Pstrokaty mBank, epilog…

W czerwcu 2013 roku opisałem na blogu moje pierwsze wrażenia z „podróży” po nowym interfejsie mBanku. Tamten wpis znajdziecie tutaj. Dziś krótka blognotka, w której chciałbym zakończyć wtedy rozpoczęty wątek.

Nowy interfejs mBanku zupełnie do mnie nie przemówił. Dużo korzystam z karty kredytowej. Karta mBanku zawsze mi odpowiadała. Podstawowym dla mnie warunkiem świadomego korzystania z takiego produktu, jakim jest plastikowy kartonik, którym łatwo można się zadłużyć jest informacja o tym ile środków w danym okresie rozliczeniowym wydałem.
W starym interfejsie mBanku ścieżka dojścia do tej informacji wyglądała mniej więcej tak:

Logowanie -> klik w „Karty” -> klik w „Operacje bieżące”

W nowej wersji interfejsu tak prosto już nie było:

Logowanie - > sekunda czekania na wczytanie się grafiki -> wybór działu „Moje Finanse” - > po chwili oczekiwania na wczytanie się grafiki pojawi się podmenu, w którym trzeba wybrać „Karty”. Na tym ekranie trzeba *najechać* kursorem na odpowiednią belkę, co dopiero podświetli nam następne menu wyboru. Tak to wygląda:

Z menu, które się pojawiło po najechaniu, wybieram „Operacje i wyciągi”. Po następnej chwileczce potrzebnej na wygenerowanie grafiki pojawia się okno z fajowymi wykresami. Problem w tym, że informacje o operacjach bieżących dostanę w chmurce wyświetlonej dopiero kiedy na odpowiedne miejsce *najadę* kursorem. Tak to wygląda:

Dlatego nie korzystałem z nowego interfejsu. Pomyślałem, jak to dobrze, że mBank poszedł po rozum do głowy i nie wyłączył możliwości dostępu do poprzedniej wersji interfejsu.

Minęło kilka miesięcy, i pewnego dnia dostałem wiadomość sms o takiej treści:

Podjąłem wtedy decyzję o przeprowadzce z mBanku. Pozwolę sobie, w tym miejscu, na taką refleksję: w dzisiejszych czasach nie jest łatwo bez karty kredytowej. Głównie dlatego, że kartę mam zarejestrowaną w kilku usługach online gdzie opłacam cykliczne płatności, dzięki czemu nie muszę o nich pamiętać. Zamówiłem więc analogiczną kartę w innym banku. Co ciekawe, cała operacja odbyła się przez Internet. Po dwóch tygodniach miałem w ręku nową kartę. Pozamieniałem dane o płatności kartą w kilku serwisach z których stale korzystam. W międzyczasie spłaciłem zadłużenie na karcie mBanku.

Pozostało już tylko skontaktować się z mLinią i wypowiedzieć umowę o korzystanie z karty kredytowej. Dziś jest ten dzień. Poruszyło mnie, że Pani Konsultantka jako powód mojej rezygnacji chciała wpisać „nie korzystam z karty”. Kiedy wyjaśniłem, że chodzi o nowy interfejs to stwierdziła: „Wpiszemy, że nie podoba się panu nowy wizerunek”…

Nie, drogi mBanku, nie chodzi o nowy wizerunek! Chodzi o przymuszenie mnie do korzystania z nowego interfejsu. Tylko o to.