iPhone'y 12 składali wyzyskiwani stażyści. Winnym jest ponoć błąd w papierach

Strona główna Aktualności
Pracownicy Pegatron na odprawie w kwietniu 2016 r., fot. Materiały prasowe
Pracownicy Pegatron na odprawie w kwietniu 2016 r., fot. Materiały prasowe

O autorze

12-godzinny dzień pracy, katorżnicze normy pracy sięgające 1 tys. egzemplarzy na godzinę i zatrudnianie stażystów wbrew obowiązującym regulacjom. W takiej atmosferze jeszcze do października powstawały nowe iPhone'y – wynika ze śledztwa dziennikarskiego Financial Times. Winę za taki stan rzeczy ma ponosić... błąd w papierach.

Osią zamieszania stała się firma Pegatron, drugi największy po Foxconnie dostawca Apple'a, a konkretniej jej placówki w Szanghaju i Kunshan. Nawiasem, jest to podmiot dość osobliwy, gdyż formalnie prowadzi działalność na Tajwanie, ale wszystkie fabryki ma w ChRL.

O rażących naruszeniach kadry kierowniczej zaczęto mówić już na przełomie sierpnia i września br., gdy rozeszło się wideo przedstawiające zachowanie dwójki menedżerów. Ci, wyraźnie poirytowani, rozrzucali dokumenty, zmuszając podwładnych do ich podnoszenia i ponownego układania. Moment kulminacyjny przypadł jednak na październik. Wtedy też w tajemniczych okolicznościach zginął jeden z załogantów kampusu w Kunshan, a jego rodzina rozpoczęła protesty.

Pegatron wykorzystywał stażystów

Jak ustalili reporterzy śledczy FT, Pegatron regularnie wykorzystywał studentów, działając najprawdopodobniej w zmowie z lokalnymi placówkami edukacyjnymi. Co kluczowe, fabryka przyznaje się do tych zarzutów, choć zrzuca je na barki pojedynczych dyrektorów. Według oficjalnych informacji, co najmniej jednego już zwolniono. Ale do rzeczy.

Mimo iż chińskie prawo zakazuje studentom odbywania praktyk na taśmach produkcyjnych, stażyści byli przysyłani do firmy pod pretekstem innych zajęć, ale docelowo i tak wysyłani do maszyn. Traktowano ich przy tym w nieludzki sposób.

– Byliśmy zmuszani do pracy w godzinach nadliczbowych, nawet po 12 godz. dziennie – żali się ekspracownik Pegatronu, cytowany przez źródło. – Mieliśmy tylko przerwę na lunch, chyba że nie wyrobiono rygorystycznej normy produkcyjnej, sięgającej od 600 do 1000 iPhone'ów na godzinę, to wówczas pracowaliśmy bez wytchnienia – dodaje inny poszkodowany. W reportażu czytamy też o agresywnych przełożonych i całonocnych zmianach.

Jednocześnie panowała swoista zmowa milczenia. Menedżerowie uczulali, aby nie rozmawiać z mediami, a skargi kierowane do władz miejskich lub akademickich ignorowano. FT podejrzewa, że proceder miał skalę dalece wykraczającą poza mury fabryk, ale akurat w tej kwestii dowody są jedynie poszlakowe i mogą też, jak zauważano, wynikać z ignorancji.

Ponoć zawiniły błędy formalne

Co jednak w tej sytuacji najbardziej zaskakujące, to sposób, w jaki Pegatron odnosi się do zarzutów. Producent przyznaje, że dochodziło do nadużyć, ale w jego mniemaniu są one przede wszystkim wynikiem błędów w prowadzeniu dokumentacji. Według przedstawionej wersji, studenci znaleźli się na liniach produkcyjnych omyłkowo. W efekcie pracę stracił dyrektor programu stażowego, który miał nie dopełnić swoich obowiązków.

Z dniem 23 października Pegatron wydał też studentom nakaz zaprzestania pracy i skierował ich do innej fabryki elektroniki w Chuzhou. Apple tymczasem obiecuje, że będzie baczniej przyglądać się fabryce i nie złoży w niej żadnych nowych zamówień do czasu aż kontrowersje zostaną wyjaśnione, a winni wskazani palcem i ostatecznie ukarani.

© dobreprogramy
s