Assassin's Creed Odyssey — jak zakochać się w serii na nowo

W ubiegłym tygodniu opublikowałem zwięzły opis wszystkich głównych części gier o asasynach. Początkowo, taka historia w pigułce, miała być początkiem poniższej recenzji, jednak zanim się zorientowałem - połowa tekstu była "wprowadzeniem". :-) Zdaję sobie sprawę, że znajdujemy się na portalu bardziej ogólnym, a nie stricte growym, także uznałem, że z tego krótkiego przybliżenia serii skorzysta choć garstka osób. Teraz napieram dalej z tematem - chciałbym przedstawić Wam mój odbiór najlepszej odsłony serii Assassin's Creed do tej pory. Z góry właśnie zaznaczam grubą czcionką jaki będzie wydźwięk tej recenzji. Nie będę owijał - to jest nie tylko najlepszy asasyn, ale jedna z najlepszych gier w jakie grałem w życiu.


Nie będzie to typowa recenzja. Chciałbym najpierw przedstawić zapowiedzi i obietnice twórców, a później dopiero przejść do mojej prywatnej oceny. Jak wiadomo - często malowanie gry przed premierą, kompletnie mija się z jej finalną wersją.

Szumne zapowiedzi

Odyseja - chyba wszystkim znany epos grecki przypisywany Homerowi. Opowiada o dłużącym się powrocie króla Odyseusza do domu, po zakończeniu wojny trojańskiej. Obecnie, używając słowa "odyseja" jako przenośni, mamy na myśli "długą, obfitującą w przeróżne przygody wędrówkę, tułaczkę" (SJP.pl). Twórcy nowej odsłony Assassin's Creed zaznaczali właśnie, że nowa odsłona ma być swoistą odyseją dla każdego gracza. Dodatkowo, unikalną i niepowtarzalną (o tym dalej). Tak więc podtytuł nie odnosi się tylko do czasów przedstawionych, ale także do potocznego znaczenia tego słowa. Poza nowym podtytułem, Ubisoft właściwie na start zbombardował informacjami na temat gry. Dowiedzieliśmy się nie tylko podstaw, tj. ramy czasowe, nawiązania do historycznych wydarzeń, ale nawet i szczegóły dotyczące mechanik gry, które świadczą o tym tytule. A więc - po ptolemejskim Egipcie w poprzedniej odsłonie, tym razem cofamy się o ładne 400 lat wstecz, do II wojny peloponeskiej, która miała miejsce w latach 431-404 p.n.e. W związku z trwającą wojną, Ubisoft chętnie wykorzystuje ten fakt, i da naszemu bohaterowi możliwość uczestniczenia w tej wojnie.

A skoro o naszym bohaterze mowa - kim będziemy grać? Tutaj mamy pierwszą bombę. Pierwszy raz w historii serii dostajemy wybór. Mamy postać męską oraz żeńską - Aleksios lub Kasandra. Jest to wybór nieodwracalny. Jednak niezależnie kogo wybierzemy, historia naszej postaci będzie taka sama, jak i zestaw umiejętności czy przedmiotów do użytkowania. Różnica sprowadza się właśnie tylko do płci. Nasz bohater jest spartańskim najemnikiem. Kwestia rodziny była bardzo mocno podkreślana, ponieważ legendarny król Sparty - Leonidas - to ojciec naszej matki, a więc i nasz dziadek. Jakby tego było mało, przez całą grę dzierżymy ułamaną włócznię Leonidasa, która okazuje się być Fragmentem Edenu.

