Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Mobilne przeżycia Chomika — cz. 3

Pierwszą część historii znajdziecie tutaj, a drugą w tym miejscu.

Samsung sprzedany. Android pożegnany. Powrót pod skrzydła Apple rozpoczęty. Naprawdę chciałem w końcu mieć urządzenie, któremu będę mógł w 100% zaufać. W każdej chwili i w każdej sytuacji. Musiałem znów spróbować iPhone'a. To w końcu telefon, od którego zdecydowana większość konkurentów coś podkradała i nieco się wzorowała, a jego użytkownicy po prostu szczęśliwie użytkowali. Do pieniędzy z SGS4 nie musiałem wiele dopłacać do iPhone 5S. Niestety w najmniejszej wersji z 16GB pamięci, jednak to i tak dwukrotnie więcej niż miałem w poprzednim urządzeniu Apple. Stwierdziłem, że powinno wystarczyć. Znalazłem krótko używany egzemplarz kilkadziesiąt kilometrów od mojego miejsca zamieszkania. IMEI sprawdziłem na stronie Apple - bez blokady iCloud, z ważną jeszcze gwarancją producenta. Pojechałem, przejrzałem, wziąłem.

reklama
UWAGA! Od tego momentu będzie bardzo dużo pochwał dla Apple i podziwiania ich urządzeń. Jeżeli jesteś na to uczulony - natychmiast przestań czytać! ;)

Początek ekstazy

Długo się zastanawiałem jak zacząć ten akapit. Nie chcę aż tak bardzo...wyrzucać z siebie kolorowej tęczy. ;) Jednak iPhone 5S po prostu zrobił cudowne wrażenie. Magnifico! Leciutki jak piórko, przyjemne w dotyku aluminium, drobne elementy szkła na dolnej i górnej części plecków. Z przodu od razu wpadł mi w oko subtelny, ale wyraźny złoty okrąg na przycisku Home. Poza tym, ciągle ten sam estetyczny front. Przyciski mają miły i wyraźny skok, a sam Home też zdecydowanie innej jakości niż ten co w iPhone 4. Zakochałem się. Po raz drugi.

Mimo to, powinienem zachować chłodną głowę. Przypomnę główne bolączki jakie miałem z iPhone 4:

  1. Za mały ekran.
  2. Unikalny kabel do ładowania.
  3. iTunes...ahh ten iTunes.
  4. Brak transferu plików przez Bluetooth.
  5. Za mało wbudowanej pamięci - brak możliwości rozszerzenia.

Ad.1 Na punkt pierwszy odpowiedziałem już właściwie w poprzednim akapicie. Z czasem użytkowania telefonu to się nie zmieniło. Te 4 cale naprawdę były wystarczające. Wszystko widziałem w miarę wyraźnie, QWERTY wygodnie się używało w trybie wertykalnym, aplikacje także mieściły wszystkie potrzebne informacje. Nic dziwnego, że ludzie pragnęli powrotu do tego designu i wielkości po premierze "szóstek". 

Ad.2 Kabel do ładowania (i transferu danych) - tak, to jeden z głównych argumentów antyfanów Apple. Port Lightning jednak to zupełnie inna bajka niż stare 30-pinowe złącze. Po pierwsze - ten port zawsze wkłada się odpowiednią stroną. ;) A po drugie - jest malutki. Co za tym idzie, przejściówki z microUSB na Lightning są niewiele większe niż paznokieć. I właśnie taką przejściówkę cały czas nosiłem w portfelu, a ten zawsze mam w kieszeni. Problem rozwiązany. 

Ad.3 iTunes - z tym ciężko walczyć. Ten problem ciągle istnieje, jednak nie jest tak odczuwalny. Sam iTunes też zrobił się stabilniejszy (albo zasługa lepszego PC). Z czasów "czwórki" irytowało mnie to mocno, ponieważ ciągle miałem potrzebę wgrywania nowej muzyki. W tym wypadku, dzięki 16GB pamięci, spora część mojej muzyki zmieściła się na raz do telefonu. Nie musiałem bez przerwy żonglować tym co miałem na komputerze bądź płytach, a tym co mogłem zmieścić na telefonie. Niedługo później pojawił się Apple Music, którego używam do dziś. Od tego momentu, muzyki ze stałych nośników już właściwie nie słucham. 

