Linux okiem młodego dinozaura #2

Pamiętam zamierzchłe czasy, kiedy z wypiekami na twarzy siedziałem na forum PLD Linux. IMHO była to wspaniała społeczność wyjątkowo życzliwych ludzi. Mimo bycia gówniarzem, czułem się jak wśród swoich. Wielu chętnych do pomocy. Masa rzeczowej dyskusji. Przyjaźń i otwartosć.

Dziś jednak poczułem się jak na forum Ubuntu z okolic 2010 roku. Święte wojny międzysystemowe zawsze wygladają w ten sposób. Prawie każdy, niczym koń, ma klapki na oczach i nie słucha. Każdy swoje musi położyć na wierzch. To, że Linux znajduje się tam, gdzie się znajduje jest wynikiem spisku, ludzkiej głupoty czy niedobrych korporacji.

Zabawne jest to, że linuxa używam od blisko 20 lat, a dane mi było zrozumieć, że jestem fanboyem MS. W małej firmie, którą mam przyjemność zarządzać, 6 z ~20 komputerów stoi na debianie. Paradoksalnie są to POSy służące do sprzedaży i obsługi klienta. Miałem Debiana na serwerze, teraz mam Windows Server 2012. W biurze również przerabiałem Debiana. Blisko całą moją rodzinę, łącznie z przyszłą teściową, zmigrowałem na Manjaro. Sam od 8 lat używam Archa, z czego od 3 lat moim środowiskiem jest wyłącznie i3. Coś tam wiem. Zostało mi zarzucone, że się nie znam, bo już się nie znam. Nie wiem tyle co wtedy, kiedy dla frajdy kompilowałem jądro. Jestem tylko brodatym Geekem chodzących w obciachowych podkoszulkach, który przypadkiem został małym przedsiębiorcom. Nie mam już czasu zabawę jądrami. Nie mam studiów informatycznych, choć planuję od dawna jako mój 3 kierunek. Napisałem licencjat na SWPS a teraz kończę pracę magisterską na Uniwersytecie Ekonomicznym. Oczywistym jest więc, że spora część z was ma niezaprzeczalnie większą wiedzę i umiejętności z zakresu szerokopojętej obsługi komputera. Nic dziwnego, to portal dla pasjonatów. Pewnie większość z was to informatycy, developerzy, administratorzy.

Znamiennym jednak dla mnie jest to, że mimo iż objechałem równo każdy sytem, a napewno miałem taki zamiar, a tylko wojownicy spod znaku pingwina poczuli się urażeni i musieli mi udowodnić jak bardzo się mylę i nie mam racji. Znaleźli się również tacy, którzy udowadniali mi, że Apple produkuje jeszcze gorsze system niż uważam.

Najwięcej uwag jednak było odnośnie tego, jak bardzo nie znam się na biurowej pracy z Linuxem. Odniosę się więc do tego.

Linux w Biurze

Może najpierw trochę statystyki. W Polsce działa 1,91 mln przedsiębiorstw. Mikroprzedsiębiorstwa stanowią 96% całości. Małe 3%. Reszta jest pomijalna. Małe i mikro generują one 50% PKB. Jest w nich zatrudnionych blisko 40% wszystkich pracujących.

Bez znaczenia na rodzaj działalności, większość z tych firma ma do wykonania jakiś rodzaj pracy biurowej. Dla niektórych może być szokiem, ale praca biurowa to nie tylko wygodne korpo w klimatyzowanym pomieszczeniu. Jest to również dziobanie na dusznym małym zapleczu dokumentów magazynowych i/lub sprzedaży i/lub księgowości. Celowo pomijam kwestię MSO bo o to zazwyczaj jest największy ból. Dla każdej z tych prac można znaleźc oprogramowanie natywne o bardzo dobrej jakości. Polski Forcom Market "produkuje" chociażby końcówki POS działajace pod kontrolą Debiana, z których korzysta Biedronka, Rossmann...i ja. Można też znaleźć rozwiązania SaaS. Rozwiązań jest masa, ale zazwyczaj są przeznaczone dla średnich i dużych firm, które nie kupują oprogramowania i systemu, ale gotowe rozwiązania razem ze wsparciem.

Największym problemem nie jest więc brak oprogramowania, jak większość ludzi myśli. Największym problemem jest brak świadomości istnienia takiego oprogramowania i brak wsparcia.

