Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Kupno i zwrot oprogramowania

Pamiętacie mój wpis o „promocyjnym praniu mózgu”? Dziś, w komentarzu #23 pod tym tekstem, MaxDamage napisał mi tak: „A wiesz że dzisiaj/wczoraj wyszedł Xcom Within na mobilnego iOSa i Andka”.

Nie wiedziałem. Teraz wiem. Napaliłem się. Sprawdziłem – i faktycznie jest:

Naprawdę się napaliłem, sugestia od kumpla działa 10x mocniej niż zwykła reklama. Tak bardzo, bardzo się napaliłem, że nie zauważyłem tego ostrzeżenia:

***NOTE: Compatibile with iPad3, iPad mini 2, iPhone 5 and up. WILL NOT be able to run on earlier generations, despite being able to purchase them on those devices***
(UWAGA: Kompatybilne z iPad3, iPad mini 2, iPhone 5 i nowsze. Nie będzie w stanie działać na starszym sprzęcie, mimo że będzie możliwy zakup na tych urządzeniach)

To istotne bo mam iPada mini. Faktycznie udało się kupić. Zapłaciłem kartą kredytową 11,99 eur, które bank przeliczył mi na ok 51 zł. Potem wystarczyło poczekać aż ściągnie się 1,9GB pliku instalacyjnego (po zainstalowaniu Enemy Within zajmuje ok 3,3GB).

Pstrokaty mBank, epilog…

W czerwcu 2013 roku opisałem na blogu moje pierwsze wrażenia z „podróży” po nowym interfejsie mBanku. Tamten wpis znajdziecie tutaj. Dziś krótka blognotka, w której chciałbym zakończyć wtedy rozpoczęty wątek.

Nowy interfejs mBanku zupełnie do mnie nie przemówił. Dużo korzystam z karty kredytowej. Karta mBanku zawsze mi odpowiadała. Podstawowym dla mnie warunkiem świadomego korzystania z takiego produktu, jakim jest plastikowy kartonik, którym łatwo można się zadłużyć jest informacja o tym ile środków w danym okresie rozliczeniowym wydałem. W starym interfejsie mBanku ścieżka dojścia do tej informacji wyglądała mniej więcej tak:

Logowanie -> klik w „Karty” -> klik w „Operacje bieżące”

W nowej wersji interfejsu tak prosto już nie było:

Logowanie - > sekunda czekania na wczytanie się grafiki -> wybór działu „Moje Finanse” - > po chwili oczekiwania na wczytanie się grafiki pojawi się podmenu, w którym trzeba wybrać „Karty”. Na tym ekranie trzeba *najechać* kursorem na odpowiednią belkę, co dopiero podświetli nam następne menu wyboru. Tak to wygląda:

Promocyjne pranie mózgu

Postanowiłem wtrącić trzy słowa do dyskusji o rosnącej popularności cyfrowych wydawnictw. Przypomnę, że dyskusja rozpoczęła się od tekstu TomisH-a:„Bez pudła: cyfrowe wersje gier coraz popularniejsze”, a kontynuował ją Docent w swoim wpisie: „Cyfrowe wersje gier coraz popularniejsze? Wolne żarty...”.

TomisH postawił i uzasadnił tezę o rosnącej popularności cyfrowej dystrybucji gier a Docent na własnym przykładzie opowiedział o tym, że rzeczywistość nie do końca wygląda tak jak na statystycznych wykresach przygotowanych przez agencję analityczną. Obaj skupili się na cyfrowych wersjach gier. Dla mnie to jednak tylko część świata wydawnictw cyfrowych. Obok gier , dostępne są cyfrowe wersje książek (e-booki) oraz cyfrowe wersje prasy.

Kiedy czytałem oba powyższe teksty, dotarło do mnie, że sam przeszedłem przez opisane tam etapy.

Aparat w obiektywie i oprogramowanie w telefonie – a także o tym jak to się spięło razem przy okazji HotZlotu 2014

Całą historię o tym jak zostałem posiadaczem „aparatu w obiektywie” Sony Smart-Shot DSC-QX10 można przeczytać tutaj.

Co to jest bezkorpusowiec?

