Recenzja Awei T11 — bardzo tanie słuchawki Bluetooth prosto z Chin

Lubię czasem zrobić jakieś znikąd zakupy na AliExpress. Rzadko to robię, ale czasem się zdarza. A to jakiś wyciskacz pasty do zębów, jakieś duperele do pracy typu figurki z blaszki aluminiowej lub wszystko co ma w nazwie "fidget". Jakoś ponad miesiąc temu pomyślałem o słuchawkach Bluetooth. Była jakaś fajna promocja na bodaj Panasoniki w pewnym sklepie - z bodaj 199 zł na 129 zl. Całkiem przyzwoicie. Jakieś z takich typowych "dla sportowców" - z krótkim kabelkiem od jednej słuchawki do drugiej. A pomyślałem: "Znajdę jakąś taniochę w chińczyku, a co!".

Długo nie musiałem szukać - Awei T11. Jedne z najtańszych jakie można znaleźć. Poczytałem nieco opinii w paru sklepach, w tym na Amazonie, gdzieś znalazłem tez jakąś recenzję anglojęzyczną - wszędzie całkiem pozytywne wrażenia. To znaczy..."in that price range". ;) Raz kozie śmierć. Nie zbiednieje! Kosztowały mnie nieco ponad 11 dolarów amerykańskich. Czekałem na przesyłkę prawie 3 tygodnie, co jest całkiem dobrym czasem jak na zamówienia z Chin. Co do mnie dotarło?

Opakowanie niezbyt eleganckie, no ale nie można oczekiwać fajerwerków. W końcu najważniejsze, jest to co wewnątrz. A więc:

  • słuchawki Awei T11
  • dwie pary dodatkowych gumek (małe oraz duże, średnie domyślnie na słuchawkach)
  • dodatkowe zaczepy na ucho
  • klips do ubrania i ściągacz
  • kabel USB
  • instrukcja obsługi

Zestaw całkiem standardowy, gdzie podobny dostaniemy w słuchawkach za 200 zł. Dołączony kabelek USB zrobił na mnie całkiem pozytywne wrażenie. Nie wygląda na kompletnie tandetny. Nie robi na pewno gorszego wrażenia, niż to co LG dorzuciło do mojego telefonu, Q6. Mógłby być jednak chociaż ciut dłuższy. Gumki są wykonane z przeciętnej jakości sylikonu. Podobne można spotkać w niemal każdych marketowych słuchawkach, bądź takich jak dołączane do telefonów. To w sumie zaleta, bo też łatwo można znaleźć zamienniki, jeżeli te z jakiegoś powodu nie będą nam pasowały, bądź po prostu się zniszczą. Miłymi dodatkami jest ściągacz do założenia na kable, oraz klips do ubrania, który w moim przypadku, jest bardzo często eksploatowany. Są to w końcu słuchawki dla sportowców, także jak najbardziej pożądany jest taki dodatek.

Słuchawki prezentują się całkiem solidnie. Końce kabli przy pilocie są nieco wzmocnione, i tak samo od strony samych słuchawek. Sam kabelek jest popularną płaską taśmą i sprawia dobre wrażenie. Pilot jest prostą zaokrągloną bryłą wykonaną z taniego plastiku, co czuć pod palcami. Jednak póki co spełnia swoją rolę dobrze. Świeci dwoma diodami LED - niebieską bądź czerwoną, w zależności od trybu i potrzeb. Przyciski "+" i "-", służące za zmianę głośności lub zmianę piosenki, oraz kółko jako włącznik słuchawek i Pauza/Play, mają wyraźny klik i raczej nie powinny szybko się zniszczyć. Zawsze mnie zadziwia w takich słuchawkach, że cała elektronika mieści się w tym malutkim pilociku. Mamy tam odbiornik Bluetooth, przetwornik cyfrowo-analogowy, i jeszcze gdzieś się mieści bateria o nieznanej mi pojemności. Producent deklaruje, ze na jednym ładowaniu możemy słuchać 3 godziny i jestem w stanie zgodzić się z tym wynikiem, chociaż nie mierzyłem go z zegarkiem w ręku. 

