Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Anatomia Jabłka - spojrzenie pierwsze.



Zanim rzucimy się w przepastne głębie systemu operacyjnego komputera Mac, trochę o sprzęcie.

Wrażenia estetyczne mamy już za sobą. Wszystko gra i buczy.

Gra rzeczywiście. W obudowę wmontowane są całkiem niezłe jak na tego typu sprzęt głośniczki. Meloman zatka uszy, dla niewymagających w zupełności jednak wystarczą. Dźwięk oczywiście przenoszenie ma nie najwyższych lotów, ale czego wymagać po głośniczkach wbudowanych w monitor? Dziwi tylko fakt iż są one umiejscowione w dolnej części obudowy i skierowane w dół.
Apple niestety nie postarał się o żaden systemowy korektor muzyczny, ale taką funkcję posiada chociażby iTunes.

r   e   k   l   a   m   a

Buczy czyli hałasuje. I tutaj pierwszy zgrzyt. Komputer co prawda jest bardzo cichy, słychać tylko minimalne buczenie wiatraków i to tylko wtedy gdy dłużej już pracuje i nagrzewa się. Jest na tyle cichy że z powodzeniem można usypiać przy nim dziecko, a nawet siebie samego ;). Co więc z tym buczeniem? Otóż pierwszym zgrzytem o którym wspomniałem jest praca dysku twardego (w tym przypadku 1TB). Dysk sprawiał od samego początku wrażenie nieco zamulającego pracę komputera. Niestety słychać jego trajkotanie, a że umiejscowiony jest nie gdzieś pod biurkiem tylko tuż przy naszych uszach, czasem to drażni. Podobno HDD (7200 r.p.m. SATA) stanowi najmniej wydajny z elementów tego sprzętu. Komputer zawiesił mi się kilka razy w ciągu pierwszych dni. Razy czy dwa musiałem go nawet restartować z palca. Więc albo ja posiadam wadliwy model, albo między bajki należy wsadzić mit o jego wybitnej stabilności i niezawodności. Później dowiedziałem się iż system natywnie uruchamia się w trybie 32 bitowym i przy pomocy drobnej aplikacji można przestawić jego pracę na 64 bity. Faktycznie pomogło, całość przyśpieszyła co nie zmienia faktu że dysk wciąż czasami przymula.
W porównaniu z PCtem o nieco tylko gorszych parametrach którego używam w pracy, mój iMac 27” wypada blado. Mam wrażenie że blaszak z Windowsem 7 na pokładzie działa wydajniej i płynniej.

Kolejną rzeczą która mnie rozczarowała jest wyświetlacz. Czy od komputera za 7 tysi, a co za tym idzie, monitora za no powiedzmy ok. 3 tysiące nie powinniśmy wymagać niemal doskonałości? Wyświetlacz 27” o czym już wspominałem, jest ogromny. Niby najnowsza technologia LED, IPS o maksymalnej rozdzielczości 2560x1440. Nadaje się doskonale np. do oglądania filmów w formacie 16:9. Posiada jednak pewną bardzo nieatrakcyjną cechę, a mianowicie nierównomierne podświetlenie matrycy (przypadłość wszystkich ledów?). Wygląda to tak jak by w jego rogach paliły się małe lampki dające bladą poświatę (najlepiej widać to na ciemnych elementach). Bardzo nieprzyjemny zgrzyt i podobno powszechny w nowej linii iMacków.
Z kolei zupełnie nie przeszkadza to czego się najbardziej bałem, czyli szklana (glossy) tafla ekranu. Podświetlenie całości jest na tyle silne że nie zauważam żadnej uciążliwości z tym związanej. Co prawda za dnia coś tam się w nim odbija, ale zupełnie przestajesz zwracać na to uwagę. Rzecz jasna (ciemna?), im mniej światła w pomieszczeniu tym lepiej.

Klawiatura, mimo iż robi wrażenie, do najwygodniejszych nie należy. Dla niektórych będzie za mała dla innych podstawową jej wadą będzie brak klawiszy numerycznych z prawej strony oraz klawiszy środkowych. Jeżeli na co dzień masz do czynienia jednak z laptopem, to szybko się przyzwyczaisz do takiego układu. Będziesz jej używał nader często, gdyż skrótami klawiaturowymi OS X stoi. Dla mnie, rasowego klikacza na początku było to bardzo uciążliwe. Lewa ręka jak każdy wie służy do podpierania brody, prawa do klikania myszką. Otóż nie. Największy ból sprawiało brak klawiszy delete, end, home. Szybko jednak je znalazłem pod klawiszem funkcyjnym z lewej strony (fn). O rozkoszach łamania palców napiszę przy którymś z kolejnych postów.

