Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Anatomia Jabłka - wersja optymistyczna.


Gdyby ktoś zadał mi teraz pytanie czy żałuję kupna iMacka, doprawdy nie wiedział bym co powiedzieć. Czuję się trochę tak jak w tym kawale gdy twoja teściowa leci w przepaść twoim nowiutkim mercedesem (żeby nie było, mam naprawdę fajną teściową ;). Więc jak to mówią jeżeli nie możesz czegoś określić, podaj jego przeciwieństwo a wtedy będziesz wiedział w czym rzecz. Więc najprościej: czy gdybym teraz pozbył się Macka, czy by mi go brakowało? Albo już przeszedłem na ciemną stronę, albo moje rozdwojenie jaźni się wciąż pogłębia, bo myślę że tak.

Hmmm, pomyślmy, na moim biurku stoi kawał naprawdę fajnego (?) sprzętu który robi wrażenie. Mit któremu uległem łechta moją próżność, nie tylko poczucie estetyki. Ale wiecie co ten sprzęt naprawdę posiada swoje plusy.

Stefan wmówił nam że Apple to nowy świat, nowa rzeczywistość, nowy wymiar, coś jak przybysze z Matplanety (ktoś jeszcze pamięta?). iCoś w tym jest! iMac to w gruncie rzeczy taki 27” (lub 21”) laptop. Jednak trochę a nawet trochę bardziej niż trochę za ciężki żeby go z sobą nosić do pracy lub na uczelnię. Choć swoją drogą wiele bym dał żeby móc zobaczyć delikwenta dźwigającego ze sobą na plecach taki (bądź co bądź ciężki) sprzęt przez pół miasta ;). Jest zintegrowany niczym komputer przenośny. Masz głośniki, kamerkę internetową, mikrofon, klawiaturę i mysz, które mimo pewnych ułomności są bardzo zgrabne i pasują do całości. Wszystko skonfigurowane tak żebyś do normalnego funkcjonowania nie potrzebował już nic dokupywać i dokładać. Idealnie nie jest of course. Gdy jednak zapragniesz nagle zatargać komputer do salonu, ubikacji, na strych lub do sąsiada to odłączasz go od gniazdka, wsadzasz klawiaturę do tylnej kieszeni, mysz do przedniej, komputer pod pachę i po sprawie. Przestawiałem go kilkadziesiąt razy w ostatnich miesiącach i ani razu nie kląłem tak jak przy PCcie.

r   e   k   l   a   m   a

Wyłączanie komputera. Błacha rzecz, jednak świetnie tu rozwiązana. Właściwie działa jak w laptopie, a mianowicie nie musisz komputera wyłączać w ogóle a jedynie wprowadzać w stan uśpienia. Za pomocą kombinacji klawiszy (alt+cmd+eject) lub konfiguracji wyłącznika z tyłu komputera. Uruchomienie systemu tym sposobem to zaledwie sekunda! Rewelka. Wstajesz rano myjesz zęby, pijąc kawę w parę sekund sprawdzasz pogodę i inne informacje istotne żeby zdrowo dojechać do pracy. Wciskasz alt+cmd+eject i lecisz dalej, ach zaraz, zapomniałeś sprawdzić jeszcze coś tam ważnego, klikasz myszą, sprawdzasz i już cię nie ma, komputer sam się uśpi. Wcześniej musiałem czekać aż PCet się uruchomi i zawsze taka czynność trwała do kilkunastu minut (uruchamiał się rzecz jasna krócej). Po jakimś czasie takiego użytkowania komputer zaczyna jednak przymulać. HDD ciągle musi zrzucać pamięć wirtualną i coraz bardziej mieli. Lepiej więc gdy nie ma potrzeby zostawiania kompa w czuwaniu, dać mu czasem odpocząć. W końcu komputer to też czł..., oh sorry, zapędziłem się, ale lepiej czasem wyłączyć ;).

Aaaa, CD-ROM jeszcze jest! Ufff, dobrze że Stefan nie zapomniał, trzeba go za to pochwalić. Schowany tak że niemal go nie widać. Właściwie używam go prawie wyłącznie do archiwizacji. Sprzęt radził sobie bez przeszkód z każdym nośnikiem jakim go częstowałem. Podoba mi się też sprzętowa funkcja eject która polega na dłuższym przytrzymaniu takiego właśnie przycisku na klawiaturze. W ogóle, że jeszcze nadmienię - klawiaturą obsługujesz połowę rzeczy w tym komputerze. Podgłaśniasz, ściszasz, włączasz, wyłączasz, szmery bajery normalnie.

Był bym zapomniał, jest jeszcze prawdziwy skok technologiczny w postaci gniazda na karty SD. Nie wiem po co? Może go (Stefcia) babcia prosiła? Mogli w to miejsce dać HDMI albo otwieracz do butelek, lepiej by się przysłużył ;)_. No ale jak to mówią darowanemu koniu się w tyłek..., to znaczy w gniazdo, nie zagląda... czy jakoś tak mówią.

No dobrze. Właściwie wszystko inne to już prawie wyłącznie kwestia systemu i oprogramowania. Nawet najlepszy sprzęt przecież musi równie dobrze radzić sobie z softwarem. Tu można łatwo polec lub zwyciężyć. No i tu iMac nałapie sporo punktów, a później równie szybko je straci. Więc od następnego postu zajmiemy się zgłębianiem Mac OS X’a w wersji śnieżnej. Oj będzie się działo.
 

Komentarze