Ad.4 Brak transferu plików przez Bluetooth to także problem przeszłości. Rozwiązany przez Internet. Kiedy ostatnio wysyłaliście pliki przez Bluetooth? W tej chwili szybciej coś wyślę mailem bądź przez Messenger. Problem z głowy.

Ad.5 Za mało wbudowanej pamięci - Internet znów na ratunek. W sumie to technologia chmury. Dzięki iPhone'owi 5S nauczyłem się tego używać. Wszelkie dokumenty, zdjęcia, filmiki - wszystko zacząłem trzymać na iCloud. Nawet muzykę. To kapitalna funkcja - zaimportowana biblioteka do iTunes, z włączoną opcją przechowywania jej na iCloud, pojawia się w formie streamingu na dowolnym urządzeniu Apple. Tak więc pamięć iPhone'a właściwie służyła tylko dla samych aplikacji i zdjęć robionych na bieżąco. Czasem zdarzało się, że musiałem odinstalować jakieś naprawdę dawno nieużywane aplikacje czy gry, żeby zrobić miejsce dla nowych, ale nie było to tak uciążliwe.

Nie ma róży bez kolców?

Niestety, nie ma. Jednak jak róża piękna i większa niż pięść, to się nie patrzy na te kolce. ;) Tak więc oczywiście pojawiły się mniejsze bądź ciut większe problemy i niedogodności z tym cudeńkiem. Przede wszystkim - uciekająca bateria. iPhone na pewno nie był maratończykiem (i nadal nie jest). Każde bardziej intensywne używanie go kończyło się szybkim spadkiem energii. Podczas przeciętnego dnia wytrzymywał całą dobę, jednak wiadomo, że zdarzają się różne sytuacje. Czasem też potrafił się odczuwalnie nagrzać, np. podczas nawigacji w samochodzie albo w ciepłe letnie dni w kieszeni. Przez aluminiowe plecki tym bardziej było to odczuwalne.

Touch ID - nie zawsze działał jak powinien. Zdarzały się sytuacje, że musiałem nawet 3 razy przyłożyć palec zanim go odczytał. Z reguły działało to w porządku, ale jednak były sytuacje, gdzie szybko chciałem coś zrobić, a jak na złość, czytnik łapał jakieś przywieszki.

Ekran. ;) Tak, pisałem wyżej, że jest ok. Ale właśnie - tylko ok. Czasami siedząc w autobusie musiałem opierać ręce o klatkę piersiową, aby mieć telefon bliżej oczu, bo nie mogłem wygodnie czytać jakiegoś artykułu z kolan. To już jest taki minus troszkę na siłę wepchnięty, aby potwierdzić prawdziwość przysłowia z nagłówka. Nawet nie tyle minus, co subiektywna opinia. Często do takich sytuacji nie dochodziło, i przy normalnym użytkowaniu jednak ekran był ok, więc dlatego nie zwracałem na to aż tak mocno uwagi.

I to właściwie tyle. Bardzo mocno łapię się za głowę i dokładnie obejrzałem już swój sufit, żeby przypomnieć sobie jakieś inne denerwujące cechy i złe chwile z tym urządzeniem. Cóż, musiało tak być. Zacząłem rozumieć ten emejzing Apple. Pojąłem, skąd się biorą Ci "wyznawcy". To urządzenie czarowało mnie do samego końca. Pamiętam, że nawet po kilku miesiącach znajdywałem jakieś nowe przydatne funkcje. A co najważniejsze - on naprawdę nie łapał żadnej czkawki. Zdarzały się jakieś problemy z konkretnymi aplikacjami i czasami np. aplikacja Facebooka przymulała, to normalne i nie ma w tym winy producenta. Sam iOS spisywał się co najmniej na piątkę.

