Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Rozwój i upadek CnC Reactor

Dzisiaj trochę sentymentalnie z pogranicza początków Neostrady oraz upadku jednego z pionierów gier strategicznych, Westwood Studios. A wszystko to łączy niegdyś popularny fanowski portal wspomnianego w tytule studia - CnC Reactor.

Początek

Witryna CnC-Reactor powstała z inicjatywy dwojga kumpli, Havoca i Logana. Nie znam ich prawdziwych imion (choć prawdopodobnie nie byłoby to trudne zaglądając kto rejestrował domenę), ale dośc szybko stali się znani na scenie Command & Conquer, dominując w tej tematyce w sieci. Gdy w początkach nowego milenium wpisywałeś (lub -łaś) frazę powiązaną z grami C&C, to pierwszym wynikiem zawsze była strona CnC-Reactor.

Jak widać na załączonym obrazku witryna nie prezentowała się najlepiej, ale jak na umiejętności dwojga młodych ludzi (zakładam, że wówczas jeszcze uczęszczających do podstawówki) efekty były nader imponujące. Z tego co wiem, Logan odpowiadał za aspekt graficzny strony, a Havoc zajmował się jej programowaniem najpierw do HTML'a, a następnie gdy jego umiejętności w zakresie webmasteringu wzrosły, zaczął korzystać również z PHP.

Zapłacisz tysiąc złotych za... album?

Posiadając bardzo delikatnego Macbooka (wyszczerbiłem mu jeden z boków) ważnym jest zachowanie jego w jak najlepszym stanie. Dlatego tez odwiedziłem internetowy sklep Apple w poszukiwaniu obudowy ochronnej i... Hej?! Czy ja dobrze widzę? Album za blisko tysiąc złotych?! Tak... album ze zdjęciami produktów Apple wyceniony jest na 10 "baniek".

Nie wiem kto pracuje w Cupertino, ale mam wrażenie, że firma pod rządami Cooka coraz bardziej odjeżdża w rejony coraz mniej odwiedzane przez zwyczajnych ludzi. Najpierw mieliśmy iPhone'a bez minijacka. Następnie Macbooka z panelem dotykowym, a teraz zahaczamy o album ze zdjęciami za tysiąc "peelenów". Mogłoby sie to wydawać, że to jakiś "specjalny" album. Z jakimiś ciekawymi wpisami od autorów tych gadżetów, wspomnieniami z działalności firmy... a gdzie tam! Zapomnij! Za blisko tysiąc złotych dostaniemy album z obrazami o wysokiej rozdzielczości. Bez tekstu, bez podpisów, bez niczego. Kononowicz miał rację zapowiadając, że "niczego nie będzie".

Moja przygoda z Linkiem na Switchu

First things first. Nigdy nie grałem w Zeldę, nie miałem okazji nigdzie jej zobaczyć na oczy, a o grze pierwszy raz usłyszałem w wieku 15-16 lat w czasach istnienia kanału Hyper w programie "Enemy Territory". Tak więc jest to moje pierwsze zetknięcie z serią - a jakie wrażenia? O tym dalej...

Hej Link, hej Link... obudź się!

Mniej więcej takimi słowami rozpoczyna się sequel po dość zawiłej - z tego co słyszałem - chronologii gier z Zeldą w tytule. I o matko jakie to jest baśniowe! Od dawna nie miałem w ręku gry, która nie pretenduje do bycia jakimś światem alternatywnym, zbudowanym na kanwie powieści Tolkiena... i chyba tylko jego.

Gra prezentuje się bardzo przywoicie na najnowszej konsoli od Nintendo. Świetnie poradzono sobie z niedoskonałościami sprzętu wprowadzając np. pastelowe kontury. Sterowanie jest prawie doskonałe... prawie. Widać tutaj proces tworzenia konsoli w oderwaniu od tworzonej gry. O ile większość przycisków znajduje się w zasięgu palców, jeden z nich (-) odpowiedzialny za wyświetlanie mapy jest niedostępny dla mnie - jak i chyba większości użytkowników.

