Na co nam kolorowe wyświetlacze, czyli przewrót monochromatyczny na przykładzie Google Keep

Strona główna Aktualności
fot. Google
fot. Google

O autorze

Pod koniec lipca, najprawdopodobniej w rezultacie pomyłki, Google podzieliło się ze światem wizją nowych interfejsów swoich aplikacji na Androida. Jasnym stało się wówczas, że język Material Design 2 będzie się starał odrzucać nieco infantylne barwy swojego poprzednika i skupi się na tym, by podawać wszystko dosłownie czarno na białym.

Od kilku makiet do realizacji tej wizji, a w końcu do udostępnienia rezultatów prac użytkownikom, droga jest rzecz jasna daleka. Niemniej mieliśmy już kilka premier odświeżonych interfejsów – taki posiadają nowe Wiadomości Google, a także przebudowane pod kątem kulinarnych eksploracji Mapy Google. Wciąż czekamy, aż nowości zawitają do mobilnego Gmaila i kilku mniejszych, lecz niezwykle ważnych narzędzi.

Jakiś czas temu, najpierw na desktopie, a następnie na kliencie mobilnym, udostępniono nowy wygląd takiego właśnie niewielkiego, lecz diablo ważnego narzędzia. Mowa o Google Keep, czyli udanym, bo nieskomplikowanym notatniku, którego największą zaletą jest zapewne sprawna synchronizacja pomiędzy instancjami na różnych urządzeniach. Czego można spodziewać się po interfejsie tego typu programu? Z całą pewnością wyraźnej separacji notatek, łatwej metody wprowadzania kolejnych jednostek, przejrzystego systemu kategoryzacji i sprawnej wyszukiwarki.

Interfejs Keepa spełniał te warunki. Nieprzypadkowa była także kolorystyka – odcienie koloru żółtego (od intensywnego na pasku głównym po rozmyte écru w tłach) nawiązywały rzecz jasna do karteczek samoprzylepnych, budując w ten sposób naturalną asocjację pomiędzy artykułami biurowymi i wirtualnym środowiskiem pracy. Warto zauważyć, że w większości przypadków to kombinacja czarnego tekstu na żółtym tle jest dla człowieka najłatwiejsza do zapamiętania. Stąd też żółty kolor kartek w zapomnianych już dziś książkach telefonicznych, których nawet potoczna nazwa brzmiała yellow pages.

Wszystko było zatem całkiem spójne, logiczne, intencjonalne i niebrzydkie. I wtedy wszedł on, cały na biało. Material Design na aktualnym etapie rozwoju miał zapewne uczynić wygląd aplikacji na Androida bardziej eleganckimi i biznesowymi, oddalić je od infantylnych błękitów, jakie nagminnie wykorzystywały wcześniejsze iteracje tego języka wzornictwa. Jak prezentuje się Keep po tych zmianach – to widać na zrzutach, które zestawiamy z wersją iOS-ową. Sytuacja nieco lepiej wygląda w przeglądarce, gdyż tam odstępy pomiędzy elementami oraz fonty są zwyczajnie większe.

Google Keep zostało całkowicie wyprane z barw i nie jest to tylko problem natury estetycznej, ale także ergonomicznej. Wstrzymałem się bowiem jakiś czas z publikacją niniejszych wynurzeń w nadziei, że przekonam się do nowego „ładu”. Mimo najszczerszych chęci, nowy interfejs zwyczajnie nie spełnia wymienionych wcześniej funkcji – nadrzędnym problemem jest brak czytelności, zatarcie separatorów pomiędzy kolejnymi notatkami. W dodatku Google dało brzydką plamę w kwestii tłumaczenia aplikacji i w wyszukiwarce zamiast „Szukaj w Google Keep” widnieje niderlandzkie „Zoek in je notities”.

Zmiany w interfejsie jednej z najważniejszych dla mnie aplikacji codziennego użytku trudno ocenić pozytywnie, gdyż monochromatyczna rewolta zdewastowała nie tyle estetykę programu, co ergonomię jego interfejsu, a zatem funkcjonalność. Odczuwalnie więcej zajmuje mi na co dzień odnalezienie żądanej notatki bez użycia wyszukiwarki, co najlepiej podsumowuje wprowadzone zmiany. Miejmy nadzieję, że z pozostałymi aplikacjami, które dopiero przejdą zmiany, Google obejdzie się łagodniej.

Niewykluczone jednak, że w podobnej ocenie jestem osamotniony. Trzeba na przykład przyznać, ze nowe interfejsy spektakularnie prezentują się na ekranach 18:9 z wycięciem – całość wyświetlacza wydaje się stanowić wówczas „powierzchnię użytkową”, choć oczywiście jest to wrażenie spowodowane wykorzystywaniem bieli dla każdego tła. A jak Wy oceniacie te zmiany? Czy Material Design 2 to krok w stronę dojrzałości interfejsów, czy też chybiona próba?

© dobreprogramy