Wierzę w Apple

Mijały miesiące, pojawił się iPhone 6S z iOS 9. Patrzyłem z zazdrością na nowe funkcje tego telefonu, tj. szybszy Touch ID, Force Touch czy lepszy aparat, jednak i tak dalej doceniałem mój 3 letni model. Nie zawodził mnie, nie poddawał się. Było na tyle dobrze...że zacząłem wierzyć w Apple. Chciałem bliżej poznać tą firmę jak i jego głównego wizjonera. Kupiłem książkę Droga Steve'a Jobsa - bardzo dobra lektura, pokazująca jak zmieniał się ten człowiek pod wpływem wieku i wielkości jego firm. 

Na wiosnę 2016 roku postanowiłem rozszerzyć swój ekosystem Apple. To był czas, gdy byłem w samym środku studiów i przydałoby się coś, na częste szybkie notatki bądź do zabijania nudy podczas godzinnych okienek między zajęciami (lub na niezbyt ciekawych wykładach ;) ). Tablet sprawdziłby się idealnie. Oczywiście mając iPhone'a wybór był prosty. Kupiłem iPada Air 2

O tym urządzeniu nie będę się rozpisywał za długo - to jednak bardziej historia związana z telefonami, ale muszę o nim wspomnieć, ze względu na świetną współpracę i dopełnienie iPhone'a. Pamiętam, jaki szok przeżyłem, gdy iPad pierwszy raz zadzwonił. Tak, zadzwonił. Jeżeli iPad i iPhone są podłączone do tej samej sieci WiFi bądź poprzez Bluetooth, połączenia przychodzące z iPhone'a można odebrać na iPadzie. To samo z połączeniami wychodzącymi - bez problemu można dzwonić z iPada. I pisać SMS'y. Świetna funkcja i bardzo często jej używałem. Poza tym, wszystko co miałem na telefonie - aplikacje (nawet część ich ustawień), muzyka, historia przeglądarki, kontakty, notatki, po prostu niemal wszystko - było także na tablecie. Nie musiałem tego konfigurować, nigdzie ustawiać. Konto Apple podłączone na dwóch urządzeniach - wszystko działa automatycznie. Emejzing!

Muszę też koniecznie poświęcić jeden akapit na moje doświadczenia z gwarancją Apple. Tuż przed wygaśnięciem gwarancji na 5S akurat się popsuł. Dokładnie - padł czujnik zbliżeniowy, przez co ekran nie gasił się po przyłożeniu do ucha podczas rozmowy. Usterka wystąpiła dosłownie tuż przed końcem - dat dokładnych nie chcę szukać, ale to było być może parę dni przed. W ostatni dzień gwarancji poszedłem do mojego punktu iDream, aby zareklamować urządzenie. Miły Pan przy ladzie powiedział mi, że nie powinni przyjąć takiego urządzenia, bo oni odeślą je do właściwego serwisu dnia następnego, więc de facto dopiero wtedy zostanie naliczony dzień oddania do naprawy. Pan jednak spojrzał na mnie z politowaniem, zadzwonił do centrali serwisu i jednak pozwolili mu przyjąć. Uśmiechnąłem się szeroko. :) Ledwie po tygodniu dostałem wiadomość SMS, że moje urządzenie czeka na odbiór w punkcie iDream. Okazało się, że dostałem "nowy" egzemplarz. Mimo, że mój miał małe stuknięcia i przetarcia na obudowie, dostałem idealne urządzenie. Przez zepsuty czujnik! Mój szacunek do Apple wzrósł niesamowicie. Do tego oczywiście na to "nowe" urządzenie, dostałem dodatkowe pół roku gwarancji.

This...is...SEVEN!