Super tajny plan Nintendo

To co za chwilę przeczytasz jest tylko przypuszczeniem, podpartym jedynie na zgłoszonych patentach od Nintendo, które skleił do kupy ktoś inny, a ja - jako mniej zaangażowany człowieczek - jedynie chce się tym podzielić z Wami. A zatem jeśli nie jest fanbojem żadnego z systemów i chcesz zanurzyć się w jedną z większych teorii dot. rynku konsol - serdecznie zapraszam.

Sega Does What Nintendon'

Może komuś to stwierdzenie stanąć w gardle, ale NIntendo zawsze wyznaczało trendy na rynku gier komputerowych. Gdy wypuszczali swoją pierwszą konsolę NES, nikt nie mógł przypuszczać jaką furorę ona zrobi pośród najmłodszego segmentu konsumenckiego - dzieciaków. SNES było rozwinięciem już istniejącego konceptu, choć należy zaznaczyć, że w tym wczesnym etapie bardziej liczyły się emocje związane z systemem od jego rzeczywistych możliwości. W Polsce "wojna konsol" nie pochłonęła tylu ofiar co w USA czy Japonii, ale dla fanbojów istniał tylko jeden system - ich system... zresztą podobnie jak dzisiaj *musisz* wybrać czy stoisz o stronie Microsoftu czy Sony.

Nie rozumiem magii Apple

Chyba za późno przysiadłem na Maku, by w pełni docenić koherentny (trudne słowo) system napisany pod bardzo wąski wachlarz podzespołów. Niech mi jaki programista powie, jaki to problem napisać system operacyjny, który ma korzystać tylko z procesora Intela i jego zastosować graficznych... nie zapominając o płycie głównej opracowanej w Kaliforni, a złożonej za Wielkim Murem?

Pozwólcie mi ponarzekać!

Od tygodnia siedzę w zastępstwie księgowej w mojej firmie (tak się złożyło). A że nie mam kompletnie pojęcia jak "wielce nieobecna" zestawia wpływające / wypływające faktury postanowiłem, że założe segregator, który po jej powrocie zostanie poprawnie przez nią opracowany... phi! Zapomnij!

Dyplom o niczym nie świadczy

Zazwyczaj do pracy biurowej zatrudnia się osoby z - a jakże - wykształceniem wyższym. Zakłada się, że skoro ma wpisane w umiejętnościach "Obsługa pakietu MS Office" to oznacza, że nie obce są jej kolumny, justowanie, tabelki, funkcje... wiecie, "te" sprawy.

Był to któryś dzień mojego przesiadywania na jej stanowisku i "wpinania" z opisem na co i od kogo. Nadszedł moment, że musiałem wystawić fakturę pewnemu kontrahentowi. Doszedłem do wniosku, że lepiej i szybciej przyjdzie mi sporządzić to to od zera niż na podstawie już jakiejś wystawionej, ale pod ogromem zjeb... deliktanego "zwrócenia uwagi", że ma być tak jak było to sięgnałem po jakiś pierwszy lepszy plik... o matko bosko, o Janie Pawle II, i zastępie świętych. Takiej maniany to żem nie widział do pracy licencjackiej kolegi (ten nie wiedział, że istnieje coś takiego jak "Podział strony").

BUL, czyli jak (nie)reperować szrota

Dzisiaj, w ten piękny dzień postanowiłem zajechać do biura i przywrócić do stanu używalności stary komputer, który niepodzielnie od dobrych kilkunastu lat... szkoda, że wciąż działa, bo wolałbym to urocze przedwiosenne popołudnie spędzić w bardziej przyjemny sposób.

Płonnych nadziei czar

Plan był prosty. W drodze do biura wpadam do lokalnego sklepu komputerowego, kupuję "na firmę" dysk SSD Goodram, jakieś spręzone powietrze i kabel SATA, i tak wyposażony wchodzę jadę klonować stary dysk PATA, który ewidentnie dogorywa. A skoro już miałem rozkręcać ten rzęch, to przy okazji postanowiłem zmienić procesor Celeron na Pentium IV (nic lepszego nie wlezie), który wożę z sobą od miesiąca... albo dwóch.

