Cieszmy się, że piractwo istnieje, póki istnieje

Piractwo... Odpychające słowo przesiąknięte złem, powszechnie w mediach porównywane do najgorszych zbrodni, za które można trafić za kratki. Jednocześnie stanowiące swojego rodzaju tabu, bo w przeciwnym wypadku połowa narodu poszłaby siedzieć, włączając w to policję i polityków wraz z ich krewnymi. Dajmy sobie siana z obecną hipokryzją i powiedzmy sobie szczerze - kto nigdy w życiu nie pobrał odcinka ulubionego serialu? Kto nie skorzystał z nielegalnego streamingu kanału telewizyjnego? Kto nie wypróbował tej zachwalanej gry kosztującej kilkaset złotych przed jej zakupem? Z tłumu, który przede mną stoi, widzę jeszcze jakimś cudem podniesione, pojedyńcze ręce. Brawo za Waszą wytrwałość. Jednak nawet, gdy nie piracicie wpływa na Was fakt, że piractwo jest możliwe, choć zapewne nie jesteście tego za bardzo świadomi.

Zapraszam do przeczytania poniższego, kontrowersyjnego tekstu, który próbuje przedstawić prawdę, jak i uświadomić jak wszystko potoczy się w niedalekiej, jak i trochę dalszej, przyszłości. Zdaję sobie sprawę, że nie wszystko jest czarno białe. Głównym tematem, na którym się skupię będą gry komputerowe.

Walka z wielkimi korporacjami

Nie od dziś mówi się, ile to strat wynika z faktu istnienia piractwa. Na słupkach przedstawia się dane liczbowe, z których wynika, że stracono miliony, jeśli nie miliardy dollarów i że gdyby nie to przeklęte piractwo to wszystkie te pieniądze trafiłyby do i tak już grubych portfeli panów w garniturach Armaniego. Prawda wygląda inaczej - oczywistym jest, że nie każdy na grę może sobie pozwolić, ze względów pieniężnych lub chociażby z faktu bycia dzieckiem. Są też osoby, które mają blokady regionalne na dany produkt. O ile w tej chwili nikogo nie próbuję bronić, to chyba widoczne jest jak bardzo dyskwalifikuje to przedstawiane dane, które są czysto hipotetyczne.

Korporacje próbują się bronić jak mogą. Stosują DRM, takie jak niesławne Denuvo, które w praktyce i tak jest łamane, tylko że z opóźnieniem, więc nie ma z niego wielu korzyści. Nie zmienia to faktu, że cena produktu jest zwiększona o obecność Denuvo, które darmowe nie jest. Oprócz tego ciągle się słyszy o przypadkach z większymi lub mniejszymi spadkami wydajności podczas rozgrywek. Mimo tego i tak nadchodzą kolejne produkcje obarczone tym syfem, za który płacą osoby kupujące grę legalnie. Osoby posiadające grę z nielegalnych źródeł mogą za to pochwalić się kilkoma klatkami na sekundę więcej i brakiem okazjonalnych ścięć. Wspaniałe wynagrodzenie dla uczciwych osób.

Nie trzeba szukać daleko przykładu, który udowadnia, że zabezpieczenia nie są potrzebne - jeśli gra jest dobra, obroni się sama. Wiedźmin 3 stał się sławny na całym świecie, już ponad rok temu przekraczając miliard złotych dochodu. Gra udostępniona była na polskim serwisie gog.com, który swoją drogą również jest własnością CD Project. Od początku nie posiadała żadnych zabezpieczeń antypriackich. Po zakupie otrzymuje się pliki instalacyjne gry, które nie są połączone z żadnym kontem, więc nic nie stoi na przeszkodzie, by udostępnić je od razu na serwisie torrentowym, co na pewno się stało. W najczarniejszym scenariuszu wystarczyłoby, że grę kupiłaby jedna osoba po czym wszyscy skorzystaliby z uniwersalnych plików, dostępnych za pomocą kilku kliknięć. Jakimś cudem tak się nie stało, może dlatego że ludzie chcieli wyrazić swoją wdzięczność twórcom gry i źle czuliby się nie dziękując im za swoją pracę? Czy same korporacje zachowałyby się tak honorowo, znajdując się w odwrotnej sytuacji, w której mogłyby nas wykorzystać? Sami twórcy Wiedźmina na pewno są świadomi tego, że na zabezpieczenia wyrzuciliby tylko pieniądze w błoto, bo gra i tak prędzej czy później trafiłaby na thepiratebay. Skoro nie ma się na to wpływu, to po co inwestować w coś, co na samym starcie jest przegrane? Całe gog.com jest dowodem na to, że niemożliwe wg innych korporacji, jest możliwe.