Same słuchawki wykonane są z jakiegoś całkiem twardego metalu, także nie jest to tani plastik jak w przypadku pilota. Dzięki temu można było zaaplikować bardzo prosty i miły dodatek w postaci magnesów. Idąc ulicą i nie słuchając niczego, możemy w bardzo łatwy i przyjemny sposób spiąć słuchawki ze sobą na szyi dzięki temu wbudowanemu magnesowi. Proste, funkcjonalne i bardzo przydatne!

Tyle z wizualnego opisu - czas przejść do właściwych testów. Słuchawki w uchu trzymają się dobrze, aczkolwiek nieco mają małe kopułki i ciężko je dobrze złapać. Używam słuchawek dokanałowych od wielu lat, na co dzień używam zatyczek Etymotic MC5, które mają bardzo długą zatyczkę i wchodzą głęboko do ucha. W przypadku produktu Awei - musiałem sięgnąć po najmniejsze gumki, co jest troszkę martwiące. Myslę, że wiele osób z małymi uszami, lub tym bardziej nie przyzwyczajonymi do słuchawek dokanałowych, może mieć problem z ich aplikacją. Po założeniu przeszedłem przez szybki i bezproblemowy proces parowania ich z telefonem. Czas sprawdzić, jak to gra!

Dark Tranquillity - Time Out of Place

Pierwsza piosenka - delikatna i spokojna. Wyrównana. Reprezentant czegoś po między rockiem a alternatywą, mimo że zespół jest melodic death metalowy. Mamy tu masę elektroniki, sampli, czystych wokali naszpikowanych efektami...do przesłuchania powyżej. :) Na wstępie zaznaczę, że jestem zwolennikiem równego grania. Nie lubię słuchawek zbyt nastawionych na bas, ani też iskrzących na wysokich tonach. Neutralność, z najwyżej delikatnie podkreślonymi skrajnymi pasmami. Jak to gra? Bas wjeżdża na mózg niesamowicie. Dla jednych to będzie wielka zaleta i powód do radości - dla mnie jednak jest go zdecydowanie za dużo. Podczas refrenu nieco ginie cała ta elektroniczna otoczka, a talerze perkusyjne po prostu skrzeczą gdzieś w tle. Jednak gdy przyjdzie moment na zwrotki - pełne skupienie jest na wokalu, który jest zaskakująco czysty i bardzo blisko słuchacza. Grająca w tle gitara jest dobrze wyczuwalna, a bas - bardzo nisko - daje o sobie znać, razem z wybijającą rytm perkusją. 

Sarah Schachner - Assassin's Creed Origins Main Theme

Uwielbiam ten motyw. Jest chyba jednym z moich ulubionych jakie słyszałem w jakiejkolwiek grze. Tak, przebił nawet hymn Rodziny Ezia z Assassin's Creed II. ;-) Cóż - te słuchawki są stworzone do takiej muzyki. Epicko. To najlepsze słowo opisujące jak to brzmi. Słucham i sprawdzam po kolei tak jak idę w tekście, a więc przed tym słuchałem powyższej piosenki Dark Tranquillity. Jak opisałem tam, słuchawki troszkę się jakościowo wykładały tu i tam. W tym przypadku, jednak czegoś takiego się nie dosłuchuję. Dodatkowo, rozpiętość tonalna jest też dużo większa. Przewodnia melodia, która pojawia się co chwila, wyraźnie zajmuje górne pasmo i przelatuje nam po czole od prawej do lewej. W tle cała symfonia nam przewraca w kiszkach, a tu ni stąd ni zowąd w serce strzelą nam bębny. No epicko! Jestem tez bardzo zaskoczony jak duża separacja tego nawału tu występuje, a to przecież tanie dokanałówki! Wielki plus za przedstawienie mi tego kawałka w ten sposób.

