Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Jak rezygnowałem z internetu w Orange cz.4 (i ostatnia)

No dobrze. Podsumujmy - problemy z Orange były spore, w między czasie po wielu telefonach i mailu, otrzymałem 50% rabat na usługę Orange Freedom oraz odmówiono mi możliwości zerwania umowy. To w takim mega skrócie :) Co było dalej?

Wiedząc już, że sytuacja się raczej nie zmieni (na pewno nie w najbliższym czasie), z całym tym faktem postanowiłem się... pogodzić. Zapewne wielu zada pytania - dlaczego? Dlaczego nie walczyłeś o swoje, nie próbowałeś podjąć jakiś bardziej konkretnych kroków? Odpowiedź jest krótka - brak czasu.

W pewnym momencie dość intensywnie pracowałem, miałem na głowie wiele spraw osobistych i kompletnie na dalszy plan odeszła cała ta sprawa z Orange. Do tego zaakceptowanie 50% rabatu, poniekąd zamykało sprawę - jeśli go przyjąłem, to również liczyłem się z tym, że problemy mogą występować, wydaje się to dość logiczne. Do tego dochodził też fakt, że awarie, podczas których nie miałem dostępu do sieci całe dnie, nagle się skończyły. Przez prawie półtora miesiąca ich nie miałem, toteż nie za bardzo było na co narzekać. No może poza jedną rzeczą...

r   e   k   l   a   m   a

A mianowicie - wolny internet w godzinach popołudniowo-wieczornych. Jest to problem, który występował CIĄGLE - do południa prędkości i pingi absolutnie w normie, natomiast potem... Potem jest 2-3x wolniej. Prędkości 600-700kb/s? Mogę pomarzyć. 150-200kb, w porywach 300kb/s, to absolutny MAX (powtórzę jeszcze raz - dopiero popołudniu). Było to spowodowane dalszymi przeciążeniami, z którymi nie mogła poradzić sobie firma Orange.

No dobrze, ale w jednym z wpisów (bodajże część 2), napisałem o tym, ze otrzymałem pewną wiadomość. Co ciekawe, otrzymałem ją... dzień po opublikowaniu pierwszego wpisu z serii, a o tymże mailu poinformował mnie (i przekazał go) Docent. Nie będę ukrywał, że byłem mocno zaskoczony, zdziwiony, żeby nie powiedzieć - zszokowany. Okazało się, że adresatem tejże wiadomości jest Pan Wojciech Jabczyński, który jest... rzecznikiem prasowym Grupy TP. Zaoferował się sprawdzić całą sytuację i ew. pomóc w rozwiązaniu mojego problemu.

Szok? Tak, też byłem lekko zdziwiony. Jak widać blogi na DP mają o wiele większa popularność, niż to mogło się z początku wydawać. Zresztą nie na darmo w podpisie Docenta można znaleźć ciekawą informacją - 6.3 mln unikatowych użytkowników oraz 37 mln odsłon w miesiącu. Nigdy nie wiesz, kto czyta Twoje wpisy i komentarze :)

W każdym bądź razie - zgodziłem się. Podałem niezbędne informacje i jeszcze tego samego dnia dostałem telefon. Nie od samego pana Jabczyńskiego, a od osoby, która konsultowała się w jego imieniu - pana Marcina Mizery. Pan ten, wyraził mocne zaciekawienie moją sprawą i postanowił sprawdzić, w czym rzecz i w między czasie informować mnie o swoich postępach. No cóż... Uszczęśliwiony faktem, że sprawa z firmą Orange nabrała nieco szerszego rozgłosu (z pewnością dzięki blogowi DP :), oczywiście się na to zgodziłem.

To, o czym warto wspomnieć, to fakt że już wtedy na nowo zacząłem poważniej myśleć o rezygnacji z usług Orange i postanowiłem skonsultować się z UKE (Urząd Komunikacji Elektronicznej). Dlatego też jeszcze przed prowadzeniem bloga poświęconego rezygnacji z Orange Freedom, wystosowałem pismo do UKE, w którym opisałem całą zaistniałą sytuację, zaznaczając że jest to SKARGA (do wyboru jest jeszcze bodajże konsultacja?) i czekałem na jakąkolwiek odpowiedź.

W między czasie ponownie skonsultował się ze mną pan Marcin Mizera, który zbadał całą sprawę i postanowił mnie powiadomić o jej przebiegu. Rzeczywiście wyglądało to tak, jak opisałem wcześniej. Przebudowa sieci ze strony TP (tutaj piszę troszkę z pamięci), powinna trwać ok. 30 dni (może trochę dłużej - dodał pan Mizera), jednak nie powinna drastycznie przekroczyć obowiązującego terminu i za ok. miesiąc czasu, wszystko powinno wrócić do normy. W między czasie, nadal obowiązuje mnie 50% rabatu, jednak potem wszystko powinno być OK.