"Full-blown RPG" - takimi słowami opisał jeden z twórców czym ten tytuł ma być. Zapamiętałem to dobrze, ponieważ ciężko było mi w to uwierzyć, co się pod tym kryje. Zapowiedziane zostały nie byle jakie nowości i usprawnienia. Bez wahania można powiedzieć, że część z nich to rewolucja na taką skalę, jaką ta seria jeszcze nie widziała. Największa z nich - wybory moralne prowadzące do różnych konsekwencji w świecie gry, a ostatecznie - różnych zakończeń. Dalej mamy prowadzenie dialogów. Wypytywanie o szczegóły zadań, głębsze poznawanie napotkanych postaci, czy nawet...romansowanie! Już te elementy mocno zmieniają i ubogacą rozgrywkę względem poprzedniczki. A to nie koniec! W Odyssey zostanie zaprezentowany nowy tryb gry, tzw. eksploracyjny. Koniec z wiecznymi znacznikami. Cele mają być opisywane, i sami mamy znaleźć dokładną lokalizację obiektu naszego zadania. Reszta to już raczej mechaniki mniej lub bardziej znane z Assassin's Creed Origins - rynsztunek podzielony na typowe elementy, tj. zbroja, hełm, buty, rękawice (oczywiście wpływające na statystyki i możliwości postaci), rozwinięty crafting i ulepszanie ekwipunku, większa różnorodność i wolność w rozwoju naszej postaci, a w tym dodanie umiejętności aktywnych (szał na pierwszych zwiastunach gry zrobił "spartański kopniak", znany z filmu "300" ;-) ). Z tą odsłoną wskrzeszone zostaną bitwy morskie na otwartym morzu. Wielu graczy tęskniło za tą mechaniką, która była jedną z mocniejszych punktów czwartej odsłony Assassin's Creed.

Wniosek z zapowiedzi był prosty - zapowiadał się hit. Mimo że gra wyglądała jak kopia poprzedniczki, to jednak lista zmian i nowości była długa. Na ustach wszystkich było ciągłe nazywanie tej gry RPG, a nie przygodową grą akcji, jak do tej pory. Seria niemal od samego początku posiadała pewne elementy gry role-play (np. otwarte lokacje, poboczne zadania, proste zarządzanie ekwipunkiem i wyglądem postaci) , jednak też brak wielu cech na starcie ją dyskwalifikowało. Powyżej opisane zmiany (które też nie są wszystkimi) miały to diametralnie zmienić. Można odważnie powiedzieć, że Wiedźmin 3, jako król wielu rankingów w gatunku RPG, mógł czuć się zagrożony.

Mój czas oczekiwania

Na Assassin's Creed Odyssey zacierałem ręce jak na żadną grę kiedykolwiek wcześniej. Gdybym miał patyk między dłońmi, pewnie rozpaliłbym ognisko. ;-) I to mimo tego, że w podobnym czasie wychodzi masa kapitalnych tytułów, jak choćby Red Dead Redemption 2, Battlefield V, Forza Horizon 4, bądź jak co roku nowa odsłona FIFY. Mógłbym długo tak wymieniać, bo naprawdę druga połowa tego roku to kopalnia świetnych gier. Ale jednak - Assassin's Creed Odyssey wywoływał u mnie największe emocje. Cóż, i stało się. Złożyłem zamówienie przedpremierowe, i to na Złotą edycję. Zaznaczę, że to mój drugi przedpremierowy zakup w życiu. Zaufałem niemal bezgranicznie. Istotny był fakt, że posiadacze złota mogli zacząć grę 3 dni przed oficjalną premierą. Kuszące były też dwie serie epizodycznych dodatków (Fate of the Atlantis oraz Legacy of the First Blade), które mają znacząco wydłużyć rozgrywkę i żywotność gry (w 2019 roku nie dostaniemy nowej odsłony serii!). Szalę jednak przechyliło dołączenie do przepustki sezonowej zremasterowanych Assassin's Creed III oraz Assassin's Creed Liberation, co Ubisoft wyjął z rękawa dopiero ok. 2 tygodnie przed premierą. Chętnie zagram w obie części - pierwszą z nich skończyłem tylko raz tuż po wydaniu, zaś drugą ledwie tknąłem, gdy została wydana na PC (pierwotnie była odsłoną ekskluzywną dla konsoli PS Vita). Pozostało teraz tylko czekać do premiery.

Podzielę się z Wami teraz moją małą historią, która na pewno wpłynęła na mój odbiór tej gry. Jak wspomniałem, dla posiadaczy Złotej edycji gra była dostępna dokładnie od godziny 00:01 we wtorek 2 października. Już przez weekend knułem plan, aby choć z godzinkę pograć w nocy z poniedziałku na wtorek: "Trudno, nie wyśpię się w pełni do pracy. Na pewno będzie warto!" - myślałem sobie. Tak się złożyło, że już przed weekendem ładne kilka dni chorowałem. Miałem strasznie uporczywy kaszel. W piątek już w pracy mnie wyganiali do lekarza (w końcu tyle razy powtarzają - najpierw leczyć się domowo, a nie przychodzić z pierwszym lepszym kaszelkiem). Nie miałem gorączki, żadnych innych objawów. Jednak zdecydowałem się wybrać w poniedziałek. Diagnoza - zapalenie oskrzeli. Antybiotyk, cały tydzień z L4, nie wychodzić z domu. Wiecie jaka była moja pierwsza myśl? Cały tydzień ze starożytną Grecją! Narzeczona zaczęła się śmiać i gratulowała "wygranej na loterii". ;-) Banan na twarzy miałem gigantyczny, jednak gdzieś z tyłu głowy czaiła mi się myśl, o zderzeniu z wielkim rozczarowaniem...