Innym przykładem, który pokazuje jak powoli odbierane są nam prawa, są wszelkiego rodzaju platformy dystrybucji cyfrowej, takie jak Steam, Origin, Uplay i tym podobne. Dzięki nim, gry nie są już naszą własnością, a jedynie usługą. Oznacza to, że w razie zakończenia żywotu którejś z tych platform stracilibyśmy wszystkie gry z bibliotek bezpowrotnie, podczas gdy nadal byłyby one dostępne ze źródeł nielegalnych, z których oczywiście nie mielibyśmy prawa skorzystać, by odzyskać to co "nasze". Warto sobie spróbować wyobrazić taką sytuację i reakcję rozwścieczonych ludzi na całym świecie. Jednak możliwe, że pewne twory "są zbyt duże, aby upaść", co nie oznacza, że nie istnieje szansa, że któregoś dnia nie dostaniemy niesprawiedliwego bana, na którejś z platform tracąc cały nasz dobytek.

Kolejnym krokiem jest również tworzenie zamkniętych sklepów takich jak Microsoft Store. Już w tej chwili słyszy się plotki, z których wynika, że Microsoft z chęcią uczniłby ten sklep jedynym źródłem oprogramowania, kompatybilnym tylko z jedynym systemem (w tej chwili taka sytuacja obecna jest na mało popularnym Windows 10 S). Sklep taki na pewno jest mokrym snem biznesmenów. W obecnej chwili nie trzeba sobie wyobrażać takiej sytuacji, ponieważ jest już obecna. Mam na myśli App Store preinstalowany na każdym urządzeniu z systemem iOS. O ile w rzeczywistości można się "uwolnić" korzystając z jailbreak'a, to jest to coraz bardziej utrudniane i nawet po udanej operacji może sprawiać kłopoty. Jak wygląda taki sklep? Wszystko jest droższe, a aplikacje darmowe na Google Play, tutaj bywają płatne. Tam gdzie nie ma wolności i istnieje monopol, dzieje się źle.

Sama możliwość piracenia tworzy pewną barierę ochronną konsumentów. Pojawia się strach, że w przypadku, gdy poda się za dużą cenę to konsument nie odwiedzi sklepu, tylko od razu skieruje się na pirackie wody, jednak świadomość ta prowadzi niestety również do kolejnych, głupich lub tanich zagrywek.

Jedną z takich zagrywek jest tworzenie gier tylko i wyłącznie działających w trybie online. Oczywiste jest, że duże ryby będą kierować się teraz w tym kierunku. Idealnym przykładem jest Fallout 76, który jako pierwszy z serii będzie grą wyłącznie online. Obawiam się, że jeżeli ten eksperyment im się powiedzie, to nie zobaczymy już nigdy normalnej kontynuacji The Elder Scrolls, a dostaniemy produkt o podobnej mechanice.

Jak będzie wyglądać przyszłość?

Na początku będzie się działo to, co dzieje się w obecnej chwili - przechodzenie gier na tryb online, dostępność tylko za pośrednictwem ograniczających platform cyfrowych. To w dużej mierze doprowadzi do braku pirackich wersji gry, a co za tym idzie - wzrosną ceny, które i tak już w tej chwili są wysokie ze względu na to, że utrzymują zachodnie standardy.