Jak we wcześniejszym wpisie oszacowałem, iPhone 5S kupiłem na przełomie wiosny i lata 2015 roku. iPad Air 2 jakoś niecały rok później. Ten czas był na pewno najbardziej beztroskim w moim smartfonowym życiu. Przyszedł wrzesień 2016 roku i coroczny keynote Apple z prezentacją nowego iPhone'a 7. Obejrzałem, i jakoś nie poczułem tak wielkiego zachwytu, jak Ci ludzie na widowni tej prezentacji. 

Los chyba tak chciał, że może tydzień później zadzwonił do mnie konsultant operatora, z ofertą przedłużenia umowy. Wielce zdziwiony wysłuchałem go, jednak tą jego ofertę to sobie....drugim uchem puściłem. Ale rzeczywiście - umowę można było przedłużyć jeszcze miesiące przed końcem. Nie wahając się zacząłem szukać i obmyślać misterny plan. Oczywiście, 5S był dobry, ale czemu miałbym nie wziąć czegoś nowszego? Przede wszystkim z większym ekranem, takiego np. 6S? Z magicznym Force Touch, lepszym TouchID...brzmiało jak urządzenie-ideał. Jednak ceny 6S były niemal jak premierowe, a wielkimi krokami zbliżała się premiera 'siódemki'. Musiałem się uzbroić w cierpliwość - oferty z iPhone'ami miały zostać zaktualizowane na dniach.

Mój obecny 5S ciągle trzymał wysoką cenę, jak to iPhone. Dodatkowo, przecież był "niemal nowy". :) Policzyłem, że za około 1000 zł mógłbym go puścić, a więc i tyle przeznaczyć jako wpłatę własną przy podpisywaniu umowy na nowe urządzenie. Tak też zrobiłem. I co? Wziąłem iPhone'a 7. 

Rata za samo urządzenie miesięcznie 100 zł + wpłata początkowa jakoś 150-200 zł większa niż za 6S (po aktualizacji cen). Wybór żaden. Niby różnice między 7 a 6S są właśnie subtelne, jednak sam fakt, że jest to urządzenie nowsze - wystarczyło. Ładne kilka dni po premierze musiałem poczekać na swój egzemplarz, wiadomo, duży popyt, a podaż dla Polski przeciętna.

W końcu przyszedł. Specjalnie urwałem się szybciej z pracy, żeby tylko dostać do swoich rąk to cacko. Dotarłem do domu, usiadłem, ceremonialnie zacząłem rozpakowywać. Urządzenie piękne jak i chyba każde inne Apple. Wszystko to, co zrobiło na mnie wrażenie w przypadku 5S - tu zostało spotęgowane. Ekran, TouchID, ten cholernie satysfakcjonujący przycisk Home, płynność działania...brak mini-jack. ;) To był moment, gdzie używałem bezprzewodowych słuchawek Creative SB Jam, tak więc brak tego gniazda mi w niczym nie przeszkadzał.

Moje beztroskie życie zostało przedłużone. Z dumą używałem tego urządzenia. Te mini-wady, które miałem z 5S, tu po prostu nie występowały. Ten telefon po całym moim przeciętnym dniu użytkowania miał nawet 60% baterii. Za cholerę się nie grzał. Ekran był idealny, i mimo że samo urządzenie nieco za duże do obsługi jedną ręką, to funkcja reachability (podwójne tapnięcie w Home) idealnie to rekompensowała. 

I ten aparat....jej...aparat jest naprawdę świetny. Nie mam co tu się za wiele rozpisywać, jednak przeznaczam na to oddzielny akapit, żeby to wyraźnie zaznaczyć. Bawiłem się w amatora-fotografa, i co mi wpadło ładnego w oczy, to wyciągałem telefon i w chwilę robiłem zdjęcia. Drzewka, chmurki, krzaczki, budynki, kwiatki. Wszystko pięknie. Po pewnym czasie, założyłem profil na portalu Eyeem, gdzie publikowałem swoje dzieła. Jak ktoś ich ciekaw, zapraszam tutaj.

