W poszukiwaniach Idealnej Dystrybucji

Od pewnego czasu bawię się FreeBSD, czekając jednak na dodanie pakietów z KDE 4.4, postanowiłem w międzyczasie przetestować kilka linuksowych dystrybucji. Było to m.in. Kubuntu 10.04 LTS, Charkra (alpha v.5) i Arch. Gdy doczekałem się pakietów z nowym KDE dla FreeBSD linuksowe nowinki wyleciały z dysku, a ja z pełnym zapałem zabrałem się do konfiguracji systemu. Jednak zamiast zwykłej satysfakcji towarzyszącej każdej hobbystycznej pracy, naszły mnie raczej sceptyczne myśli.

W każdym uniksopodobnym systemie operacyjnym, po odpowiednim ustawieniu bazy: połączenia sieciowe, firewall, użytkownicy i ich konta, uprawnienia dostępu do pewnych zasobów, instalacja potrzebnych pakietów, etc. przechodzi się do konfiguracji tego wszystkiego, z czym tak naprawdę spędzamy czas przy komputerze:

reklama

1) Dopieszczanie środowiska graficznego (wybór ikon, tapet, kursorów, motywów Plazmy, efektów 3d...)
2) Konfiguracja programu pocztowego i innych apliakcji PIM: jabber, czytnik news, etc.
3) Konfiguracja przeglądarki (flash, adblock, personas, inne dodatki)
4) OpenOffice (np. słowniki)
5) Obsługa multimediów

O ile konfiguracja systemu bazowego najczęściej dokonywana jest raz i ma po prostu działać, ze zmianami ustawień aplikacji desktopowych jest trochę więcej zabawy, nawet jeżeli jest to prawie niewymagające myślenia klikanie.

Pisząc te słowa siedzę na FreeBSD w oczekiwaniu na zakończenie kompilacji portu PyQt. Patrząc na przebieg tego procesu postawiłem sobie bardzo proste pytanie: Czym różni się Firefox w Debianie, Kbuntu, Chakrze, czy FreeBSD? Czym różni się KDE w różnych dystrybucjach Linuksa czy we FreeBSD? We wszystkich tych systemach moje - jak to się ładnie określa - user-experience byłoby dokładnie takie samo(zob. zrzuty ekranu)! W codziennym użytkowaniu komputera system operacyjny schodzi właściwie na drugi plan, a to czego tak naprawdę używamy to aplikacje.

Jeżeli systemy bazowe pozwalają na osiągnięcie tych samych rezultatów, a środowiska graficzne niczym się nie różnią i oferują te same możliwości, należy kierując się zdrowym rozsądkiem wybrać taki system, który:
1) Wymaga najmniej pracy wstępnej
2) Wymaga najmniej pracy przy aktualizacji do nowej wersji
3) Uruchamia się najszybciej.

Najmniej pracy na wstępie wymaga rzecz jasna Ubuntu - cały proces instalacji polega na klikaniu "Dalej", po instalacji zaś system sam wykrywa, że potrzebne są sterowniki Nvidia. Nawet firewall ma graficzny interfejs konfiguracji. Debian wymaga do postawienia niewiele więcej pracy od Ubuntu. We FreeBSD dla przykładu próba zmuszenia do działania HPLIP - aplikacji obsługującej drukarkę - zabrała mi prawie dwie godziny. W Debianie trwało to kilkanaście sekund.

Z omawianych systemów najszybciej uruchamia się Ubuntu, niestety cykliczny system wydań tego systemu oznacza konieczność reinstalacji systemu, a więc tym samym ponownej konfiguracji prawie wszystkiego. We FreeBSD pakiety nie rozwiązują najlepiej problemów z zależnościami. Wystarczy prześledzić na forums.freebsd.org dyskusję o aktualizacji z KDE 4.3 do 4.4. Debian bez szemrania radzi sobie z aktualizacją z KDE 4.2 do 4.4, a więc z przeskokiem o dwa główne wydania tego środowiska.

Wnioski do których doszedłem są proste: Po pierwsze skakanie po różnych dystrybucjach jest bez sensu - "Firefox jest wszędzie taki sam". Po drugie: jeżeli tym czego rzeczywiście używam są aplikacje, należy wybrać taki system, który obsłuży je szybciej i wygodniej. Wygodniej dla mnie, nie maszyny. Jak powiedział Eric Raymond: Kreatywne lenistwo to kardynalna cnota użytkowników Uniksa. 

reklama

Komentarze