Weryfikacja obiecanek

Zacznę w ten sposób - przez 6 dni mojego "urlopu" - od wtorku do niedzieli - spędziłem ponad 50h w grze, według licznika uPlay. Obliczyłem, że wyszło mi średnio po 8,5h w grze na dzień. Nie pamiętam, kiedy ostatnio tyle czasu spędziłem przy jakiejkolwiek grze! Na pewno nie uznam choć cząstki tego czasu za zmarnowany. Cały czas z ogromną fascynacją wykonywałem zadania, oglądałem cut-scenki (praktycznie nigdy ich nie przewijałem), napadałem, ratowałem, zabijałem, wojowałem, i też jeden z głównych punktów - zwiedzałem świat. Grecja jest kolosalna. W momencie pisania tego tekstu mam 68h w grze i ukończone wszystkie główne wątki fabularne, a nadal znajdę całe regiony, których nawet nie odkryłem! Nie wspominając o ilości pobocznych zadań (o tym później). No dobra, ale rozmiar rozmiarem - do tego świata chce się wracać! Chce się go odkrywać, zwiedzać, sprawdzać co się kryje pod znakami zapytania.

Chciałbym wrócić do samego początku tego tekstu - dlaczego najpierw te suche wiadomości znane przed premierą, a dopiero teraz moja opinia? Wszystkie zapowiedzi Ubisoftu pokrywają się co do joty z faktyczną grą! Mamy role-pleja z krwi i kości. Dostaliśmy fajne i interesujące dialogi, które chce się prowadzić. Mamy, wspomniany akapit wcześniej, piękny i wielki świat, w którym do wypełnienia czekają na nas aż trzy główne linie fabularne. Skoro o fabule mowa. Na początku gry motywem przewodnim jest chęć znalezienia rodziny - matki, ojca i brata (domyślacie się kogo?). Szybko okaże się, że sprawa nie jest taka prosta i będziemy zmuszeni rozprawić się z greckim odpowiednikiem Templariuszy - Czcicielami Kosmosa. Jakby tego mało, trzecia, i najbardziej tajemnicza ścieżka naszej Odysei (aby za mocno nie spoilerować) - zaniesie nas np. do Atlantydy (i stąd też nazwa jednego z przyszłych dodatków). Tak, tej zaginionej i podwodnej Atlantydy. ;-)

Poza zadaniami głównej fabuły, mamy także zadania poboczne, podzielone jakby na dwie grupy. Na mapce są oznaczone złotym wykrzyknikiem, podobnym do zadań głównych. Mają własne wyreżyserowane cut-scenki, często są wielowątkowe (jedno zadanie prowadzi do następnego), a przede wszystkim, mają jakąś głębiej zarysowaną fabułę. Myślę, że takie zadania zamkną się w dziesiątkach. Na każdym regionie/wyspie jest ich po kilka, a takich wysp bądź regionów na głównym półwyspie mamy dokładnie 37. Mimo moich +60h w grze, nadal czeka na mnie wiele takich złotych wykrzykników. Mamy też mniejsze zadania-zlecenia, które są chyba w jakiś sposób generowane bądź po prostu dostępne co jakiś czas z konkretnej (dużej) puli. Możemy je dostać właśnie losowo na od zwykłych przechodniów, bądź z tablic informacyjnych rozsianych w miastach. Jedna z takich tablic jest też na naszym statku. Są to małe i proste zadanka, typowe zapchaj dziury, np. "Zniszcz obóz bandytów" bądź "Zabij jakieś zwierzę". Robimy to, idziemy do zleceniodawcy, i dostajemy nieco doświadczenia z drachmami (grecka waluta). Koniec zadanka. Typowa robota najemnika. ;-)