To urządzenie fotograficzne (tzw. „aparat w obiektywie”), które na pierwszy rzut oka wydaje się być kompaktowym aparatem fotograficznym pozbawionym wizjera i ekranu, w którym sterowanie zredukowano do absolutnego minimum (można sterować zoomem oraz migawką). Urządzenie to przeznaczone jest do użytkowania razem ze smartfonem, na którym zainstalowano odpowiednie oprogramowanie. Taki zestaw, w mojej opinii posiada funkcjonalność w niektórych rzeczach przewyższającą to co oferują nam klasyczne aparaty kompaktowe. Portal optyczne.pl, specjalizujący się w oceanach oraz testach sprzętu fotograficznego, przeprowadził TEST tego urządzenia. O sprzęcie napisano tam wszystko.

Ekstra mocne super light!

Czyli o tym dlaczego dołuje mnie nowoczesny marketing.

W czytniku RSS rzucił mi się w oczy tytuł newsa produktowego na jednym z portali technologicznych:

Bezprzewodowe słuchawki 9.1

WTF? Kiedy ostatnio przeglądałem się w lustrze to miałem jedno ucho z prawej strony i jedno z lewej. Razem dwa. No ale żyjemy w XXI wieku, więc być może inżynierom zajmującym się nowoczesnością udało się 9 głośników oraz subwoofer umieścić w słuchawkach. Przeczytałem newsa. Okazało się, że to typowa papka informacyjna:

„…rekonstruuje pole brzmieniowe wielokanałowego zestawu głośnikowego składającego się ze standardowych 5 głośników satelitarnych, 2 dodatkowych głośników dolnych i 2 górnych oraz subwoofera…

Idąc tym tropem wymyśliłem coś niesamowitego!

Bezprzewodową słuchawkę prysznicową!

Nazwałem ją roboczo BSP-Green&Black. Jest niesamowicie poręczna, niezawodna. Doskonale responsywna. Zapewnia długi czas pracy po błyskawicznym naładowaniu. W pełni rekonstruuje doznania jakie zapewnia klasyczna przewodowa słuchawka kabinowa.

Oto BSP-Green&Black:

 

ZUS/OFE – jak złożyć wniosek przez Internet?

Od 1/04/2014 do 31/07/2014 każdy Klient OFE może złożyć w ZUS odpowiednią deklarację o pozostaniu w OFE. Taki wniosek można złożyć na Platformie Usług Elektronicznych ZUS - trzeba jednak wcześniej posiadać uwierzytelniony profil PUE lub zaufany profil ePUAP.

Mimo tego, że w lipcu 2010 byłem dosyć sceptycznie nastawiony do ePUAP to i tak kiedy platforma wystartowała założyłem sobie zaufany profil. Od tego czasu skorzystałem z profilu raz – do założenia profilu PUE w ZUS. Dziś skorzystałem z obu aby złożyć wniosek w sprawie OFE.

Szukanie wniosku rozpocząłem od zapytania „wirtualnego doradcy” dostępnego w specjalnym oknie na głównej stronie platformy usług elektronicznych ZUS. Odpowiedź jaką otrzymałem nic mi nie dała.

Zalogowałem się (za pomocą konta PUE) i rozejrzałem się po dostępnych możliwościach. Doszedłem do wniosku, że być może interesujący mnie wniosek znajdę w menu „Usługi”, opisanym jako „Katalog usług elektronicznych”.

Toshiba Encore - tablet 8" z atomowym Intelem, win8 i ms-office

Kiedy dostałem wiadomość o tym, że w ramach akcji „Testy sprzętu z Intelem” otrzymam do przetestowania tablet Toshiby, zwyczajnie się ucieszyłem. Zanim jeszcze sprzęt do mnie dotarł sprawdziłem w Sieci co to konkretnie jest. Okazało się, że trafi w moje ręce przedstawiciel rodziny małych tabletów (ekran ok 8”) zbudowanych na platformie intel i pracujących pod kontrolną systemu Windows 8 (8.1).

Toshiba Encore (pełny opis oraz specyfikacja są TUTAJ - na stronie producenta) na rynku konkuruje z podobnym sprzętem inych producentów, np: DELL Venue 8 PRO, ACER ICONIA W3-810, ASUS VivoTab Note 8.

Wszystkie wcześniej wymienione tablety zbudowane są na bazie sprzętowych rozwiązań Intela i wyposażone w procesor Intel Atom. Dell i Toshiba mają Z3740, Asus ma Z3740D a Acer Z2760.

