Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Linuks — zmiana systemu to zmiana nastawienia, właściwa motywacja i odpowedni zastrzyk wiedzy

Zaczęło się nieszczególnie. Od utraty pierwszego wpisu na tym blogu. A wpis miał być dowcipny i krótki. Mówił o tym, że pomimo własnych obietnic i utwierdzania się w przekonaniu że nie mogę zrezygnować w pracy zawodowej z wiodącego systemu operacyjnego...itd., Okazało się, że mogę. Tylko musiałem zmienić swoje własne podejście. Potrzebowałem motywacji i ...wiedzy. Zamiast podejścia roszczeniowego (jakie miałem w stosunku do komercyjnego wiodącego systemu), na otwarte, pełne empatii w przypadku "Linuksa".

W moim przypadku, do Linuksa na produkcyjnych desktopach podejść było kilka - i trwały całe lata. Pierwsze, na początku wieku, które z powodu niezmiernie małego zaangażowania z mojej strony było skazane na niepowodzenie. I drugie - to skuteczne, które pozwoliło mi na rozpoczęcie prawdziwej przygody i otworzyło przede mną zupełnie nowe możliwości. Poniżej CV i życiorys mojej przygody. Oczywiście w telegraficznym skrócie.

2000-2005 - pierwsze podejścia

Kilkakrotnie, skuszony zarówno ewangelizacją, modą wśród nerdów jak i zawodem (pełniąc rolę zarówno architekta korporacyjnego, konsultanta/analityka, audytora i tym podobnych, nic nie mówiących funkcji), co jakiś czas instalowałem sobie kolejne wiodące dystrybucje. I chociaż doceniałem środowisko serwerowe, to jednak desktop...mój desktop...to co innego. 
Wówczas tłumaczyłem to sobie tym, że "taki system na desktop" nie posiada właściwego oprogramowania. Uzasadniałem, że przecież

konieczność współpracy z biznesem, z innymi firmami, z korpo, z klientami czy urzędami wyklucza stosowanie nawet najlepszej dystrybucji Linuksa, jako podstawowej platformy dla desktopu

Trudno to przyznać, ale oprócz kilku wyjątków, większość oprogramowania, z którego aktualnie korzystam, istniała również w tamtym okresie. Patrząc z perspektywy czasu oceniam, że po prostu brakowało mi właściwej motywacji. No i czegoś jeszcze - odpowiedniej dawki wiedzy.

r   e   k   l   a   m   a

2006-2008

Przerwa. Pomijałem (celowo? , z braku czasu?  a już na pewno z braku motywacji) wszelkie przejawy rozwoju środowisk opartych na Linuksie. Dynamika rozwoju środowisk wirtualnych, nowych technologii rozproszonego przetwarzania, wirtualizacji wszystkiego: od systemów, przez sieci aż po wirtualizację macierzy, wymagała poświęcania tym tematom większości wolnego czasu. Mnóstwo zagadnień, z czego wiele związanych z Linuksowymi platformami serwerowymi... Ale jako audytor i architekt, tworzyłem tony rysunków i dokumentacji do realizowanych projektów. Nie wyobrażałem sobie życia bez "wiodącego pakietu biurowego", i innych narzędzi, których licencję kupowałem dla "wiodącej platformy systemowej". Wiem, pakiet biurowy można było uruchomić poprzez Wine...

2010 - podejście drugie

W zasadzie zaczęło się niewinnie. Wymaganiem projektu dla klienta korporacyjnego było niespotykanie wysokie zabezpieczenie mobilnych stacji roboczych (po prostu laptopów), na których realizowałem projekt dla klienta... Cóż, wiodący system też umożliwiał takie zabezpieczenie, zwłaszcza że w owym czasie zastosowanie kontenerów TrueCryp-ta nie budziło żadnych wątpliwości ani kontrowersji. Ale klient wymagał również...żeby oprócz kontenera, desktop stacji mobilnej logującej się do jego sieci ... działał pod kontrolą wskazanej dystrybucji Linuksa.