Mysz. Magiczna. Kosmiczna. Ergonomiczna. Biała i piękna (bez podtekstów). O niej już sporo napisano. Jej pojawienie się miało zwiastować nowy rozdział w dziejach klikania-w-co-się-da. Pierwsze wrażenie - jest trochę ciężka, no ale to wina baterii na których działa. Trzeba się przyzwyczaić do jej ciężaru. Jest trochę za niska przez co np. nie można oprzeć na niej dłoni. Nie posiada rolki scrolującej. Jak wiadomo cała jej powierzchnia (a właściwie górna jej część) jest dotykowa. Niezły bajer który może być plusem jak i minusem. Plusem gdyż pod tą mysz można skonfigurować różne tzw. gesty - np. kliknięcie dwoma palcami otwiera dokument, kliknięcie trzema zamyka go, przesunięcie dwoma w lewo cofa czynność itp. Minusem, gdyż jeżeli jesteś przyzwyczajony do ciągłego trzymania dłoni na myszy, w każdej chwili możesz coś niechcący ‚potraktować myszą’. Kwestia zmiany nawyków i przyzwyczajeń, ale jak to mówią starzy górale, nie do takich rzeczy się człowiek przyzwyczajał. Znakomicie nadaje się do podstawowych czynności, ciężko się jednak na niej pracuje w programach typu Photoshop lub InDesign (w tym ostatnim całkowicie wyłączam do pracy scrolowanie). Jeżeli więc głównie na komputerze surfujesz w necie, oglądasz i słuchasz multimediów lub używasz komunikatorów to MagicMouse spełni twoje oczekiwania. Jeżeli jednak zamierzasz zajmować się czynnościami bardziej twórczymi, dobrze ci radzę, zainwestuj w (...tik-taki ;) inszego gryzonia. Jej urok sprawia że wciąż jej używam, jej ułomność potrafi jednak doprowadzić niekiedy do szewskiej pasji. Słynne ‚gesty’ to też jednak trochę przereklamowana rzecz jest. Do dzisiaj używam chyba zaledwie dwóch, i to tylko czasami, gdyż wciąż zapominam że je mam skonfigurowane. Apple i tu się nie postarało gdyż sterownik myszy aż prosi się o zaawansowane opcje konfiguracyjne. Z pomocą przychodzą jednak programy takie jak BetterTouchTool oraz MagicPrefs.

Co jeszcze? Apple wszelkie możliwe porty umieściło z tyłu obudowy. Wygląda to estetycznie ale jest bardzo nie wygodne. Za każdym razem kiedy chcesz podłączyć coś pod port USB, lub pod gniazdo słuchawek musisz ‚wymacać’ z tyłu odpowiedni otwór a następnie (nie potrzebnie rysując obudowę) podłączyć to co trzeba. Bardzo głupie rozwiązanie, czyżby tutaj geniuszom od designu Apple zabrakło wyobraźni? Aż prosi się ażeby niektóre gniazda interfejsów (np. audio) umieścić z boku obudowy.
Czego zabrakło? Od ostatniej aktualizacji komputerów Apple trwają dyskusje dlaczego najnowsze iMacki nie posiadają chociażby złącza HDMI lub nagrywarek Blue-Ray. Co do Blue-Ray to sam osobiście nie jestem przekonany, zresztą Apple stawia na oglądanie rzeczy z sieci więc tego formatu nie będą wspierać. HDMI rzeczywiście by się jednak przydało. No ale... co ty tam rzeczesz Stefan? Stefan rzecze że nie lubi HDMI, twierdzi że HDMI jest be! No cóż, gdy podłączam swojego laptopa HP do monitora LED 40” jestem innego zdania. Notabene, najnowszy Apple TV już złącze HDMI posiada, co świadczy tylko o tym iż towarzystwo z Cuppertino nie jest już w awangardzie najnowszych technologii i coraz częściej spóźniają się z nowinkami.

Jeżeli więc idzie o nabyty prze ze mnie sprzęt Apple, to krótko mówiąc jestem (trochę) rozczarowany. Jak już wspominałem stosunek jakości do ceny wydaje się być mooocno nieproporcjonalny. Taki sprzęt, z taką wydajnością, powinien kosztować ok 4000 zł. Wtedy z czystym sumieniem mógł bym powiedzieć że wydałem pieniądze adekwatne do jego osiągów. Teraz niestety mogę jedynie gdybać czy wiedząc to co teraz wiem, ponownie zdecydował bym się na taki zakup. iMacka 27” kupiłem głównie pod kontem pracy z grafiką oraz DTP, i tu zawiodłem się sromotnie, gdyż ani monitor, ani peryferia (ani software, ale o tym innym razem) nie ułatwiają tego typu działań. Zabawne, ale paru Mac userów próbowało mi tłumaczyć że do takich prac to się kupuje Macka Pro + wypasiony monitor. Dziwne, bo o połowę tańszy PCet nadaje się doskonale do takich przedsięwzięć.

Prawdopodobnie jestem świadomą ofiarą mitu. Mitu za który w takiej samej mierze odpowiada producent, co niezliczona rzesza wiernych believers (jak to niegdyś Stefan określał swoich fanów) idealizujących produkty Apple ponad miarę. Mit ten każe wierzyć że sprzęt z Cupertino jak szara maść ukoi, uleczy i uczyni na zawsze szczęśliwym. Niestety tak nie jest. Mac to tylko komputer, ładny, atrakcyjny, pewnie w wielu przypadkach też i wybitnie wydajny. Jednak tylko komputer, który jak każdy komputer posiada swoje wady, czasami się psuje, nawala, zawiesza i zużywa.

Tak więc skoro już jestem ‚switcherem’ to będę tego sprzętu używał ile wlezie. Będę go odkrywał opisując szczerze to co mnie w nim boli i co mnie w nim cieszy, gdyż są też w nim rzeczy naprawdę fajne, a nawet genialne. Na przykład...

Ale o tym następnym razem.
 

Komentarze