„Poważne” przyczyny piractwa gier komputerowych…

Myślę że większość kolekcjonerów "pism papierowych" ma taki moment gdy zaczyna przeglądać swój dotychczasowy dorobek. Można wtedy zaobserwować zmiany jakie zaszły na przestrzeni, miesięcy bądź lat, zauważając powolną ewolucje naszego ulubionego czasopisma. Zdarza się również przy takiej okazji, natrafić na artykuł który skłoni nas do ponownych refleksji na zawarty w nim temat. Niektórym może zasugerować poniższy obrazek może zasugerować czasopismo i artykuł który był dla mnie inspiracją. Oto zagadka dnia:

Czasem w sieci znajdzie się coś, co będzie stanowić dodatkowy impuls do powrotu, do rozmyślań. Tyle słowem miałkiego wstępu, przechodząc już do sedna…

Jak świat długi i szeroki, wraz z rozwojem rynku gier komputerowych, rozwijał się haniebny proceder piractwa tegoż medium kultury. Piractwo gier jest mi niezwykle bliskie, nie ze względu na to że ów proceder uprawiam ;) , a ze względu na to że jako zapalony gracz jestem rozgoryczony zachowaniem co niektórych Homo Gamers. Konkretniej zmierzam do przedstawienia sytuacji w której dobrze zapowiadająca się gra, nie może liczyć na kontynuację nie ze względu na słabą jakość a ze względu na skale w jakiej została spiracona. To tylko jeden z przykładów dlaczego świat byłby lepszy bez growych pasożytów. Do tematu wrócę niebawem, tymczasem…

Deep Silver otwarcie deklaruje zaniechanie walki z piractwem, inni jak dajmy na to swego czasu EA ze Sporem połamali sobie zęby próbując zabezpieczyć swoje dziecko. CD Projekt RED też zaliczył wpadkę czego efektem była między innymi ta strona. Blizzard z Diablo 3 też w wojnie z piratami nie wyszedł na plus, nie wspominając drugiej części Assasin Creed’a w której to stan gry był podajże (choć pewny nie jestem) zapisywany na serwerach Ubisoftu.

W tym miejscu odbiegłem trochę od tematu, wracając na główny tor wpisu zadajmy sobie pytanie: co ma w głowie człowiek który bez żadnych wyrzutów piraci grę w dniu premiery? Niech będzie to obraz takiego, rasowego pirata. Pamiętajmy że na ten legion piratów składają się pojedyncze jednostki, więc pozwolę sobie rozpatrywać problem z perspektywy blokowego Krzyśka, zapalonego gracza. Jak więc brzmią hasła którymi argumentuje swoje niecne postępowanie?

1. Za wysokie ceny gier…!

Bardzo często można spotkać z opinią że gry w dniu premiery są za drogie przez co lepiej jest spiracić. W tej chwili osobnik Homo GamerPiratus argumentując w ten sposób swoje postępowanie, zawija do zatoki i rozpoczyna ściąganie. Jak można zauważyć, z takiego samego założenia wychodzi dość spora liczba pasożytów. Interes się kręci do tego stopnia że thepiratebay może jeszcze zacząć zarabiać na reklamach...

Generalnie teza że gry w dniu premiery są za drogie jest o kant rzyci potłuc, bo któż każe kupować gry w dniu premiery. Jakby, z czasem, one drożały? Hm… no nie. Więc jak chcesz kupić auto z tego rocznika, prosto z salonu to licz się z tym że będzie ono swoje kosztować.

Czy tylko dlatego że nie stać mnie na auto z bieżącego roku, a chce je mieć, mam je ukraść?

Piractwo to kradzież, koniec kropka.

Oczywiście zdarzają się osobnicy którzy twierdzą wgl. Że ceny gier są kosmiczne. Oh kupić używkę po taniości? Wstyd! Dolara wydać na Bundla? Ździerstwo! Zarejestrować się na stronie aby dostać grę za free? Wyłudzany sposób na zdobywanie o mnie informacji! Free-2-Play? Toż to dla jakiś nędzarzy jest! Im dalej w las tym ciemniej. Takim osobą pozostaje kolekcjonować znaczki pocztowe z listów które do nich przychodzą, za to płacić nie trzeba.

2.Brak dem.

„A ściągam pirata bo nie ma dem, no ale w sumie jak już mam pirata i go przeszedłem to po co kupować oryginał, bo mnie sumienie nie gryzie a jak mam kupować to za 3 lata jak będzie za 3,50 w Biedronce ”

Taki to wniosek pozwoliłem sobie wysnuć po lekturze co niektórych komentarzy w Internecie dotyczących jacy to producenci ble bo nie udostępniają wersji demonstracyjnych (psyt... one "ważną" praktycznie tyle samo co pełna więc się im nie opłaca, ale udajemy głupich,ok?) oraz jak to piractwo można traktować jako swojego rodzaju wersję demo. Guzi prawda.

Znów wracając do przedstawienia problemu na przykładzie z samochodem: Czy jak ukradniemy samochód w roku bieżącym o wartości, załóżmy 10.000 zł i za 3 albo 4 lata będziemy możliwość jego spłaty to będziemy płacić 10.000 czy może zaniżoną przez te lata cenę, powiedzmy 6.000 zł?

Każdy może sam wywnioskować że w kupowaniu po czasie, spiraconych wcześniej gier, jest tyle uczciwości co nic.

3. Zabezpieczenia! DRM!

Największy paradoks jaki jest mi dane oglądać w świecie gier. Producenci gier tworzą zabezpieczenia aby nie były piracone ale efekt jest odwrotny bo skala piractwa rośnie ze względu na to że legalni mają gorzej przez co dochodzimy do takich sytuacji, jak ta, ze wcześniej wspomnianym przeze mnie w tekście Sporem. Koło się zamyka i mamy to co mamy.

Warto wspomnieć że Ubisoft przy okazji wydawanego w 2008 roku Prince of Persia, porzucił jakiekolwiek zabezpieczenia w celach eksperymentalnych i jaki mamy wynik? Taki że Ubisoft, dwa lata później po tym jak wydał PoP bez zabezpieczeń, do drugiej części AC2 ładuje wymyślne DRM i system zapisu jakiego wcześniej świat nie widział. Skala spiracenia Księcia z 2008 roku też do najmniejszych nie należała. Widzimy jak uczciwi są ludzie którzy krzyczą że piractwo jest winą zabezpieczeń, tia...

Słowem podsumowania.

Temat piractwa gier komputerowych to bardzo rozległy temat. Niestety nie wszystkie wątki oraz przemyślenia udało mi się zamieścić w tym wpisie więc jest duża szansa że po serii pewnego rodzaju "rozmyślań" nad firmą z Redmond przyszedł czas na piratów gier. Tymczasem pozostaje cierpliwie czekać…

PS.

W tym miejscu chciałbym podziękować użytkownikowi GBM za jego ostatni wpis który bardzo mnie zmotywował do skończenia tego wpisu. Wielkie dzięki. :)