"Battlefield V" i jego słynny szacunek do historii. Twórcy zrobili z bohatera nazistę

Strona główna Aktualności
Zbieżność imion i nazwisk jest przypadkowa / Fot. YouTube (PlayStation)
Zbieżność imion i nazwisk jest przypadkowa / Fot. YouTube (PlayStation)

O autorze

Przyszła kryska na matyska – można by rzec, posługując się znanym polskim przysłowiem. Studio EA Dice, szwedzki deweloper gier z serii "Battlefield", robi wszystko, aby uniknąć oskarżeń na tle etyczno-moralnym. Zdaniem niektórych, aż do przesady dba o różnorodność etniczną i sposób portretowania kobiet. Jednak nie wszystko traktuje z równą pieczołowitością.

Wilhelm Franke to jedna z tzw. postaci elitarnych, czyli de facto skórek do trybu wieloosobowego, wprowadzonych do "Battlefielda V" wraz z ostatnią aktualizacją. Franke jest ekspertem od materiałów wybuchowych wojsk osi. Na zwiastunie widzimy, jak podkłada bombę i strzela do alianckich żołnierzy. Tak natomiast brzmi fragment opisu Franke'ego z oficjalnej strony internetowej gry: "Jeśli można to zniszczyć, Franke znajdzie na to sposób. To bezwzględny żołnierz (...) Odważny, bezlitosny, pierwszy do działania (...) za rozwiązanie każdego problemu uważa materiały wybuchowe".

Od bohatera do zera

Cały wic polega na tym, że Wilhelm Franke to również nazwisko bohatera wojennego; zdeklarowanego antyfaszysty. Prawdziwy Willhelm Franke był nauczycielem i działaczem społecznym, który w czasach drugiej wojny światowej prowadził sklep z cygarami w Dreźnie. Ukrywał tam innych antyfaszystów i bojowników ruchu oporu, za co został aresztowany przez gestapo. Przebywając od ponad roku wraz z rodziną w hitlerowskim więzieniu, zginął 14 lutego 1945 r. podczas nalotów na Drezno.

Zasług bohatera nie zapomniano. Aby uczcić jego pamięć, jedną z ulic w południowej dzielnicy Drezna, Leubnitz-Neuostra, nazwano Wilhelm Franke Straße. Ulica taką nazwę nosi po dziś dzień, co nietrudno zweryfikować poprzez Mapy Google. Wyszło zatem dość niezręcznie, a biorąc wzgląd na wcześniejsze obietnice twórców – wręcz kuriozalnie. I oburzenie Niemców nikogo dziwić nie powinno.

Szacunek do historii? Taa...

– Traktujemy historię z wielkim szacunkiem, tak jak robiliśmy to wcześniej w "Battlefieldzie 1942" i "Battlefieldzie 1". Chcieliśmy także zwiększyć wybór graczy, różnorodność i integrację, aby nasi gracze mogli w pełni dostosować sposób, w jaki chcą wyglądać i grać jako żołnierze – zapewniał na Twitterze zespół EA Dice, gdy jeszcze przed premierą gry pojawiły się zastrzeżenia o naciąganie historii i zbyt widoczne odejście od realiów. (Słynny zwiastun z kobietą-cyborgiem).

Oczywiście jasnym jest, że nikt nie oczernił Willhelma Frankego celowo. Popularne niemieckie imię, równie popularne nazwisko, prosta koniunkcja – i stało się. Co prawda można było użyć Google'a, gwarantując spokój sobie i graczom, ale nawet nie w tym rzecz. Gdyby tego rodzaju wpadka przytrafiła się innemu deweloperowi, to skończyłoby się zapewne pretensjami ze strony pewnej grupy rodaków Frankego. A tak mamy jeszcze ubaw po pachy z politycznej (nie)poprawności EA Dice. Cóż, ponoć jak ktoś pragnie czegoś za bardzo, to wychodzi przeciwnie. I tak jest tym razem.

© dobreprogramy