Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

iSlice, czyli tuning dla Jabłka

Od grubo ponad półtora roku jestem szczęśliwym (w moim odczuciu) posiadaczem MacBooka Air 13. Już na starcie pozwolę sobie nie podejmować tematu czy mogłem kupić taki komputer tańszy/lepszy/mocniejszy – była to moja świadoma decyzja i biorąc pod uwagę pierwsze słowa tego wpisu myślę że jakiekolwiek dyskusje i próby zmiany mojego nastroju i nastawienia do posiadanego sprzętu są raczej skazane na przegraną ;)

Zaletą MBA są bez wątpienia jego wymiary a także czas na baterii jednak jak to bywa w takich wypadkach „coś za coś”. W moim wypadku tym „cosiem” jest kwestia dysku twardego. Z powodów finansowych zdecydowałem się na wersję z dyskiem 120GB – dofinansowanie jakie otrzymałem na rozpoczęcie działalności gospodarczej pozwalało na zakup komputera do kwoty 3500zł a że w tym samym czasie oczekiwaliśmy z żoną pojawienia się na świecie naszej córeczki (Antosiu! Tata jest na dobreprogramy.pl!) to nie chciałem dopłacać więcej niż 500zł z własnej kieszeni. Dysk nie był dla mnie problemem przez te miesiące, jednakże wraz z pojawieniem się pociechy w domu znacznie zaczęła się rozrastać biblioteka zdjęć i myśląc perspektywicznie zacząłem się zastanawiać jak zwiększyć jego pojemność, jednocześnie nie musząc za każdym razem taszczyć ze sobą dysku przenośnego.

Pierwszym rozwiązaniem na jakie wpadłem było urządzenie o nazwie JetDrive – czyli de facto karta SD w mniejszym rozmiarze nadająca się do zapakowania na stałe do czytnika i robiąca za rozszerzenie pamięci w formie dodatkowego dysku. Rozwiązanie genialne w swej prostocie (spotkałem się z czymś takim po raz pierwszy i autentycznie zrobiło to na mnie wrażenie), jednak przelicznik ceny za 1GB miejsca był miażdżąco nieprzyjemny. No nic – uznałem że póki co i tak korzystam z chmury i jakieś rozwiązanie na stacjonarne trzymanie danych też wymyślę…

r   e   k   l   a   m   a

Drążąc dalej temat trafiłem na informację o adapterach do kart microSD działających na takiej samej zasadzie jak wspomniany przeze mnie JetDrive, niestety ceny kart również do niskich nie należą (jeżeli mówimy o większych pojemnościach a dla mnie zdrowym minimum było 64GB i w taką postanowiłem się docelowo zaopatrzyć). 2 miesiące temu przeglądając oferty elektroniki na pewnym portalu z ogłoszeniami należącym do pewnego portalu aukcyjnego trafiłem na ogłoszenie pewnej sympatycznej pani która otrzymała na urodziny kartę microSD firmy Samsung o pojemności 128GB. Z racji braku potrzeby posiadania takiego sprzętu, a jednocześnie niewątpliwego zapotrzebowania na gotówkę z racji posiadania trójki dzieci postanowiła ją sprzedać w atrakcyjnej cenie 80zł. Z racji iż pani Marta (serdecznie pozdrawiam!) mieszka tak jak ja w Bydgoszczy to szybki telefon i ustalenie godziny i miejsca spotkania sprawiły, że stałem się szczęśliwym posiadaczem fabrycznie zapakowanej karty jeszcze tego samego dnia. Nie pozostało mi nic innego jak podjąć decyzję odnośnie zakupu adaptera do posiadanej już karty. Okazało się że na rynku znajduje się troch tego typu rozwiązań w niewysokich cenach które to należy sprowadzić… hmm… importem azjatyckim ;) jednak nie byłem przekonany jak wypadnie kwestia jakości takiego sprzętu, a i nie ukrywam że strona wizualna była dla mnie ważna (no nie po to mam Apla ze świecącym jabłkiem na obudowie żeby wpakować w niego wystający chiński, plastikowy adapter przecież! :P ). Dalsze drążenie tematu naprowadziło mnie na dwa rozwiązania – jedno pochodzenia europejskiego o nazwie Nifty Mini Drive, ale zanim dokonałem zakupu strona producenta zaczęła pokazywać informację że mają inwentaryzację która ciągnie się już drugi miesiąc i pewnie się nie zakończy, w dodatku do wyciągania adaptera potrzebny był specjalny „haczyk” co nie jako dokładało konieczność posiadania go ze sobą na wypadek gdyby czytnik SD był potrzebny w innym celu… Dalsze poszukiwania zaprowadziły mnie do urządzenia o nazwie iSlice dostępnego wyłącznie za pomocą… azjatyckiego importu ;) tutaj jednak istniała zewnętrzna strona producenta, a także zestaw recenzji urządzenia na wielu stronach z innych kontynentów co niejako podniosło moje przekonanie co do wysokiej jakości produktu i jego działa. Nauczony doświadczeniem odnośnie Nifty nie czekałem i po napisaniu listu do Świętego Mikołaja złożyłem zamówienie. Paczka dotarła do mnie w 2,5 tygodnia i po szybkim teście działania wróciła do Mikołajowego worka z prezentami oczekując Wigilii…

