Nie mamy aktualizacji i co nam Pan zrobi...

Jakieś 2 lata temu nabyłem Motorolę Moto X Play i właściwie był to model idealny dla mnie. Średniak w dobrej cenie z całkiem niezłą baterią i ładnym ekranem. Zanim jednak zdążyłem się trochę więcej nacieszyć - przybyły aktualizacje do nowych wersji Androida, najpierw do 6.0, a potem do wersji 7. Jednak zanim przejdziemy dalej ustalmy pewne fakty: są producenci, którzy nie dają żadnych aktualizacji dla swoich sprzętów, są tacy co dają je dość często i jest jeszcze grupa, która daje je ze średnią częstotliwością i w dodatku każda następna wprowadza błędy, których potem nikt nie chce naprawić.

Tak więc dochodzimy do sedna, bowiem kolejne aktualizacje do Moto X powodowały więcej zmartwień niż radości. Najpierw drenaż baterii po aktualizacji do Marshmallow i olewanie klientów. Na forach huczało o tym problemie, a na pytanie do pomocy technicznej obsługa stwierdza, że nic nie wiedzą o jakiś szczególnych problemach i nie mieli żadnego zgłoszenia i generalnie mogą poradzić reset.

Aktualizacja do Nougat-a poprawiła trochę sytuację, jednak nie do końca. Zdarzały się sytuacje, że w pewnych okolicznościach będących pochodną losowości - telefon zamiast płynnie przełączać się pomiędzy 4 silnymi rdzeniami procesora, a 4 słabymi - zapala wszystkie osiem na raz. Nie wiem jak to możliwe, ale tak się dzieje i skutkuje to ogromnym pochłanianiem energii z baterii i oczywiście wysoką temperaturą. Jak telefon poleży kilkanaście lub kilkadziesiąt minut w uśpieniu, to sytuacja wraca do normy.

Jakoś to przebolałem i nauczyłem się z tym żyć, aby w kolejnych miesiącach doczekać się kolejnych problemów. Najpierw sporadycznie zawieszał się aparat i pomagało tylko wyłączenie i włączenie ponowne telefonu. Wraz z Androidem 7, Motorola (Lenovo) postanowiła zaktualizować aplikację Aparat oraz Wiadomości. Zdjęcia zaczęły być kulą u nogi, ponieważ zaczęły się strasznie wolno wykonywać - po wciśnięciu spustu migawki czasami mijało 5 sekund zanim zdjęcie zostało wykonane i nie była to wina karty pamięci. Po kolejnych miesiącach częstotliwość problemów z uruchamianiem aparatu oscylowała w około 50% uruchomień.

Z kolei aplikacja do obsługi wiadomości została zastąpiona domyślną aplikacją od Google i straciła ok 70% funkcji. Na dodatek przestały działać raporty doręczeń, a właściwie zniknęła opcja z menu do ich włączania. Minęło wiele aktualizacji Wiadomości oraz Usług operatora, ale nic to nie pomogło. Co ciekawe, jak wyciągnąłem kartę SIM, opcja raportów pojawiła się w menu - niestety mimo jej włączenia nadal nie działały raporty. Postanowiłem zgłosić się o pomoc do producenta. Było to w lutym 2018 roku i prowadziłem korespondencję przez jakieś 2 miesiące. Po pierwsze problem z raportami też gościł na różnych forach i oczywiście producent też nic o tym nie wie i nie miał zgłoszeń. Żadne z czynności, które sugerowała pomoc - nie przyniosła efektu. Straciłem nadzieję, ale jeszcze napisałem do mojego operatora komórkowego (Play) czy może oni mogą jakoś pomóc, czy przypadkiem nie jest to jakiś problem z ustawieniem sieci. Technicy skontaktowali się ze mnie telefonicznie (!) i oznajmili, że faktycznie jest błąd z jakąś konfiguracją od nich, która musi być wgrana w aktualizacji oprogramowania do mojego telefonu. Technik zapowiedział, że zgłaszają to do Motoroli i za kilka tygodni powinna wyjść aktualizacja. No to był jakiś konkret i ucieszyłem się, że niedługo problem ustąpi.

Minęło kilka tygodni, a aktualizacji nie było widać. Napisałem więc do Motoroli kolejny raz, z pytaniem o tą aktualizację z ustawieniami od operatora. Na to w odpowiedzi otrzymałem zdawkowe, że oni nic nie wiedzą o żadnej aktualizacji i żadnego zgłoszenia nie mieli od mojego operatora. Zdziwiony skontaktowałem się z operatorem i poprosiłem o sprawdzenie. Dość szybko skontaktował się ze mną technik i poinformował, że jest taki błąd i zgłaszają to producentowi kolejny raz. Po kilku tygodniach ponownie zapytałem Motorolę, ale odpowiedź była identyczna - nic nie wiemy o aktualizacji i nie mieliśmy żadnego zgłoszenia od operatora. Znów zacisnąłem zęby i pogodziłem się z brakiem raportów, aby doczekać się kolejnych problemów.