Większość małych firm nie ma żadnego wsparcia technicznego. Często sami są sobie wsparciem, czasem wsparciem są ich dzieci, a w najtrudniejszych przypadkach udają się do najbliższego sklepu komputerowego. Polska to nie tylko Wrocław, Kraków...Warszawa. Całkowicie inaczej wygląda spojrzenie na pracę z komputerem osoby siedzącej w biurowcu, a szefem, czy pracownikiem hurtowni spożywczej w mieście 30k mieszkańców albo i mniejszej

Jak wspomniałem, sam używam Linuxa w małej..a do niedawna średniej firmie. Jestem hobbystą. Geekem. Wiem ile to kosztuje. Wiem ile czasami zdrowia potrafi napsuć ekosystem linuxa. Nie dlatego, że się sypie czy są z nim problemy natury technicznej. Dlatego, że praktycznie każdy pomija jego istnienie. Dlatego, że środowisko w którym porusza się mały przedsiębiorca jest nieoblicznalne, a pewnym jest tylko to, że każda niespodzianka była robiona z myślą o Windowsie. To kontrahent, który nie wie o istnieniu PDFu i wszystko wysła w formatach MSO w wersji, która wyszła wczoraj. To wniosek kredytowy do banku, z kupą makr. To potrzeba podpięcia urządzenia do komputera, które nie ma sterowników...albo nikt nie potrafi ich zainstalować. To jedna na 5 lat problematyczna aktualizacja systemu, z którą nikt w promieniu 50km Ci nie pomoże.

Większość ludzi a więc i potencjalnych przedsiębiorców nie ma świadomości istnienia Linuxa w ogóle. Jeśli ptrzebują oprogramowania, to idą do sklepu i ściągają z półki Subiekta. Jeśli potrzebują komputer, to biorą najtańszy z Mediamarktu. Nawet jeżeli stać ich, albo nie potrafią się w ogóle sami zająć ani sprzętem ani oprogramowaniem, to idę do małego sklepu komputerowego i kupują to, co im wcisnie sprzedawca. Ludzie którzy tam pracują zazwyczaj są jeszcze gorsi, bo często są świadomymi ignorantami. Dla człowieka, który traktuje komputer jako zło konieczne i najmniej lubiane narzędzie pracy, wszystko ma po prostu działać. Jakby chciał bawić się komputerem, został bo informatykiem a nie prowadził hurtownię budowlaną.

Nawet jeżeli mówimy o większych firmach o większej świadomości technologicznej, wszystko rozbija się o wsparcie. Wsparcie dla Linuxa jest problematyczne i drogie. Kiedyś mój ojciec dał się namówić na bazę danych postawioną na Debianie. Przy tej okazji pozdrawiam Sente z Wrocławia. W razie awari, których przez 10 lat było ledwie kilka, jedyne wsparcie jakie można było znaleźć było w oddalonym o 100km mieście. W przypadku desktopu jest jeszcze gorzej, bo zdecydowanie mniej korzyści finansowych, a problem pozostaje ten sam. Jeśli Ci wysiądzie dla przykłądu karta sieciowa, albo masz awarię dysku, jesteś zdany sam na siebie. Nie pójdziesz do najbliższego serwisu, bo nikt Ci nie pomoże. Oni mają problem z obsługą Windowsa a co dopiero Linuxa.

Dlatego uważam, że długo linux nie będzie miał sensu na desktopie. Każdy przeciętny użytkownik potrzebuje prędzej czy później pomocy ze sprzętem albo oprogramowaniem, a ta pomoc z nikąd nie nadchodzi. Nikt się zna. Dużo osób przytacza stwierdzenie, że jak w Biedronce się da ogarnąć linuxa, to w małej firmie również. Paradoksalnie działa to całkowicie odwrotnie. Duże firmy kupują gotowe rozwiązania wraz z bandą jajogłowych geeków, którzy pilnują by wszystko działało jak należy. Jak coś nie działa, to problem ma firma zarządzajaca, nie inwestor. Takie rozwiązania IMHO o wiele lepiej się tworzy w oparciu o Linuxa i dlatego można je w dużych firmach czasem spotkać.

Nie sztuką jest, znając się choć odrobinę, stworzyć użyteczne stanowisko pracy na linuxie. Niereztropnym jest sugerowanie, że każdy z Linuxem jest w stanie sobie poradzić na dłuższą metę, nie mając chęci ani zapewnionego wsparcia. Chociażby dlatego, że pierwszym proponowanym rozwiazaniem z jakim się spotka w najbliższym "serwisie", będzie zmiana systemu na "normalny".