Wigilia jak już wszyscy zapewne odczuli po niedopinających się spodniach minęła więc po krótkim wstępie mogę przejść do recenzji samego urządzenia.

Wersja otrzymana przeze mnie (Dziękuję Mikołaju! Zawsze o tym marzyłem!) to model dopasowany do posiadanego przeze mnie MBA 13. Dzięki czemu umieszczona w czytniku SD idealnie zrównuje się z obudową i jest praktycznie niewidoczna. Zewnętrzna część, będąca jednocześnie uchwytem („zahaczkiem” dla paznokcia-brak konieczności posiadania haczyka jak w Nifty) jest wykonana z anodyzowanego aluminium o takim samym kolorze jak laptop co jeszcze bardziej maskuje fakt istnienia samego adaptera. Właśnie ten element aluminiowy wyróżnia iSlice na tle plastikowych „chinioli” pociągniętych tylko srebrną i zapewne szybko ścierającą się farbą, i o ile nie jest pewnie warte aż 18$ jeżeli idzie o koszty produkcyjne o tyle efekt końcowy wygląda tak dobrze i satysfakcjonująco że nie mam wątpliwości że były to dobrze zainwestowane pieniądze. Po sformatowaniu karty do HFS+ celem osiągnięcia jak największej wydajności zacząłem powoli zajmować świeżo zdobytą przestrzeń przenosząc na nią bibliotekę zdjęć aplikacji Zdjęcia, ale to materiał na kolejny wpis. Kwestią wartą wspomnienia jest też zużycie energii – otóż ciężko mi coś powiedzieć z własnych doświadczeń – na razie jest duże ponieważ przenoszę bardzo dużo danych z dysku na dysk, ale testy w recenzjach na zewnętrznych stronach mówią o skróceniu czasu działania baterii o max kilka minut przy standardowym działaniu (odczyt/zapis plików, słuchanie muzyki z takiego „dysku”, czy po prostu trzymanie go tam włożonego na stałe) w porównaniu do wykonywania tych samych zadań na dysku wbudowanym. Myślę że jest to wręcz genialnym wynikiem biorąc pod uwagę o ile wzrosłoby zużycie baterii gdyby musiała zasilać jeszcze przez port USB dysk przenośny.
Dla mnie najważniejsze, że adapter uzupełniony o kartę działa jak marzenie – za cenę ok 160-170zł dwukrotnie zwiększyłem pojemność dysku zapewniając sobie długi spokój w tej kwestii. Ułatwienie związane z brakiem konieczności noszenia dysku przenośnego i dodatkowego okablowania są dla mnie ważne, a fakt, że stylistyka samego sprzętu wpasowuje się w wygląd komputera który powiedzmy sobie szczerze – jest elegancki, jest wisienką na bardzo dobrym torcie.

edit://
w dniu dzisiejszym (02.01.2017) strona firmy Nifty o której wspominałem zakończyła inwentaryzację oraz podniosła cenę adaptera do 35 euro co utwierdza mnie tylko w przekonaniu że dokonałem dobrego wyboru decydując się na iSlice ;) 

sprzęt porady inne

Komentarze