Jednak co stanie się w dalszej przyszłości? Karty graficzne staną się uprzywilejowaniem profesjonalistów, natomiast cała reszta będzie musiała zadowolić się grami streamowanymi z zewnętrznych serwisów. Będzie to po prostu jedyną opcją, jeśli chodzi o gry AAA przyszłości. Gra nie będzie już renderowana na naszych maszynach, będziemy otrzymywać jedynie przesyłany obraz. Takie rozwiązanie zapewni, że będziemy mogli zagrać w najbardziej wymagającą i niesamowitą grę na każdym urządzeniu, nawet na smartfonie. Czynione są już pierwsze kroki w tym kierunku - już teraz można korzystać chociażby z serwisu GeforceNow w wersji beta. Jedyne co powstrzymuje tą wizję przed jej realizacją jest postęp technologiczny, a dokładniej to, że jeszcze nie każdy ma w domu światłowód i nie w każdym miejscu jest stabilne połączenie z resztą świata. Takie rozwiązanie wyeliminowałoby piractwo w stu procentach, ponieważ pliki gry nigdy nie ujrzałyby światła dziennego. Pozostaje pytanie w jaki sposób przeprowadzana byłaby płatność - obstawiam, że byłoby podobnie jak w serwisach muzycznych, jak Spotify, czy Deezer, które z powodzeniem przeszły już na ten model. Obawiam się, że sytuacja taka mogłaby doprowadzić do monopolu wielkich serwisów, które zaczną dyktować warunki twórcom gier (tak jak jest to już obecne, jeśli chodzi o Steama, który oprócz twardych zasad nakłada dużą marżę, która wynosi aż 30% dochodu). Nadzieja pozostaje w lżejszych grach indie, które nie będą musiały być hostowane.

Podobne kroki widzimy już w Originie, gdzie dostajemy całkiem atrakcyjną ofertę z wieloma grami AAA w formie subskrypcji. Jest to kolejny krok w dostarczaniu gier jako usługi, które jeszcze znajdują się fizycznie na naszym sprzęcie, ale już nie należą do nas i są blokowane w momencie, w którym zakręcamy kurek z forsą.

Podsumowanie

Dzięki piractwu wiele osób ma okazję zapoznać się z grami, z którymi nie mogłyby inaczej spędzić czasu. Można dany produkt wypróbować przed zakupem, bez obawy, że skończy nam się czas, jak to jest na Steamie, gdzie otrzymujemy tylko dwie godziny czasu gry na zwrot - wiele gier nie da się sprawdzić w tak krótkim czasie. Dzięki temu ze spokojem można oddać swoje ciężko zarobione pieniądze na dobrą produkcję. Logicznym jest, że o wiele większa jest szansa, że kupimy dany produkt, wtedy gdy zdobędzie on nasze zaufanie - prostym wnioskiem staje się to, że piractwo napędza rynek i paradoksalnie zwiększa sprzedaż produktów, które często byśmy po prostu ominęli.

Piractwo, nawet jeśli sami nie uciekamy się do takich zbrodniczych czynów, do których oczywiście nie zachęcam w żaden sposób, ma duży wpływ na otaczającą nas rzeczywistość, nawet jeśli nam się to nie podoba. Wpływa na cenę produktów, na ich dostępność, ograniczenia, zabezpieczenia oraz przyszłość graczy.

Odważę się powiedzieć, że powinniśmy być szczęśliwi, że żyjemy jeszcze w świecie wolności, mimo że obłożoną sporą warstwą hipokryzji. W przyszłości założą nam na głowy kagańce i będziemy mogli tańczyć (grać?) tylko tak jak nam zagrają.
Bawi mnie, gdy spotykam osoby broniące tych wielkich machin, które - gdyby nie przepisy prawne - już dawno zjadłyby nas na śniadanie, a w obecnej chwili pozostaje im gotować przysłowiową żabę, czyli nas, naginając zasady na swoją korzyść i sprawdzając gdzie leży granica.

Na koniec dodam jeszcze coś o czym mało wspomniałem przez cały tekst. Wspierajcie wszystkie gry, które Wam się podobają. Najlepiej kupujcie je na naszym polskim gog.com, a jeśli trzeba to nawet na Steamie. Szczególnie jeśli chodzi o gry indie - są to małe studia potrzebujące każdej pomocy i często ledwo wiążące koniec z końcem. Ich twory zazwyczaj są krótkie, nie posiadają mikrotransakcji oraz nie muszą być podłączone do sieci. Warto je wesprzeć swoim portfelem.

Post Scriptum

Inną ostatnio głośną sprawą było usunięcie przez stronę EMUParadise zabytkowych już ROM'ów gier firmy Nintendo, usuniętych pod groźbą tej właśnie firmy. Jaki problem miała ta firma w istnieniu gier, na których nikt już nie zarabiał? W tej chwili ROM'y te na pewno nadal są do znalezienia w innych źródłach, ale nie są już one na tyle bezpieczne i sprawdzone. Jest to kolejna niesprawiedliwość wynikła z kaprysów korporacji i głupiego prawa.