Po otwarciu pudła okazało się, że zakup sprężonego powietrza był świetnym pomysłem, bo ilośc kłaków (pot. "kotów") zmagazynowanych wewnątrz obudowy była - by delikatnie to ująć - odrzucająca. I tak po oczyszczeniu bebechów komputera przystąpiłem do wymiany procesora... przy okazji człowiek dowiedział się czemu sprzęt tak "wył z bólu" przetwarzając jakieś dane.

Giercujemy na Androidzie — Final Fantasy VI

Seria Final Fantasy nie należy do moich "najulubieńszych", ale jeśli chodzi o system walki to do (nie)dawna miał chyba najbardziej koherentny z gatunku jRPG. Nie miałem okazji (jak większość Polaków) giercować w oryginał z 1994 r., bo raz byłem za mały a dwa, że Pegasus obsługiwał wyłącznie "butlegi". Jak wypada remake (a zarazem remaster) tej ponad 20 letniej gry? Niespecjalnie...

Witaj w świecie magii i stali...

Opowieść nigdy nie była silnym aspektem serii. Powiedziałbym nawet, że SquareSoft (obecnie Squere Enix) lepiej wyszedłby, nie próbując okraszyć gry jakąkolwiek narracją. Dla przykładu pierwsza część nie precyzuje kim są bohaterowie. Ot mamy jakichś strażników kryształów, którzy mają powstrzymać wielkiego antagonistę, którego planem jest... cofnąć się w czasie, by powstrzymać wspomnianych bohaterów przed jego unicestwieniem. Logiki w tym zero, ale to nie ważne - fajnie się gierzyło.

'Szóstka" jest najlepszą częścią z serii jeśli chodzi o fabułę, bo ta spełnia wymogi bycia opowieścią.

Wyposażamy swojego Androida cz.1

Żyjemy ponoć w czasach, gdy to telefony są "smart", a ludzie... już niekoniecznie. Dlatego aby "nadgonić" swoje ewolucyjne upośledzenia i nieprzystosowanie do życia w erze informacyjnej (tak, tak - to już nie czas kominów i paliw kopalnych) warto doposażyć się w przydatne aplikacje, które ułatwią nam życie w pogoni za pieniądzem... i czasem.

Fanservice, Fire Emblem, Nintendo i Android

Nie posiadałem się z radości, gdy usłyszałem, że Nintendo wypuściło swoją pierwszą grę na Androida. Zazwyczaj nie są zbyt aktywni poza swoimi platformami (jak Wii, DS czy nadchodzące Switch) i chyżo pobiegłem... tzw. wyklikałem w Google Store grę i ją ściągnąłem. Wrażenia? Gdyby nie Nintendo, nikt by po tę grę nie sięgnął.

Fanservice, że oczy bolą...

Może to być dla wielu szok, ale Nintendo w czasach dawno minionych, gdy aparat fotograficzny był nowelą technologiczną, zajmował się prowadzeniem "hoteli uciech". Wydawać by się mogło, że po przebranżowieniu się i nastawieniu na młodszych konsumentów, czasy wciskania akcentów erotycznych dawno minęły wraz z pojawieniem się pewnego kanalarza w wielu domostwach... i nie chodzi o Norka ;)

Fire Emblem: Heroes - bo tak brzmi pełny jej pełny tytuł - nie pozostawia złudzeń, że ważnym elementem w utrzymaniu gracza przy ekranie będzie stymulowanie wydzielania się u niego "pewnych" hormonów. Już podczas pierwszego odpalenia gry witają nas... no dość skromnie ubrane wojowniczki walczące na śmierć i życie. Zgodnie z prawem Xeny (nie tej od zaparć) im mniej zbroi, tym ona lepsza. I reguła ta sprawdza się również tutaj.

Z tego co wybadałem w Sieci (tzn.