Chciałbym wiele jeszcze napisać o tej grze, jednak przerażająca wielkość tego tekstu każe mi jak najszybciej kończyć. ;-) Nie chcę zanudzić. Natomiast muszę jeszcze wspomnieć dwa słowa o otoczce - grafika i dźwięk. A raczej - muzyka. Assassin's Creed od drugiej części ma swój nieoficjalny motyw przewodni, znany jako "Ezio's Family" (zapraszam do odsłuchu tutaj). W kilku częściach ten motyw zaginął, a jak się pojawiał, to raczej tylko na napisach końcowych czy nawet jako Bonus Track do płyty z całym udźwiękowieniem. Bardzo się cieszę, że pojawił się ten utwór zarówno w poprzednim Origins, jak i obecnym Odyssey, w odpowiednim stylu do danej części. Nowa odsłona ma tak samo świetny soundtrack jak niemal każda gra serii I mała ciekawostka - Ubisoft właściwie wymyślił antyczne szanty dla podróży statkiem. Utwory żeglarskie w Assassin's Creed IV dostały sporo pochwał, także twórcy najwyraźniej chcieli to kontynuować. Jednak w zapiskach historycznych nie ma żadnych utworów. Tak więc twórcy...wymyślili je. :-)

Oprawa graficzna...myślę, że powyższe obrazki dołączone do tekstu bronią się same. :-) Wykonane przeze mnie, w większości w trybie fotograficznym gry. Ta świetna grafika nie jest wcale okupiona wielkimi wymaganiami. Na moim sprzęcie - Ryzen 5 1600 podkręcony do 3,8 GHz, 2x8GB DDR4 oraz RX580 8GB, gra chodzi w stabilnych 45 klatkach (taki ustawiłem limit) z niemal wszystkimi ustawieniami na Ultra, poza wolumetrycznymi chmurami (Wysokie) oraz wygładzaniem krawędzi ustawionym na Adaptacyjne (nigdy nie zauważyłem, żeby wyłączyło mi całkowicie wygładzanie). Piękna gra światła i cienia - podczas burz, wschodów czy zachodów słońca, w jaskiniach - po prostu bajka. Jakość modeli postaci także stoi na bardzo wysokim poziomie. Wydawać by się mogło, że w tak kolosalnym świecie dojdzie do "ataku klonów". W kwestii postaci to akurat nieuniknione (patch 1.01 nawet wprowadził większą różnorodność fryzur dla przechodniów). Jednak tą malutką ujmę nadrabia sam świat. Unikalność wszelkich zabudowań w miastach jest niesamowita. Nawet aspekty przyrodnicze są bardzo różnorodne. Przemierzając mapę wzdłuż i wszerz ciężko mieć wrażenie, że "już w takim miejscu byłem".

Prosty wniosek

Tytuł podsumuję w taki sposób - jest to pierwsza gra, w którą dalej gram, mimo ukończenia i "zmaksowania" statystyk. Drachm mam pełne kieszenie, ekwipunek najlepszy z możliwych, oraz najwyższy poziom postaci. Mimo to, chętnie odpalam grę i robię poboczne zadania w celu poznawania nowych historii, czy choćby dla fantastycznych mechanik z walką, zwiedzaniem, pływaniem statkiem i odhaczaniem kolejnych znaków zapytania z nowymi fortami, obozami, jaskiniami i ruinami. Z niecierpliwością czekam na nadchodzące dodatki, Fate of the Atlantis oraz Legacy of the First Blade. Do tego, w dniu pisania recenzji, został opublikowany patch w wersji 1.06 przynoszący pierwsze darmowe zadanie z serii Zapomniane Greckie Mity, które będą dostępne dla wszystkich wersji gry. Akurat to dotyczy przedstawienia teatralnego o Leonidasie i jego 300 Spartan.

Ciężko byłoby mi wystawić liczbową ocenę. Pod względem radości z gry, przywiązania do ekranu, czystej wartości rozgrywkowej - murowane 10/10. Boli mnie troszkę potraktowanie po macoszemu wojny peloponeskiej, która ma spory potencjał (może dojdzie rozwinięcie w jakimś dodatku?). Naprawdę ciężko szukać mi wad w tej grze. Z pewnością jest to świetny tytuł, do którego nie trzeba też podejść ze znajomością innych części. Ubisoft wyraźnie chce odpokutować winy za przeciętność w środkowych częściach serii, i daje możliwość pokochania Assassin's Creeda na nowo. Ja zdecydowanie zostałem uwiedziony i rozkochałem tą część jak żadną grę wcześniej.