Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Elementary? A może: ExclusiveOS ?

Trochę narzekania.
Moja przygoda z Ubuntu skończyła się dość szybko. Po przerobieniu kilkunastu poradników, wywiesiłem białą flagę i poddałem się. Jednocześnie godząc się z myślą że mój modem nie raczy współpracować z systemem od Canonical. Romans z Mintem trwał, jak na moją tolerancje wątrobową systemów opartych o jądro Linux, dość długo a zakończył się pewnego pięknego popołudnia gdy zszedł po kilku głębszych ingerencjach w plikach systemowych. A szkoda.

Hejterzy czasem się przydają

Do ElementaryOS podszedłem bez jakichkolwiek uprzedzeń. Na jego trop wpadłem całkiem przypadkowo na którymś z portali komputerowych. Głównym powodem dla którego postanowiłem go wypróbować był komentarz:

„Złodzieje zrzynają interfejs z MacOS! Niech wymyślą coś własnego! - Anonimowy Hejter”

Osobiście uważam interfejs OS X za jedno z najlepiej zaprojektowanych środowisk komputerowych. Zachęcony faktem istnienia darmowego systemu, „mocno zainspirowanego” produktem Apple, wyruszyłem w internet poszukując niezapomnianej przygody.

r   e   k   l   a   m   a

Zabawę czas zacząć

Jak się okazało obraz ISO systemu „waży” niespełna 650 mb. Proces instalacji pozwolę sobie nie opisywać gdyż niespecjalnie różni się on od tego z Ubuntu. Co zastajemy po instalacji? Czysty system bez żadnych „niezbędnych” programów typu GIMP czy LibreOffice. Według mnie ich brak jest na jak najbardziej na plus, od początku decydujemy co chcemy zainstalować. Automatycznie unikamy sytuacji gdzie po instalacji systemu trzeba kilka aplikacji dać do odstrzału. System jest prosty w obsłudze i szybki w działaniu. Dobry początek. ;) Warto dodać że do dyspozycji oddane jest centrum oprogramowania przez co Elementary jest bliżej do systemu wyklinaj niż „wklep w konsole”. Co zdecydowanie podnosi jego rangę.

KDE? GNOME? Dziękuje, postoje!

Patrząc na interfejs ElementaryOS, pierwsze co można spostrzec to minimalizm który na swój sposób jest sam w sobie elegancki. Każdy jego element ma swoje miejsce i całość jest stosownie poukładana. Z podobnym minimalizmem spotkałem się w przy okazji testowania OpenSUSE z GNOME 3 lecz tamten „nie smakował” tak jak ten z Elementary. Co prawda znowu mamy okna bez przycisku minimalizacji, brak reakcji na klikniecie prawym przyciskiem myszy na pulpit oraz założenie że pulpit ma służyć do wyświetlania ładnej tapety a nie do trzymania ikon - do tego ostatniego służy Pantheon Dock. Rozwiązanie podobne do tego znanego z systemu operacyjnego Apple. Na wszystkie wstępne bolączki systemu rozwiązanie znajduje się stosunkowo szybko, minuta albo dwie wystarczą. ;) Generalnie szybko idzie się odnaleźć w systemie.

Nie można również zapomnieć o tym że otrzymujemy do dyspozycji Pantheon Docka, element mocno przypominający Dock'a znanego z OS X. Czy to w przypadku systemu Apple czy ElementaryOS, korzystanie z tego elementu interfejsu jest bardzo wygodne oraz „sympatyczne”. Animacje skaczących ikonek przy uruchomieniu aplikacji czy chmurkowata animacja usunięcia ikonki – patrzy się na to z czystą przyjemnością. ;D

Kolejnym elementem wartym uwagi jest Pantheon Files. Przypadł mi on szczególnie do gustu za sprawą możliwości tworzenia kart w oknie, tak jak w przeglądarce internetowej. Rozwiązanie to pozwala zaoszczędzić miejsce na pulpicie. Między kartami można się bardzo wygodnie i łatwo przełączać dzięki czemu szybko można dość do wniosku że w systemie będziemy używać tylko jednego okienka. ;)

Dash jak i całe Unity w Ubuntu jest moim zdaniem średnio wygodne. Tak samo jak rozwiązanie z GNOME 3.

W Elementary zastaniemy rozwiązanie podobne lecz moim zdaniem, zdecydowanie lepsze i bardziej przemyślane. Moim zdaniem, menu nie odstaje tak jak Dash w Ubuntu ani nie jest „drugim światem” jak w GNOME3 czy też ModernUI w nowym Windowsie. Menu świetnie wkomponowuje się w całą resztę.

Na koniec

Oczywiście można napisać że ElementaryOS nie wnosi nic nowego czego by nie było w innych systemach z rodziny Linuks. Jednak warto zaznaczyć że to w szczegółach jest pies pogrzebany. Dzięki odpowiednim zabiegom i szlifom pewnych elementów Luna jest systemem posiadającym "charakter". Widać że ktoś rzetelnie przemyślał to jak ma ten system prezentować. Obecnie dostępna jest tylko wersja beta co oznacza tylko jedno: warto czekać na finalne wydanie. Niestety twórcy podłapali słynny tekst Mr. Carmacka "Done When It's Done" więc o konkretnej dacie wydania finalnego, jak na razie, można zapomnieć. ;) 

linux

Komentarze