Gdzie jest moje F8 ?!

Wyobraźmy sobie sytuacje, w której to przychodzi do nas znajomy, bądź klient z laptopem. Jako że klient, nazwijmy go Kowalski, lubi nowinki więc postanowił zainstalować nowe okienka. Po zmianie tapety i awataru, poczuł się jak elita i postanowił przejść do bardziej zaawansowanych czynności takich jak, powiedzmy podkręcanie podzespołów/tweakowanie systemu. Bohater nasz wyczytał gdzieś tam w internecie, że program, nazwijmy go: Speed_Lamer, jest idealnym narzędziem do zamiany jego komputera z Pentium D w sprzęt klasy i3. Do zabawy zaprosił jakieś sterowniki ala'Omega do karty graficznej z ciemnego szemranego forum dla „pro użytkowników”, które miały mu zapewnić pójście nowego Call of Duty na jego karcie 8600GT. Kowalski programy zainstalował, coś pozaznaczał – nie pamięta bo nie czytał tylko leciał, dalej, dalej, ok. Uruchomił ponownie komputer i niespodzianka! Zamiast cudownej zamiany Pentium D w i3 bądź wody w wino, użytkownik zastał: czarny ekran i nieporadną automatyczną naprawę systemu. Albo jeżeli spotkał go zaszczyt: Blue Screena.

Ojej zepsuło się.

W tym miejscu pojawia się motyw uruchomienia systemu w trybie awaryjnym w celu, czy to przywrócenia systemu, bądź wywalenia wadliwego softu. F8 i te sprawy... czy napisałem F8? Tego okna – patrz poniżej – przy starcie systemu, już w Windows 8, nie uraczysz.

Nie wiem czy Microsoft był tak bardzo pewny stabilności swojego systemu, ale wyrzucanie jednej z najważniejszych, moim zdaniem, funkcji nie było dobrym posunięciem. Było dość nieprzemyślanym zagraniem, żeby nie napisać: idiotycznym. Teraz zagadka: system mi padł, naprawa standardowymi narzędziami nie działa, no i co panie zrobić? Mam powiedzmy 300 Gb ważnych danych na dysku, powiedzmy zdjęcia rodzinne, muzykę, gry, prace do szkoły/pracy/studia. Cały dorobek swojego „informatycznego życia” a pendriva tylko 8 Gb, co dalej?

No ale jak to? Tak to!

Brzydka jest, moim zdaniem, praktyka producentów że kupując nowy laptop, otrzymujemy partycje systemową która obejmuje całym dysk twardy. A nowy ciekawski użytkownik lubi sobie: wywalić partycje recovery – a bo to jakiś śmiecie dziwne były a zajmowały 16 GB. I na dokładkę gdy poczuje wiatr w skrzydłach: No skoro umiem włączyć przeglądarkę i pasjansa to i coś „poważniejszego" zdziałam - czyli mniej więcej to co opisałem powyżej. I nieszczęście gotowe. Idealnie przedstawia to jeden z tematów na forum dobrych programów gdy to „przez przypadek” użytkownik, sformatował sobie dysk/przywrócił do stanu początkowego. Oraz jeden z autopsji gdy znajomy po kilku "profesjonalnych radach" został z ręką w... mniejsza. Przez takie właśnie zachowanie: coś pisało, coś kliknąłem, coś się stało.

Microsoft usuwając menu awaryjne spod klawisza F8 udowodnił dwie rzeczy: Że ufa użytkownikom swojego systemu – co samo w sobie, jak życie pokazuje, jest używając delikatnych słów, niepoważne. I dwa: traci relatywne spojrzenie na rynek i klienta, albo patrzy z pominięciem pewnych sektorów. Oczywiście, z poziomu systemu możemy dokopać się do opcji wejścia w tryb awaryjny ale co mi po tym jak po starcie wita mnie: