Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Pomiędzy krzesłem a klawiaturą...

Z życia wzięte. Jednemu z "moich" użytkowników zepsuł się laptop. Nie działa. Próby reanimacji nie dają efektu. Podejmuję decyzję o wysłaniu sprzętu do serwisu. Po kilku dniach jest diagnoza: spalony zasilacz i uszkodzony tor zasilający na płycie głównej – koszt naprawy przekracza wartość sprzętu – krótko mówiąc: sprzęt na złom. Zmartwiony użytkownik pyta się: "Czy moje dane są zniszczone?". Odpowiedziałem, że zobaczę co się da zrobić. Śrubokręt w rękę, rach-ciach sześć śrubek i mam w ręku twardy dysk. Podłączyłem go przez usb (polecam prostą, uniwersalną przejściówkę, która umożliwia podłączenie różnego rodzaju dysków twardych przez do usb – super sprawa). Dysk działa, więc pomyślałem, że bez trudu mogę uratować dane użytkownika.

Wtedy wyskoczyło okienko programu antywirusowego (ostatnimi czasy jestem fanem Immunet Protect - polecam). Okazało się, że na dysku znajduje się dość dużo trojanów i innych dziwnych śmieci a kiedy zobaczyłem zawartość folderu 'Pulpit' to od razu poznałem ich źródła bo okazało się, że 3/4 jego zawartości to nazywa się m.in. tak: "Stunning Brunette Babe", "Pool Sex Parting", "Real College Orgy", "Assian Ass..." etc. Generalnie: dużo zdjęć, filmów w formacie wmv i skrótów url do wielu "wesołych" (tak je nazwijmy) stron w Sieci.

Moja pierwsza myśl była taka, że użytkownik musi być niezwykle zdeterminowany bo zwykle łączy się z siecią przez firmowy modem iPlusa (z miesięcznym limitem przesyłu ok 1GB). Potem zdałem sobie sprawę, że kończą się problemy techniczne a zaczyna się coś dowcipnie określane jako "Problem położony pomiędzy krzesłem a klawiaturą". Od lat spotykam się z tym, że użytkownicy (warto dodać, że zawsze są to w różnym wieku "chłopcy" bo nigdy nie spotkałem się z taką zawartością na komputerze użytkowanym przez panie) masowo ściągają " wesołe" obrazki, zwykle jednak trafiają na zamaskowane pornografią robale, backdoory, trojany itp.

r   e   k   l   a   m   a

Jak walczyć z takim zjawiskiem? Jak wyjaśnić 40-50 letniemu "chłopcu" - do tego zatrudnionego na wyższym kierowniczym stanowisku (więc cieżko go spacyfikować), że bezpłatna pornografia faktycznie nie istnieje, że to co widzi to tylko przykrywka do tego aby go skutecznie "zaszczepić" a potem wykorzystać np. w botnecie? Że 4/5 na pierwszy rzut oka płatnych serwisów nie służy do niczego innego niż przechwycenia danych karty kredytowej? Doradzicie coś? 

Komentarze