że jest całkowicie za darmo, a zdanie testów kończy się otrzymaniem certyfikatu. Aż szkoda nie korzystać.

Kolejnym świetnym pomysłem jest zintegrowany Skype, co tu dużo mówić, jest to po prostu wygodne. Czy to jako alternatywa dla Messengera (tak, są nadal ludzie którzy z tego korzystają), czy jako szybki czat wśród współpracowników. Podoba mi się to, że mogę pisać maila i rozmawiać przez Skype w jednej i tej samej zakładce przeglądarki.

W skrócie, jestem zaskoczony jak Microsoft poprawił swoje usługi i jak wygodnie się z nich korzysta. Sam ten tekst powstaje na internetowej wersji Worda i trzymany jest w OneDrive. Oczywiście zdaje sobie sprawę, że Google ma więcej i lepiej.

Jednak Outlook jest po prostu przyjemniejszy w użytkowaniu.

Nie wiem, jak będzie za miesiąc, dwa, trzy..., ale obecnie bawię się nim i zamierzam go trochę potestować. Nie jestem też żadnym nawróconym fanatykiem MS’a. Bo dalej uważam, że odwalają strasznie z W10 i 450zł (aktualna cena z x-komu), za system którego kastrują na każdym kroku i tak naprawdę nie jest nawet twój, to średni interes. Jednak w kwestii usług, to naprawdę im się udało.

Kolejny etap to sprawdzenie jak prezentują się ich aplikacje na androidzie.

5!