Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Epapier, czyli Kindle – mój najlepszy zakup ostatnich lat

Na wstępie pragnę wszystkich przywitać. Jest to mój pierwszy wpis na blogu, który czytam od momentu jego powstania, jednak brak czasu sprawiał, że nie miałem okazji dać tej społeczności czegoś od siebie. Tym wpisem (i być może kolejnymi) chciałbym to zmienić.

Jestem osobą, którą – podejrzewam że podobnie jak wielu czytelników– gdy zobaczy jakiś elektroniczny/komputerowy gadżet, ogarnia nieodparta potrzeba posiadania go. Zwykle wystarczy mi przejść się na jakiś pokaz, aby ocenić czy rzeczywiście go potrzebuję i ewentualnie ostudzić swój zapał.

Gdy pierwszy raz zobaczyłem czytniki oparte na e-papierze od razu zainteresowałem się tą technologią. Nie na tyle, żeby natychmiastowo któryś kupować, ale tak, żeby śledzić nowości w temacie. Za każdym razem gdy pojawiała się myśl „kupić?” odpowiadałem sobie, że „drogie są, a i tak nie mam tyle czasu do czytania, aby wykorzystać ich możliwości, poza tym: kocham zapach tradycyjnej książki (zwłaszcza takiej starszej z biblioteki, przesiąkłej nieraz zapachem alkoholu i papierosów). Z takim nastawieniem obserwowałem rynek.

r   e   k   l   a   m   a

W lipcu tego roku, gdy chciałem odświeżyć sobie Wiedźmina Sapkowskiego (może trochę pod wpływem wszechobecnych reklam nowej odsłony gry), tradycyjnie wybrałem się do biblioteki. Książki nie było. Tak samo jak kilku innych tytułów, które na szybko wymyśliłem, a które mogłyby stanowić zastępstwo. Wróciłem do domu z postanowieniem, że… Zainteresuję się e-czytnikiem. Z racji, że tematem ogólnie byłem zainteresowany od dłuższego czasu, wybór dla mnie był oczywisty: Amazon Kindle 3 (to była ówczesna nazwa urządzenia; teraz jest to Kindle Keyboard). Wybrałem wersję z 3G. Dlaczego? O tym później.

Dostarczenie urządzenia do mnie ze Stanów Zjednoczonych trwało 3 dni! Kindle’a z USA dostałem wcześniej niż okładkę na niego zakupioną na Allegro od polskiego sprzedawcy! Tak zaczęła się moja przygoda, w czasie której – przyznaję się bez bicia – przeczytałem tylko jedną książkę w tradycyjnej papierowej formie.

Co pierwsze rzuca się w oczy: nie jest to najpiękniejsze urządzenie. Wersje bez klawiatury prezentują się, w mojej ocenie, lepiej. Od początku wiedziałem jednak, że klawiaturę chcę.
Nie będę opisywał szczegółów technicznych działania; wolę skupić się na aspekcie praktycznym.
Baza książek na amazon.com nie porywa. Dostępnych w języku polskim jest stosunkowo niewiele tytułów. Można także subskrybować jeden tytuł prasy opiniotwórczej: Politykę. Na Kindlu prezentuje się bardzo dobrze i osobiście mam nadzieję, że w najbliższym czasie większa liczba wydawców zdecyduje się na tę metodę dystrybucji. Sytuację z niewielką liczbą książek ratują nieco coraz bardziej popularne w Polsce eksięgarnie. Chodzą także plotki o uruchomieniu polskiego oddziału Amazonu. Jak to będzie wyglądało w praktyce? Zobaczymy. Na razie książki bardzo wygodnie konwertuje się choćby z formatu pdf za pomocą programu Calibre, który potem może książkę wysłać na Kindle’a.

Tu dochodzimy do sedna: jak się na tym czyta? Do lektury na ekranie, pamiętając chwilowe przygody z ebookami na komputerze oraz tablecie, podchodziłem sceptycznie. Jak już wspomniałem, byłem zwolennikiem tradycyjnych książek. Już nie jestem. Na ekranie Kindla (o przekątnej 6’) czyta się doskonale. Litery są wyraźne, można zwiększyć lub zmniejszyć czcionkę w zależności od preferencji. Mając Kindle’a w ręku zupełnie zapominam o tym, że czytam z elektronicznego urządzenia. Prostota obsługi sprawia, że mogę w 100% skupić się na lekturze. Zarówno w pionowej, jak i poziomej rotacji ekranu, dostęp do przycisków zmiany strony jest wygodny. Wzrok nie męczy się zarówno przy świetle słonecznym jak i przy żarówce. REWELACJA!

Co więcej, odkąd nie muszę nosić dużych książek, które zajmują wiele miejsca, okazało się, że tak naprawdę mam kiedy czytać: w pociągu, w autobusie, między zajęciami itd… Wcześniej nie zawsze mogłem zabrać ze sobą grube tomiszcze, a Kundelek zmieści się wszędzie. Od momentu kupna przeczytałem już około 20 książek. Co więcej, wydaje mi się, że lektura „od deski do deski” na Kindlu trwa nieco krócej niż zwykłej, papierowej wersji.

Kindle posiada także dodatkowe atuty. Wspomniałem, że wybrałem wersję z modemem 3G (posiada także wbudowaną antenę wifi). Dzięki niemu mam darmowy (!) dostęp do Internetu w Polsce oraz.. większości świata. W praktyce mogę swobodnie przeglądać strony internetowe, zarządzać pocztą elektroniczną czy korzystać z map. Nie jest to tak wygodne jak choćby na tablecie (brak kolorowego i dotykowego ekranu, mocno ograniczona w funkcjonalności przeglądarka) jednak w stopniu podstawowym zadania te wypełnia doskonale. Lekturę umilić może muzyka płynąca z wbudowanych głośników (Kindle posiada odtwarzacz mp3).

Powyższa dodatkowa funkcjonalność jest jednak dla mnie wyłącznie wisienką na torcie. Jest to czytnik książek i tę rolę wypełnia na co dzień. Co więcej, robi to doskonale. Dzięki niemu czytam o wiele więcej niż do tej pory.
Nie tęsknię już za zapachem pozycji wypożyczanych z biblioteki. Jeśli lubisz czytać, wydaje mi się, że urządzenie tego typu jest dla Ciebie. Zbliżają się Święta, więc może też dla kogoś innego w ramach prezentu ;) Zdecydowanie polecam. Dziękuję serdecznie za lekturę. Ja… do lektury wracam ;)


 

urządzenia mobilne hobby inne

Komentarze