Nie wyobrażam sobie życia bez tabletu!

Dziś rano, przy bułeczce i kawie, przeczytałem manifest Manka-88 o tym, że tablet nie jest mu w ogóle potrzebny.

Czytałem ten tekst na tablecie więc od razu uderzyła mnie absurdalność założeń. Maniek zaczyna od potężnego argumentu: „kiedyś tego nie było i ludzie jakoś żyli”. Rozejrzałem się po kuchni, w której siedziałem: lodówka – kiedyś tego nie było a ludzie jakoś żyli; kuchenka gazowa – kiedyś tego nie było i ludzie jakoś żyli; zmywarka – sam mam od niedawna i jakoś wcześniej udawało mi się z tym żyć. Gdyby dziś ktoś chciałby pozbawić mnie zmywarki - jestem pewny, że broniłbym jej bardziej niż niepodległości. Gdyby jednak postawiono mnie przed wyborem zmywarka albo iPad – miałbym bardzo twardy orzech do zgryzienia...

Fakt, że Maniek nie ma rodziny (w sensie żona, dziecko) działa tu na plus bo w modelu rodzinnym „2+1” - jeden tablet to stanowczo za mało. Opis swojego zwykłego dnia jaki przedstawił Maniek nie jest dla mnie argumentem przeciwko tabletom. Przypomniała mi się droga do pracy z filmu "Co mi zrobisz jak mnie złapiesz".

Gazety.pl paywall czyli o płaceniu nie tylko za (cyfrowe) treści

Na wstępie muszę wyraźnie zaznaczyć, że nie mam żadnego problemu z koncepcją opłaty za treść! Doskonale rozumiem, że pracę autorów trzeba wynagradzać i dlatego bardzo chętnie takie opłaty ponoszę. Z drugiej strony nie lubię być traktowany niczym turysta w Zakopanym (czytaj: dawca dutków), niczym worek bez dna, z którego opłata zwyczajnie za wszystko się należy.

Płacę i wymagam – nie chodzi tu o samą treść – chodzi o to jak ona zostaje podana. Krótko mówiąc: płacę (głównie) za serwis. Ogarniam, że w teorii musi to działać podobnie jak restauracja do której idzie się na dobry obiad przygotowany przez konkretnego i uznanego Szefa Kuchni. Skoro nie stać mnie na zatrudnienie tego konkretnego kucharza, aby tylko dla mnie gotował to muszę się nim dzielić z innymi konsumentami. System dzielenia się zapewnia nam właściciel lokalu. Do tego miejsca sprawę akceptuje. Problem pojawi się wtedy jeśli okazuje się, że pojawiają się kolejni „pośrednicy”. Mam na myśli np: właściciela parkingu obok restauracji, który zauważył, że dzięki umiejętnościom kucharza może podnieść ceny za parking o 500%.

Kobieta mnie bije czyli o całkiem realnych konsekwencjach wirtualnego sportu

Wczoraj wróciłem z Zamku na Skale a dziś korzystam sobie z błogiego lenistwa. Jeden dodatkowy dzień urlopu, o który prewencyjnie zadbałem bardzo mi się przydał. Dwa wieczory Cold Zlotowej integracji, w okolicy Xboxa z Kinectem (plus oprogramowanie Kinect Sport) wystarczyły aby dwa dni później dopadło mnie coś co fachowo nazywa się „Zespołem opóźnionego bólu mięśniowego” potocznie określonego też „zakwasami”.

Wystarczyło kilka wirtualnych pojedynków bokserskich, które mój awatar w okolicy 30 sekundy kończył na deskach po precyzyjnych ciosach Snow Rainy, djDziadka i wojtekadamsa oraz dwa wieczory wirtualnych rozgrywek w kręgle abym dwie doby później nie mógł podnieść się z łóżka...

Kiedy już się podniosłem to próbowałem rozpoznać wroga. Okazało się, że zespół opóźnionego bólu mięśniowego, zwany fachowo DOMS (od angielskiego: delayed onset muscle soreness) to ból mięśni pojawiający się 12-72 godzin po intensywnym wysiłku. DOMS nie został jeszcze jednoznacznie wyjaśniony naukowo.

Wyszukałem, że występuje kilka popularnych teorii powstawania tego zjawiska:

  • - kumulacji kwasu mlekowego,
  • - spazmu mięśniowego,