Oczywiście podziękowałem panu Marcinowi, który swoją droga wydaje się być bardzo fajnym i miłym gościem (podobne zdanie mam o panu Jabczyńskim, z którym wymieniłem kilka maili) i powiedziałem, że czekam na jakieś poprawy.

Jednak po kilku dniach otrzymałem pismo z UKE oraz... telefon z Orange. Pewna pani, poinformowała mnie, że moja rezygnacja z usług firmy Orange została zaakceptowana, BEZ OBOWIĄZUJĄCEJ MNIE KARY W PRZYPADKU ZERWANIA UMOWY i pani może mi odłączyć net nawet... za godzinkę. Heh. No jak widać - da się. Było to ok. godziny 11.00 (wiem, bo akurat w tym okresie czasu się urlopowałem). Nieco zaskoczony odpowiedziałem, że OK, może być i dzisiaj, byleby wszystko było szybko. Minęła godzinka, dwie, blisko już trzy - internet jednak ciągle jest. Telefon do BOKu. Informuję panią konsultantkę o zaistnianiełej sytuacji i czy rzeczywiście ta rezygnacja ma już miejsce. Na początku nic nie widziała “w komputerze”, jednak potem rzeczywiście zauważyła zadanie dotyczące rozłączenia mi netu bez tejże kary. Fajnie, ale net jest, co teraz? Czekać. Pytam, kiedy otrzymam jakieś pismo, które będzie mnie informowało o zakończeniu umowy - w ciągu 14 dni roboczych. Aha, no wszystko fajnie, to ja czekam - do widzenia, miłego dnia itd.

Po jakiejś godzinie (ok. 14), dzwoni do mnie ta sama pani, która informowała mnie o zrezygnowaniu z umowy o godzinie 11.00 (no proszę, jednak UKE jest niesamowicie skuteczne). Pani informuje mnie, że internet może mi zostać rozłączony albo za 2 tygodnie (byłby to jakiś początek listopada), albo już TERAZ (czyli w dniu dzisiejszym, za jakąś godzinkę). I tutaj zrobiłem mały błąd, bo nie wiem, po co na to się decydowałem... ale postanowiłem, że internet zostanie mi rozłączony już dziś). Nie wiem, była to pierwsza myśl, trochę bez zastanowienia, bo potem byłem bez internetu przez blisko 2 tygodnie - to jest do czasu, aż został mi podpięty internet innej firmy. No ale cóż, sam tego chciałem :D Pani również wyraziła zainteresowanie całą sprawą - ponoć jej kolega (prawdopodobnie chodziło o pana Mizerę), konsultował się ze mną w całej sprawie i wtedy byłem gotowy dalej ciągnąć umowę. Moja odpowiedź była dość jasna - nawet jakbym ciągnął tą umowę do czerwca przyszłego roku, to i tak z usług firmy Orange bym potem zrezygnował, gdyż nie jestem zadowolony. Pani powiedziała, że rozumie i to urwało jej argumenty - nie oszukujmy się - 35zł przez ostatnie 7 miesięcy do końca umowy to niecałe 250zł. Firma Orange nie zbiednieje...

Po pewnym czasie otrzymałem pismo od Orange, które potwierdzało zerwanie umowy, bez obowiązującej mnie kary oraz podano datę, kiedy linie TP zostaną zwolnione. I to by było na tyle...

Podsumowując - jakoś się udało. Z jednej strony cieszy mnie zainteresowanie sprawą rzecznika TP, pana Wojciecha Jabczyńskiego oraz pana Marcina Mizery. Ich praca na pewno cieszy mnie, jako klienta. Z drugiej - martwi mnie jednak fakt, że dopiero narobienie jakiegoś szumu, zrobienie czegoś, co na masową skalę, mogłoby w jakiś sposób... źle wpłynąć na wizerunek firmy, że DOPIERO TO sprawiło, że ktoś w Orange postanowił zareagować na większą skalę. Poza tym DOPIERO podjęcie nieco bardziej radykalnych środków, mail do UKE sprawiły, że z usług Orange udało mi się zrezygnować, ponieważ gdyby nie to, prawdopodobnie musiałbym się wolnym internetem nadal użerać.

No i cóż... To już koniec tej serii. Zrobiła się z tego mała telenowela, ale mam nadzieję, że Was aż tak nie zanudziła. Jak widać w moim przypadku udało się osiągnąć satysfakcjonujący mnie wynik. A więc i jeśli Wy macie jakieś problemy - warto próbować. Może i Wam uda się wyjść z całej sytuacji obronną ręką.

Pozdrawiam.

Część 3
Część 2
Część 1


 

Komentarze