Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Specjalista ds. IT – drukarka połknęła haczyk

Poniedziałek przed świętem 11 listopada, został jednogłośnie zatwierdzony przez społeczność biurową - za dzień wolny, czyli dzień wujka "urlopa". Błogie chwile można było poświęcić na prywatne sprawy, z daleka od "roboty". W tym samym czasie - ciemna strona wszelkich bytów nieorganicznych, knuje zawsze spisek. Ciemna moc zbiera się w coraz to większe skupiska. Zła energia gęstnieje i formuje się w obłoki niewidzialnego fantoma. Zaczyna z czasem również wpływać na organiczne formy życia. Ludziom przychodzą do głowy przeróżne pomysły, a niewidzialna siła zaczyna kierować ich poczynaniami.

Tak właśnie się działo podczas ostatnich wolnych dni. Masa krytyczna została osiągnięta i tuż po wolnym, kiedy dotarłem do biura - stało się! Na szczęście nie dotknęło to bezpośrednio mnie. Na pierwszy rzut oka wyglądało to poważne. Mimo, że nie byłem osobą poszkodowaną, to na mnie został położony ciężar ogarnięcia skutków niszczycielskiej siły nazwanej przez specjalistów: głupotą.

Tak więc gdy zajmowałem się swoimi codziennymi zadaniami, odwiedził mnie szef. Przyniósł pod pachą swoją domową drukarkę, a właściwie laserowe urządzenie wielofunkcyjne (Brother MFC-7440n). Postawił obok mnie i oznajmił, że próbował coś wydrukować na folii, niestety nie przeznaczonej do druku w urządzeniach laserowych. Podczas tej niefortunnej operacji coś się stało i drukarka się zatrzymała, zachowując wprowadzone medium w swoim brzuchu.

r   e   k   l   a   m   a

Zabrałem się zatem za diagnozę pacjentki. Po podaniu narkozy, otworzyłem brzuch i wyjąłem wnętrzności w postaci bębna z tonerem, odłączyłem podajnik papieru i wykonałem pierwszy przegląd. Badanie nie wykazało żadnego problemu. Kolejny etap, to wsadzenie reki do du.... eee do przestrzeni zadniej. Po otwarciu pokrywy tylnej i usunięciu wszystkich osłon, ukazał mi się taki oto widok:

Pomyślałem sobie wówczas to i owo o właścicielu urządzenia. Jak widać na powyższym obrazku, mamy pięknie ozdobiony wałek dociskowy - girlandą z folii. Skręcona, stopiona i stwardniała ozdoba, przywarła i zakleszczyła się dość poważnie. Trzeba było zdjąć "skórę" z boków i odłączyć zespół utrwalania (tzw. fuser unit) po przez rozłączenie przewodu grzałki z lewej strony oraz czujników temperatury z prawej. Wykręciłem moduł.

Z wielkim trudem, po skomplikowanej operacji, usunąłem tą nieszczęsną folię. W zasadzie był to kawałek zwęglonego plastiku, który musiałem pociąć na fragmenty podczas jego wyjmowania. Musiałem bardzo uważać, aby nie doprowadzić do perforacji wałka dociskowego (kolor pomarańczowy) lub nie porysować teflonowej powłoki wałka grzejnego (kolor beżowy). Niestety w wyniku samego procesu owinięcia folii, wałek dociskowy, został nieco pognieciony. Ostre krawędzie zwęglonego plastiku, lekko porysowały też powłokę teflonową.

Aby wygładzić lekkie zarysowania, użyłem odrobiny pasty polerskiej do lakieru samochodowego. Pozwoliło to na przywrócenie odpowiedniej gładkości. Następnie złożyłem wszystko do pierwotnego stanu i uruchomiłem urządzenie. Moim oczom ukazał się komunikat, oznajmiający proces samo-diagnostyki, który został przewidziany na około 15 minut.

Po tej czasochłonnej diagnostyce, sprzęt przeszedł w tryb czuwania. Postanowiłem zatem dokonać próbnego wydruku. Niestety to nie był jeszcze koniec. Drukowanie nie rozpoczęło się, a na wyświetlaczu pokazał się błąd nr 6A (Fuser unit failure). Aby dowiedzieć się czegoś więcej, zapoznałem się z opisami błędów na stronie poświęconej dokumentacji serwisowej tego modelu. Z opisu wynikało, że jeden z czujników temperatury, nie odnotował spodziewanej wartości, przez co proces drukowania nie mógł się odbyć. W związku z tym pacjentka trafiła ponownie na stół. Po ponownym wymontowaniu "piecyka", sprawdziłem dokładnie czujniki (termistory).

Elementy okazały się sprawne. Jednak musiało coś być nie tak z uzyskiwaniem odpowiedniej temperatury, a właściwie z uzyskiwaniem jakiejkolwiek temperatury, wyższej niż otoczenia. Sprawdziłem w następnej kolejności, obwód grzałki. Tutaj natrafiłem na ślad. Okazało się, że jest on przerwany przez wyłącznik termiczny, umieszczony przy wałku grzejnym. Po zdjęciu osłony, wykręciłem ten felerny element.

Szybkie przeglądnięcie internetu w celu znalezienia termostatu, zaprowadziły mnie jedynie na stronę producenta części - do Japonii. Zamienników też nie udało mi się znaleźć. W tym momencie, poczułem, że muszę wyjść tam gdzie król... Podczas tego spaceru, już w drodze powrotnej, coś mnie tknęło. Jakby tak spróbować "pogmerać" tą blaszką od góry? Tak jak pomyślałem, tak zrobiłem. Podważyłem delikatnie i pstryk! Blaszka wróciła do swojego pierwotnego położenia i obwód został zamknięty. Eureka!!!

Tak oto naprawiłem część, która uniemożliwiała uruchomienie grzałki. Złożyłem więc wszystko do kupy i po odczekaniu 15 minut diagnostyki, zleciłem wydruk konfiguracji. Pacjentka rozgrzała się na mój widok i uraczyła mnie wspaniałym wydrukiem.


 

sprzęt porady inne

Komentarze