Apple zaryzykował wizją miałkiego konkurenta dla Netflixa i HBO

Strona główna Aktualności

O autorze

Podczas dzisiejszej konferencji Apple zapowiedział usługę, która wygląda i działa niemal identycznie, jak Netflix. Tym jednym zdaniem można podsumować potok wszystkich newsów opisujących premierę. Nie była to rewolucja, Apple od dawna nie celuje już tak ambitnie. Jest to ewolucja sprawdzonego modelu, która w wykonaniu Apple najpewniej będzie wykonana tak poprawnie, jak to tylko możliwe. Paradoksalnie jest to jednak wysoce ryzykowne zagranie, które może fundamentalnie zmienić wizerunek marki.

Zaprezentowana aplikacja Apple TV będzie dostępna na wszystkich urządzeniach Apple oraz na wybranych telewizorach innych marek (Samsung, LG, Sony). Będzie wyglądać i działać tak, jak się tego spodziewacie - pozwoli streamować filmy, seriale i inne treści wideo oraz zapisywać je do późniejszego odtwarzania offline. Treści będą różnorakie, w tym wybrane seriale z platform takich jak HBO, Showtime czy Starz. Nic szczególnego.

Dajcie nam pieniądze, a zrobimy show

W ramach aplikacji Apple TV będzie można kupić subskrypcję Apple TV+ i tutaj robi się ciekawie. Apple zapowiedział bowiem, że nawiązał współpracę z czołowymi nazwiskami Hollywood i zacznie robić własne seriale telewizyjne. Spielberg nakręci antologię fantastycznonaukową, J.J. Abrams serial o początkującej piosenkarce, Jason Momoa wystąpi w serialu o przyszłości, w której ludzie stracili wzrok, Jennifer Aniston w sitcomie o telewizji śniadaniowej, a Oprah Winfrey przygotuje dokument o podziałach w społeczeństwie amerykańskim.

Wszystkie te nazwiska były podczas premiery Apple wyraźnie spięte. Każdy podkreślał, że to wspaniała okazja zrobić coś kreatywnego dla Apple. Problem w tym, że kreatywność w przypadku tych produkcji będzie podobnie wyreżyserowana, jak każda sekunda i każdy piksel dzisiejszej premiery. Stawiam dolary przeciw guzikom, że to właśnie obsesyjna kontrola każdego aspektu przekazu medialnego była powodem tak dużego spięcia ludzi, dla których światło kamer to przecież nic nowego. Jest bardzo wątpliwe, by Apple pozwolił w swoich produkcjach na kontrowersje i emocje potrzebne do tego, by tworzyć świetną telewizję. Firma nie pozwoli, by najbardziej wartościowa marka na świecie była utożsamiana z seksem, przemocą i czymkolwiek, co podniesie ciśnienie i wywoła alarm na Apple Watchu. Nie ma w tym niczego złego, nie każdy musi tworzyć Breaking Bad, Grę o Tron czy House of Cards. Jest też całe pole dla miałkiej telewizji dla niewyrafinowanego odbiorcy, któremu wszystko trzeba tłumaczyć prosto i przynajmniej dwa razy. Pytanie, czy Apple nie stracił przypadkiem wyczucia tego, co kręci jego fanów?

Ryzykowne posunięcie

Tworzenie własnych seriali telewizyjnych to olbrzymie ryzyko dla marki, która jak dotąd utożsamiała się wyłącznie z ponadprzeciętnymi produktami. Spielberg czy Abrams to oczywiście nazwiska gwarantujące sukces, ale nie wszystkie produkcje spodobają się odbiorcom. Gusta są subiektywne, a wstrzelić się z hitem na miarę koni pociągowych HBO czy Netflixa jest niezwykle trudno. Coś się nie uda i pojawi się jakaś wtopa lub co gorsza, sukces na miarę serialu Firefly. Był świetny, po czym został skasowany i wywołał furię wiernych fanów, którzy na zawsze skreślili stację FOX. Taki jest showbiznes, sławę traci się tu niemal równie szybko, jak zyskuje.

Problem z usługą Apple TV+ jest też, że póki co nie pokazała zapowiedzi żadnego hitu, natomiast bardzo podkręciła oczekiwania. Wszyscy konkurenci robią dokładnie odwrotnie. I nie mówimy tutaj o drętwych markach robiących smartfony z Androidem, tylko o czarodziejach wyobraźni. HBO potrafi premierami nowych odcinków wyludnić ulice całych miast. Nie znamy też ceny usługi, wiemy natomiast, że jej premiera jest bardzo odległa - dopiero na jesień i z początku raczej nie w naszym kraju. Najpewniej zostanie nam więc ocenić produkcje Apple z... nieoficjalnych źródeł i to raczej nieprędko.

Żyjemy w złotych czasach telewizji i mimo tego narzekania mam oczywiście szczerą nadzieję, że Apple dołoży swoje trzy grosze i pozytywnie zamiesza rynkiem. Konkurencja zawsze wychodzi na dobre, może dzięki niej Netflix ruszy się w końcu i zrobi wiadomości lub transmisje sportowe (byle tylko nie skończył, jak Spotify). Po dzisiejszej prezentacji nie mogę się jednak oprzeć wrażeniu, że po raz pierwszy Apple pokazał coś, co może okazać się niewypałem. Póki co na amerykańskiej giełdzie Apple świeci się dziś na czerwono, Netlix na zielono, więc chyba nie tylko ja mam podobne obawy...

© dobreprogramy