Co raz częściej zaczął nawalać czujnik zbliżeniowy podczas odbierania połączeń. Ma on za zadanie wygaszać ekran, gdy mamy słuchawkę przy uchu i nie pozwalać przypadkowym dotknięciom. Efekt miałem taki, że podczas rozmowy przestawał działać na ułamek sekundy i uchem "naklikałem" takich rzeczy, że w szczycie formy udało mi się włączyć tryb samolotowy i przerwać trwające połączenie. Masakra.

To niestety nie był koniec. Zaczął nawalać też GPS, co objawiało się niemożliwością złapania fixa. Podgląd znalezionych satelitów ukazał bardzo słabe sygnały. W pewnym momencie nie wytrzymałem i mocno przyłożyłem kantem tej piekielnej maszynie. Wtem wszystko zaskoczyło jak z procy. To był mój sposób na tymczasową naprawę lokalizacji.

Postanowiłem w końcu nabyć nowy sprzęt, a o tym zapomnieć. Natrafiłem na świetną okazję w postaci Asusa ZenFone 5Z - flagowca z tamtego roku. Świetna wydajność w rozsądnej cenie. Zakupiłem więc nowy sprzęt, spędziłem sporo czasu na przeniesienie danych oraz konfigurację, no i jest. Praktycznie wszystko w tym telefonie jest świetne, aż do odkrycia całej prawdy...

Bardzo szeroki notch, tak że praktycznie po bokach nie było żadnej widocznej ikony bo się nie mieściły i były one grupowane w jeden symbol zastępczy. No dobra jakoś to przeboleję. Ekran to niestety IPS, więc o goglach do 3D mogłem zapomnieć (widoczne smużenie). Wystający obiektyw tylnego aparatu wcale nie był ładny, na szczęście silikonowa wkładka załatwiała sprawę, ale kosztem smukłości. Dźwięk z głośników nie był nadzwyczajny i głośny, ale na granicy poprawności i byłem w stanie przełknąć ten średni akcent. Dość często korzystam z NFC, więc jest to dla mnie kluczowy komponent, niestety ten w 5Z ma tak mizerny zasięg, że z trudem udawało mi się połączyć z naklejką, do której aż dociskałem telefon. Byłem na granicy akceptacji tego telefonu, gdy wtem nastąpiło to co spowodowało przelanie czary goryczy...

Ludzie zaczęli mi wypominać słabą jakość mojego głosu, a ja również nie piałem z zachwytu w czasie rozmowy. Po stwierdzeniach, że słychać mnie jak z za światów, zacząłem szukać przyczyn i rozwiązania. Ustaliłem, że w Asusie 5Z oprócz słabego sygnału z mikrofonu z szumami, nie funkcjonuje żaden kodek HD VOICE. Postanowiłem zadzwonić do pomocy technicznej Asusa i dopytać o to. Konsultant wzruszył ramionami (tak akurat widziałem przez słuchawkę ;-) i stwierdził, że nie może mi pomóc z tym problemem. Spytałem, jeszcze czy może mi potwierdzić obsługę HD VOICE przez ten model, na co odpowiedział, że nie może mi udzielić odpowiedzi (bo nie wie) i zaproponował, że mogę go oddać do serwisu jak mi coś nie pasuje. Kurka wodna, dopiero mam go 4 dzień i już do serwisu?

Mogłem przymknąć oko na pewne niedoskonałości, ale że podstawowa funkcja rozmowy nie działa co najmniej przyzwoicie - to już nie jestem w stanie zaakceptować. Załamany tą sytuacją oddałem telefon do sklepu i wróciłem do starej Motoroli. Postanowiłem jednak spróbować ją nico podreperować. Po rozkręceniu obudowy,

odłączeniu baterii, aparatu i przeczyszczeniu pól kontaktowych anten - ponownie złożyłem ją do kupy. Po tym zabiegu aparat zaczął uruchamiać się bez błędów, a GPS bardzo się poprawił, choć czasem długo łapie fixa, to finalnie działa znośnie. Do czasu aż nie znajdę godnego następcy, muszę sobie jakoś radzić.

PS. Właśnie uświadomiłem sobie, że ostatni wpis zamieściłem rok temu i jeszcze dzisiaj zostałem Weteranem...