Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

[NES#1] Circus Charlie — czyli Dark Souls mojego dzieciństwa

Ok! Zaczynam nową mini-serię, w której to będziemy przyglądać się najróżniejszym grom na platformę Nintendo jaką był NES, czy też Famicom, Pegasus, jakieś inne Chińskie wymysły. Zwał jak zwał, ważne że wiadomo o co chodzi.

Jeżeli zagrywaliście w Contre i Mario, to mam nadzieję że ta seria pozwoli wam trochę powspominać stare czasy. Jeżeli zaś jesteście z tego pokolenia które nie wie jakim bólem było wyciąganie kartridży z konsoli i dmuchanie na złącza licząc że w końcu odpali – no to mam nadzieję że poznacie trochę historii.
Dobra, koniec gadania, lecimy z tym graniem.

Circus Charlie

Prosta gra opowiadająca o Charlie’m i jego cyrku, pełnym małpek, tygrysów i koników. Tytuł miał być chyba lekką pozycją, przynoszącą frajdę posiadaczom NES’a. Tak naprawdę to był HORROREM przy którym ludzie łamali pady. Bo jak, taka kolorowa gra, z radosną muzyczką i przemiłym bohaterem jadącym na lwie i skaczącym przez PŁONĄCE OBRĘCZE ŚMIERCI, może być tak trudna?

r   e   k   l   a   m   a

Gra miała 4 plansze:

1 – Jazda na lwie i skakanie przez ogniste obręcze, co oczywiście kończyło się natychmiastową śmiercią bohatera albo lwa. Pomyśleć że obrońcy zwierząt nie podnieśli wtedy głosu… chociaż, to były inne czasy.

2 – Spacer po linie pełnej małp, które oczywiście jak na złość chciały iść w przeciwnym kierunku niż bohater. Do tego trafiała się niebieska małpa na spidzie, która psuła krew najbardziej, bo nie dość że biegła dwa razy szybciej, to jeszcze skakała przez inne małpy.

3 – Nienawidziłem tego, nawet nie chcę o tym pisać. Po prostu trzeba było skakać z jednej wielkiej piłki na drugą, tyle. Albo raczej AŻ tyle! Jedna z najprostszych czynności a wcelowanie w kolejną piłkę graniczyło z cudem. Nie, nie polecam, nawet wrogowi.

4 – Jazda na koniu… ale na torze, no i na tym torze było pełno trampolin, na które trzeba było wskakiwać i się wybijać w powietrze, ale tak żeby potem wylądować ponownie na koniu… co? Kto to wymyślił?

A no tak, Konami…
Do tego jeszcze prędkość gry była zależna od tego, czy się było na koniu czy nie. Dobra, koniec, przejdźmy już do kolejnego etapu

5- Zabawa w Tarzana. Tyle, masz liny, łap się jedna za drugą aż przejdziesz do końca. A i nie ma żadnych zabezpieczeń na dole, ale za to daliśmy Ci tam trampoliny, więc… użyj wyobraźni? I pamiętaj - spadniesz, zostaje z Ciebie mokra plama. Miłej zabawy!

A kiedy już zrobiło się te wszystkie etapy, to gra się zapętlała i zaczynała od nowa, tylko nieco trudniejsza. Krótko mówiąc, nie było końca tej radości i zabawie.
Wszystko, ale dosłownie wszystko w tym cyrku zabija. Nawet nie mówię o tych płomieniach, wystarczyło żeby minimalnie zahaczyć końcem buta o np. małpi ogon i już trup na miejscu. Ta gra była Dark Soulem mojego dzieciństwa, gdzie pędziłem w nieuchronne objęcia śmierci, mając za sobą jednocześnie wszechogarniającą pustkę. Znaczy się – trzeba było biec w prawo na ekranie gry, wiecie, jak to w prawie każdej platformówce.

Mało tego, ta gra miała dwa poziomy trudności: A i B, gdzie oczywiście A oznaczało „trudny” a B rozumiano jako „zginiesz zanim zdąży się załadować ekran startowy”.

Mówiąc inaczej, wszystkiego było dwa razy więcej, czy to płonących obręczy, czy nawiedzonych piłek które kręciły się jak chciały i też tych nadpobudliwych małpek, które nie wiedzieć czemu pakowały się jak szalone na tę linę.

Gra była dość popularna, ale chyba tylko dlatego że każdy dostawał ją na kartridżu 1000in1. Nie lubiłem jej, ale moja siostra już tak. Więc jako dobry brat, grałem z nią w to. Grałem i płakałem… ale chociaż muzyczka była dobra.

To tyle, a może wręcz aż tyle. Bo nie sądziłem że o Circusie da się tyle znaków wklepać. Dajcie znać jakie wy mieliście przygody z 8 bitowymi grami, w co sami graliście? (może w Circus Charlie?) i co polecacie?

~ KeraVX
 

gry hobby inne

Komentarze