Jeszcze jedna bardzo ważna kwestia - wodoodporność. Nie byłem głupi i na pewno nie chciałem jej sprawdzać. Doczytałem, że Apple nie uznałoby na gwarancję telefonu po zalaniu. Troszkę to...niefajne. Tak bardzo chwalili się tym ficzerem, a tu jednak nie uznają. W Dzień Bożego Narodzenia 2016 roku chcąc nie chcąc - został przetestowany. W rodzinnym świątecznym zgiełku przypadkowo wylałem na niego cały kubek kawy. Calutki. Prosto na telefon. Odruchowo go złapałem i poszedłem przepłukać pod kran w umywalce. Dopiero gdy puściłem wodę, zdałem sobie sprawę co robię. Cóż - ponad 3000 zł ot tak poszłoby w cholerę. Zalania nie naprawi się wymianą ekranu czy głośniczka, jeżeli woda wpadnie do środka. Jednak nie musiałem się tym przejmować. :) Wytarłem do sucha - wszystko działa. Dźwięk ze wszystkich głośniczków głośny i wyraźny jak wcześniej. Ekran działa bez problemu, nigdzie nie widać wody pod szkłem. Gniazdo Lightning - działa bez problemu. No byłem w szoku. Mały spoiler alert - do dziś telefon działa bez najmniejszego problemu.

Dalej wierzę w Apple...chyba?

Długie miesiące dalej używałem tego telefonu. Szczęśliwy, bez zmartwień, bez nawet planów na jakąkolwiek wymianę. Przyszedł kolejny wrzesień i kolejny keynote. Nowy iPhone mnie interesował tylko z tego względu, że to urządzenie Apple. Jednak...tym razem się naprawdę zawiodłem. iPhone 7 to była po prostu bezpieczna opcja. Dalej ten sam design, udoskonalony. To samo wnętrze. Jednak iPhone 8? Kompletna zapchajdziura. iPhone X? Pierwszy raz w historii, to Apple goni rynek, a nie rynek Apple. Bezramkowce to już nic nowego. A te wycięcia? Po co to i na co to komu? Więcej problemu niż pożytku, i dla użytkowników, i tym bardziej dla developerów.

To co mnie bardziej interesowało, jako zadowolonego użytkownika 'siódemki', to nowy iOS. Okazało się, że nic wielkiego, mało nowości. Ot, kilka nowych ikonek, zmieniony wygląd AppStore, drobne zmiany w menu Ustawień czy troszkę przebudowane aplikacje systemowe tj. Kalendarz, Dialer bądź Kalkulator. Bezpieczny rozwój tego co znamy i lubimy. Jednak....czy aby na pewno?

Troszkę poczułem ten smrodek Androida. To znaczy - moich czasów z Androidem. Pierwsze co zauważyłem, to że bateria dostała po tyłku. Na pewno zaczęła trzymać krócej. Następnie, zauważyłem subtelne ale jednak wyraźne przycinki animacji. Nawet podczas prostego przechodzenia między pulpitami, przy wyjściu z folderu do ekranu głównego, czy innych podobnych operacjach. Każdy na pewno też słyszał o wpadce z kalkulatorem. Trochę nieistotne, ale jednak swoją cegiełkę dołożyło do mojej niepewności. Gwoździem okazało się, jak ładne parę razy cały interfejs się po prostu przeładował. Wszystko zniknęło, i na nowo się pojawiło (na ekranie głównym). No co to ma być, Apple?!

Zostaje ostatnie urządzenie, które pewnie będzie małym szokiem, po moich tęczowych wylewach powyżej. ;) Wymieniłem iPhone 7 na coś innego...i chyba wiadomego z jakim systemem? Ale o tym, w następnym, i na pewno ostatnim wpisie. Tam będą też moje wnioski i moje dalsze plany na "mobilne życie". Pozdrawiam i komentujcie! Chętnie wysłucham Waszych historii i spostrzeżeń na temat mojej. Miłego dnia!  

sprzęt urządzenia mobilne inne
reklama
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze