Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Desktopie linuksowy! Przybywaj!

W ubiegłym roku podzieliłem się swoją oceną desktopu linuksowego, z trudem uniknąwszy tytułowej wojny desktopowej. Zapewne dzięki herbacie, na którą zaprosiłem wszystkich (ewentualnych) wojowników :) Stan rzeczy niestety nie uległ od tego czasu znaczącej zmianie.

Wstęp do udręki

Jestem administratorem, na co dzień pracuję zdalnie na "serwerowym" Linuksie, jednak wciąż z poziomu Windowsa. Mijają lata, a ja nadal obiecuję sobie, że kiedyś całkowicie przejdę na Linuksa. Tak naprawdę przeszkód jest już niewiele, gdyby nie ten desktop... Jestem tak bardzo przyzwyczajony do Windowsa, że bez pewnych mechanizmów z uwagi na posiadane nawyki nie jestem w stanie efektywnie korzystać z systemu. Długo czekałem na pojawienie się takiego środowiska graficznego, które przynajmniej w pewnym stopniu ułatwiłoby mi życie i przybliżyło do przejścia na Linuksa. Pokładałem wielkie nadzieje w GNOME i o ile uważam, że jest to świetne środowisko, któremu blisko do perfekcji to korzystanie z niego na dzień dzisiejszy jest dla mnie bolączką.

Udręka

Skupię się na wspomnianym Gnome, z którym swego czasu wiązałem przyszłość linuksowego desktopu.

r   e   k   l   a   m   a

Na pulpicie pustki. Klikam prawym - nic. Ok, najwyraźniej Gnome "zmusza mnie" do porządkowania plików w katalogach - ma to sens, ale może chociaż jakiś skrót bym sobie utworzył na tym pulpicie - no way. Muszę wejść do menu kliknięciem lub zamaszystym ruchem kursora najechać na nie i dopiero wówczas mogę przejść do plików.

Systray (zasobnik systemowy). W Windowsie pięknie zintegrowany z paskiem zadań i ikonkami szybkiego uruchamiania (mowa o normalnym Windowsie, typu Vista lub 7 bo Windows 8 jest nienormalny). W Gnome elementy zasobnika są umieszczone na ukrytym domyślnie pasku, który mi non-stop wyskakuje wtedy gdy akurat tego nie chcę. Być może osobom, które nie najeżdżają na prawą, dolną krawędź ekranu to nie przeszkadza, ale ja krawędzie zwiedzam dość często chociażby za potrzebą zmiany rozmiaru okien. Pomijam już fakt, że korzystanie z tego zasobnika również nie ma wiele wspólnego z usability.

Pasek zadań. Jakiś jest, ale obejmuje tylko jedno zadanie, które akurat mamy otwarte. Aby szybko przejść do innego musimy skorzystać z kombinacji ALT + TAB lub głównego menu.

Minimalizacji (w rogu okna) brak, choć to oczywiście naturalna konsekwencja takiego, a nie innego mechanizmu zarządzania zadaniami. Maksymalizacji również nie ma, choć to akurat da się przeżyć.

Gnome ma tylko jeden mechanizm zarządzania zadaniami (okienkami) oraz jeden układ menu. Oczywiście można uruchomić tryb klasycznego Gnome'a, owszem, ja jednak wolałbym, aby ten nowy miał więcej możliwości personalizacji. Rozumiem, że autorzy chcą ułatwić ludziom życie (na siłę) proponując ich zdaniem słuszny sposób korzystania z systemu, ale to jedynie potęguje konieczność przystosowania do nowych warunków, czyli z mojej perspektywy utrudnia życie. Mam również wrażenie, że GNOME stał się za bardzo uniwersalnym środowiskiem, przystosowanym raczej do pracy na urządzeniach mobilnych niż na poczciwym piecu.

Dość dobitnie ujął wady Gnome'a niejaki Dedoimedo w swoim artykule o wersji 3.6.

Wymienione przeze mnie elementy to tylko niektóre z przeszkód stojących na mojej drodze do pojednania z desktopowym Linuksem. Zdaje się, że krytyka Gnome'a swego czasu zdążyła już wybrzmieć, a przekonanych nie zniechęcę bo i nie o to chodzi. Interfejs to jedno, drugie to przywiązanie do niektórych programów, które mają oczywiście swoje zamienniki, ale nie tak dobre / wygodne.

Na koniec

Gnome to oczywiście nie jedyne środowisko graficzne. Jest również powłoka Unity w Ubuntu (w gruncie rzeczy posiadająca podobnie odstraszające wady jak Gnome), jest KDE, Xfce, LXDE. Natomiast żadne z nich nie przypadło mi do gustu. Natomiast Gnome bardzo mi się podoba i uważam, że mógłby być świetny i to niekoniecznie po gruntownych zmianach w wersji out-of-the-box, ale przynajmniej po personalizacji.

Z uwagą natomiast przyglądam się rozwojowi intefejsu Cinnamon. Widać wyraźnie, że autorom, którzy odpowiadają za ten fork Gnome'a zależało na usprawnieniu między innymi tych elementów, o których wspomniałem wcześniej. To, co oferuje Cinnamon, powinien oferować w ramach personalizacji sam Gnome. Wówczas, być może byłby to interfejs bliski mojemu ideałowi, a przynajmniej taki, który pozwalałby mi na efektywną pracę.

Oczywiście do wszystkiego można się przyzwyczaić, również do niesfornego linuksowego desktopu, spersonalizowanego i zmodyfikowanego na wszelkie możliwe sposoby. Unity w Ubuntu jest świetny, Gnome (mimo wszystko, a może paradoksalnie) jest świetny, ale głównie dla osób, które korzystają z systemu w prozaiczny sposób. Myślę, że wiecie o co mi chodzi. Dla osób, które przeglądają jedynie Facebooka, rozmawiają przez komunikator, oglądają filmy i przeglądają zdjęcia takie interfejsy mogą być nawet lepsze niż pod Windowsem, a na dodatek interfejs wymusza na nich dobre nawyki utrzymania porządku bo o syfie na pulpicie w takim układzie nie ma mowy. Te interfejsy mogą być również świetne dla tych, którzy już od lat korzystają z desktopu linuksowego i nie mają tak głęboko ugruntowanych nawyków z Windowsa.

Ja, wielmożny pan ;), wymagam, aby interfejs graficzny był świetny i użyteczny out-of-the-box, ewentualnie z małą personalizacją, która w moim przypadku również pod Windowsem ma miejsce. Być może nie przedstawiłem tutaj jakichś twardych dowodów na poparcie tej tezy, ale mam wrażenie, że desktop linuksowy od dłuższego czasu walczy z zadyszką. Wszystko to idzie w stronę efektownych eye-candy i pro-mobile, ale nie ma wiele wspólnego z usability, szczególnie dla osób przyzwyczajonych do interfejsu i wygody użytkowania (normalnego) Windowsa. Kiedy już mam nadzieję na jakiś przełom okazuje się, że ilość mankamentów jest na tyle duża, że w konsekwencji zniechęcam się do migracji. Pod "serwerowym" Linuksem czuję się jak ryba w wodzie i nie wyobrażam sobie bez niego życia, ale korzystanie z PC-ta na Linuksie przy współpracy z istniejącymi interfejsami graficznymi to nadal dla mnie wizja odległa. 

linux

Komentarze