Dokken - Heaven Sent

Schodzimy na bardziej masowy rynek - lata '80, hard-rock i heavy metal mają swoje złote lata. Dokken. Jest nieco podobnie jak w kawałku Dark Tranquillity, ale jednak mamy tą fajną separację jak w motywie Assassin's Creeda. Wokal jest wyraźny, czytelny, niczym nie zalany. Gitarki mają swojego pazura, gdzie obawiałem się, że nieco je zbyt przykryje basowy płaszcz. Nic z tych rzeczy. Solówka już w ogóle wbija nam się w płat potyliczny...co nie jest aż tak przyjemne. Nieco skrzypi i przesadza z najwyższymi częstotliwościami. Stopa perkusyjna trzyma sie w ryzach i w momencie uderzeń nie gniecie nam uszu, a po prostu wystukuje rytm bardzo nisko. Ogólnie - jest okej. Chociaż chciałbym nieco więcej średnich ton w gitarce i perkusji.

Ludovico Einaudi - Una Mattina

Pianino. Czyste i piękne. Bez zbędnych dodatków. Motyw z filmu "Nietykalni". Tutaj stało się dokładnie to czego można było się spodziewać - pianino nie brzmi jakby ktoś je delikatnie muskał po klawiszach, a naparzał w nie młotem i do tego puścił przez kilkanaście poduszek. Nie jest krystaliczne....czyste...delikatne, jak być powinno. O ile wyższe oktawy jeszcze brzmią całkiem fajnie, z taką duszą. O tyle najniższe, które nadają doniosłości i głębi temu utworowi, giną gdzieś w czeluściach tego basowego płaszczu. 

Nicky Jam - Live It Up feat. Will Smith & Era Istrefi

No i żeby sprawdzić jak to zagra w najbardziej POPularnym gatunku - hymn minionego mundialu, na czele z Willem Smithem. ;-) Kompletnie nie słucham tego typu muzyki, jednak własnie przez oglądanie mundialu, słuchanie radia i wychodzenie z mojej nory do miejsc publicznych - mniej więcej wiem jak to powinno brzmieć. :-P Sam początek mnie bardzo miło zaskoczył. Te pierwsze kilka sekund z trąbkami, elektroniką i damskim wokalem - miód i orzeszki. Jest ładnie, czysto i wszystkie dźwięki są szeroko odseparowane. Kiepsko się zrobiło jak wszedł ten mięsisty elektroniczny bas. Zdecydowanie przykrywa pół piosenki i zostawia trochę za mało miejsca na całą resztę, której jednak jest sporo. Wiem, że znajdą się tacy, którzy będą takim brzmieniem zachwyceni - bas, który przestawia zwoje w mózgu - jednak moim zdaniem - powinien zostać nieco opanowany. Refren wygląda już nieco lepiej, trąbki robią się wyraźniejsze i chórki wybijają się ponad ten puszysty płaszcz, a gdy jeszcze ze swoich wysokim głosem wjedzie Era Istrefi - brzmi przyzwoicie. 

Podsumowanie

Chiński produkt firmy Awei bardzo łatwo mi podsumować - polecam! Najważniejszy jest fakt, że to słuchawki za nieco ponad 40 zł, i to do tego bezprzewodowe! Sprawiają wrażenie solidnie wykonanych i z pewnością lepiej, niż wszystko to, co kupimy za niemal dwukrotną ilość tych pieniędzy przy kasach wielu marketów, bądź co dostajemy "w gratisie" z tańszymi smartfonami. Nie są to też gołe słuchawki, ale z małym zestawem dodatków i akcesoriów. Gdyby w pudełku znalazł się jeszcze jakiś szmaciany woreczek, to sumarycznie wartość akcesoriów mogłaby osiągnąć cenę całości. :-) 

Na koniec...

Chciałbym zaznaczyć, ze to pierwsza recenzja z wielu nadchodzących mojej "słuchawkowej armii". Posiadam inne modele dokanałowe, nauszne, wokółuszne...jakiś czas temu przyszła mi myśl - różny odbiór muzyki na różnych typach słuchawek. Posiadam ich kilka par, a sam nie zadawałem sobie sprawy, jak wiele utworów brzmi inaczej na każdych z nich. Chciałbym zrecenzować je wszystkie osobno, tak jak powyższe Awei, które są najnowszym nabytkiem, a na koniec - podsumować to oddzielnym wpisem. Do następnego! ;-)