Dyskusja, czy miało to sens, była w zasadzie wykluczona. Takie było wymaganie - i już. Oczywiście klient nie akceptował dostarczenia dokumentacji w formacie innym niż format wiodącego pakietu biurowego, jednakże spowodował, że przez kilka miesięcy korzystałem z "linuksowego" desktopu, na którym musiałem mieć mnóstwo wykorzystywanych na co dzień programów. Pojawiła się więc pierwsza motywacja. Żeby zgromadzić odpowiednią bibliotekę, musiałem nie tylko wykazać się sprytem w korzystaniu z wyszukiwarki internetowej, ale również posiąść minimum wiedzy do tego, by swobodnie kompilować ze źródeł potrzebne narzędzia i programy, aktualizować repozytoria, zaakceptować korzystanie z terminala, wykonywać wiele podstawowych czynności, które przy pierwszym podejściu pominąłem całkowicie. W taki sposób zgromadziłem bibliotekę oprogramowania, które wcześniej - w mojej opinii - nie istniało. W dalszym ciągu wiedza była niewielka, ale w porównaniu z poprzednim podejściem do desktopu Linuksowego była ogromna!
Już w czasie projektu okazało się, że wiele moich podstawowych narzędzi (np. do opracowywania architektury korporacyjnej), posiada Linuksowe odpowiedniki. Odpowiedniki, które nie tylko działają "sprawniej", ale w dodatku są na otwartej licencji... Porównując ceny jednostanowiskowej licencji takiego typu oprogramowania na wiodącej platformie (400EURO- 8000EURO do 0EURO), pojawiła się kolejna motywacja.

Projekt się kończył, a mnie pozostało tylko opracowanie końcowej dokumentacji. Oczywiście mogłem w czasie pracy korzystać z oprogramowania biurowego środowiska mojej stacji roboczej, jednakże "przenośność" formatowania dokumentów pomiędzy pakietami biurowymi była...mniej niż zadowalająca. Projekt się skończył, mobilny desktop oddałem klientowi... ale rok zakończyłem małym sukcesem. Oprócz podstawowego, wiodącego systemu operacyjnego, miałem zainstalowaną, bardzo mało wymagającą maszynę wirtualną z ówczesną wersją dystrybucji LinuxLite (https://www.linuxliteos.com ). Pod jej kontrolą uruchamiałem produkcyjnie większość wykorzystywanego w pracy oprogramowania.

Wiodący system wykorzystywałem do pracy biurowej (a w zasadzie do zachowania właściwego formatu dokumentów). I wtedy... Właśnie wtedy dostałem pierwszy (co prawda nie otwarto źródłowy) pakiet biurowy WPS, który umożliwiał mi pod Linuksem tworzenie dokumentów, praktycznie w 100% zgodnych z formatami wiodącego pakietu biurowego (http://wps.com/linux ). Byłem tak zadowolony, że zakupiłem zarówno wersję WPS dla wiodącego systemu operacyjnego (w cenie o 80% mniejszej niż wiodący pakiet biurowy), jak i rozpocząłem tworzenie dokumentów bezpośrednio pod Linuksem. Kilka projektów dalej, i kilka miesięcy później okazało się, że właściwie straciłem motywację do korzystania z wiodącego systemu operacyjnego jako podstawowego systemu dla mojego desktopu. Zwłaszcza, że również dla klienta pocztowego ThunderBird-a, pojawił się komercyjny komponent umożliwiający natywne połączenie z serwerem poczty wiodącego systemu.  

(nie)Oczekiwana zamiana miejsc

W tym momencie nastąpiło nieuniknione. Na dwóch podstawowych laptopach projektowych pojawiły się: dystrybucje Linuksa (obecnie LMDE). Laptopy testowe, wyposażone są w dystrybucje Centos-a i Debiana i oczywiście serwery..., tak serwery...ale to już zupełnie inna historia.

A wiodący system operacyjny? Cóż, od użytkowników nie można uciekać. Również od klientów. Wiodący system operacyjny uruchamiam wyłącznie w maszynach wirtualnych. Nie uważam Linuksa za religię (zarówno kernela jak i dystrybucji), natomiast wiodący system operacyjny wykorzystuję tylko do testów i ... aby na bieżąco śledzić rozwój tego systemu (wymaga tego maja praca i moi klienci). Przechowuję i konserwuję wirtualne maszyny starszych wersji wiodącego systemu wraz z zakupionymi za ciężkie pieniądze licencjami oprogramowania.

Podsumowanie

Z perspektywy czasu oceniam, że w moim przypadku, długi czas przekonywania (siebie) do opuszczenia platformy wiodącego systemu wynikał tylko i wyłącznie z braku odpowiedniej motywacji oraz wiedzy. Podsumowując moje motywy mogę powiedzieć że:

Powodem zmiany podstawowego systemu desktopowego nie była:


  • cena licencji oraz koszty utrzymania wiodącego systemu operacyjnego,
  • brak konieczności defragmentacji partycji ext4,
  • odporność na wirusy i temu podobne robaki,
  • stabilność (gdyż wiodący system w wersji 7, jest/był wystarczająco stabilny),
  • możliwość wykorzystania starszych platform sprzętowych (projektowe laptopy wymieniam nie rzadziej niż raz na 24 miesiące)
  • a nawet możliwość przeniesienia dysku z zainstalowanym Linuksem na inny komputer i uruchomienie systemu (w granicach rozsądku).

W moim przypadku zdecydowało:


  • motywacja (nie wynikająca z wewnętrznej potrzeby, a potrzeby klienta),
  • pozyskana wiedza o systemie oraz jego konfiguracji,
  • koszty licencjonowania i utrzymania dodatkowego oprogramowania - dla mnie osobiście, to kilkadziesiąt tysięcy złotych (że o konieczności opłacenia upgradów nie wspomnę),
  • szybkość działania: zarówno samego systemu operacyjnego jak i uruchamianych pod jego kontrolą aplikacji i podsystemów - i nie dotyczy to oczywiście samego czasu startu systemu,
  • wsparcie i pomoc w rozwiązywaniu problemów użytkowników różnych dystrybucji - REWELACJA! (a jeżeli sądzicie że jest inaczej, to proszę zmieńcie forum...czasami zdarzają się bystrzaki, które chcą Was po prostu zniechęcić do korzystania forum),
  • wsparcie i pomoc "producentów" poszczególnych dystrybucji - nie potrafię już sobie wyobrazić sytuacji, że na poprawkę łatającą lukę bezpieczeństwa czekam całymi miesiącami, po czym otrzymuję tajemniczą poprawkę KXY0Z, z której opisu zupełnie nic nie wynika,
  • możliwości jakie oferuje w zapewnieniu bezpieczeństwa i prywatności,
  • w przypadku mojej dystrybucji: praktyczny brak konieczności dokonywania upgradu systemu operacyjnego(rolling release),

Zalety, które doceniłem znacznie później, obejmują:


  • praktyczną bezobsługowość poprawnie skonfigurowanych stacji roboczych,
  • elastyczność w zarządzaniu aplikacjami i aktualizacjami systemu- nie wyobrażam sobie by jako użytkownik domowej wersji systemu operacyjnego, twórca dystrybucji sam, bez mojej zgody lub wiedzy zainstalował na moim komputerze jakiekolwiek poprawki (dlatego też nie korzystam z Chrome);
  • mnóstwo darmowych (lub komercyjnych, w cenach oprogramowania na smartfony) narzędzi, które wykorzystuję w bieżącej pracy,
  • możliwość zabrania ze sobą całej mojej konfiguracji ... na pendrive.

Mógłbym wymieniać jeszcze długo, ale moim celem nie przekonywanie kogokolwiek do rezygnacji z wiodącego systemu operacyjnego. Bez właściwej motywacji (albo określenia sobie samemu celu) i zdobyciu minimum wiedzy, byłoby to i tak niemożliwe. Nie mam też złudzeń, że linuksowe dystrybucje "zdobędą świat". Do tego potrzebne byłoby spełnienie przynajmniej dwóch podstawowych warunków: dostarczania razem z nowym sprzętem oraz wprowadzenie dystrybucji Linuksowych do podstawowej edukacji: jako wymagane środowisko, w miejsce komercyjnych licencji wiodącego systemu.

No i na koniec: pozdrawiam wszystkich, którzy podobnie jak ja kiedyś uważają, że jedyny problemem w opuszczeniu wiodącej platformy systemu operacyjnego, to brak oprogramowania dla środowiska dystrybucji Linuksowych...no chyba, że ich praca polega tylko i wyłącznie na ocenie gier...

PS

Niniejszy wpis zawiera tylko i wyłącznie moje subiektywne opinie.

 

linux

Komentarze